Trener MKS Pruszków obserwował treningi San Antonio Spurs. Gdzie gwizdek jest niepotrzebny

Gregg Popovioch i trener Wojciech Rogowski

Gregg Popovioch i trener Wojciech Rogowski (Fot. Archiwum Wojciecha Rogowskiego)

- We wszystkich drużynach, które miałem okazję obserwować, pierwszy trener używał gwizdka. Ale w San Antonio Spurs jest taka dyscyplina na treningu, że Gregg Popovich nie tylko nie musiał go używać, ale w ogóle nie potrzebował krzyczeć ani nawet podnosić głosu - wrażenia z koszykarskich obserwacji w Teksasie opisuje trener młodzieżowych grup MKS Pruszków Wojciech Rogowski.


33-letni trener, który pochodzi z Biłgoraja, ale od ośmiu lat pracuje w Pruszkowie, obecnie prowadzi juniorów MKS z rocznika 1996. Rogowski jest także trenerem juniorów starszych UKS Komorów, którzy - podobnie jak juniorzy MKS Pruszków - też rywalizują w trzeciej lidze.

Do Stanów na obserwacje treningów poleciał po raz drugi - kilka lat temu miał okazję obserwować zajęcia na uniwersytetach Liberty oraz St. John's, teraz znalazł się w grupce polskich trenerów, którzy odwiedzili szkołę średnią St. Pius X w Houston, uczelnie Texas A&M oraz Baylor, a także Dallas Mavericks i San Antonio Spurs.

Wyjazd został zorganizowany przy pomocy i wykorzystaniu znajomości Piotra Paprockiego - byłego koszykarza Legii, który działa obecnie w organizacji Athletes in Action. - W ciągu 11 dni odwiedziliśmy pięć ośrodków koszykarskich, uczestniczyliśmy w wielu treningach, przeprowadziliśmy liczne rozmowy z trenerami, menedżerami i skautami pracującymi dla klubów - mówi Rogowski.

Trening, nawyk, mecz

Co zrobiło na nim największe wrażenie? - Treningi San Antonio Spurs - szybko odpowiada trener MKS Pruszków i zaczyna dzielić się obserwacjami dotyczącymi drużyny czterokrotnych mistrzów NBA i ich trenera Gregga Popovicha, jednego z najlepszych w historii ligi.

- We wszystkich drużynach, które miałem okazję obserwować, pierwszy trener używa gwizdka. W San Antonio jest taka dyscyplina na treningu, że Gregg Popovich nie tylko nie musiał go używać, ale w ogóle nie potrzebował krzyczeć ani nawet podnosić głosu. Wszedł na środek boiska, wszyscy do niego podeszli. Zaczął mówić - drużyna stanęła na baczność - opisuje Rogowski.

- Treningi w San Antonio, które obserwowałem, zaczynały się od tego, że wcześniej, przez 40-50 minut, zawodnicy - nie wszyscy, ale większość - ćwiczyli swoje rzuty. Swoje, czyli z pozycji, z których zwykle rzucają w trakcie meczu. Każdy miał do pomocy dwóch trenerów - jeden podawał piłki, drugi bronił, uderzał, przeszkadzał. Nie było sytuacji, w której zawodnik przychodził na halę sam, rzucał, zbierał po sobie piłkę, wracał na pozycję itp. Nie, koszykarz ma wykonywać tylko tę rzecz, którą robi na boisku.

- Patrzyłem, jak zawodnicy Spurs ćwiczą drobne elementy - ktoś trenuje wejścia pod kosz i rzut lobem jedną ręką, inny rzut po zwodzie. Jeden ćwiczy rzut po koźle, następny - manewry podkoszowe. Z obrońcą lub bez. Z popychaniem lub bez. Albo same rzut wolne. Popovich tłumaczył nam potem, że by te akcje były wykonywane perfekcyjne w meczu, z obrońcami, muszą być wcześniej wykonane setki, tysiące razy, by weszły w nawyk.

- I potem rzeczywiście obserwowaliśmy podczas meczu, jak Danny Green wykonywał identyczne ruchy jak na treningu - wspomina Rogowski, który 30 października obejrzał spotkanie Spurs z Memphis Grizzlies.

Czy Matt Bonner może zabrać żonę?

- Co mnie zaskoczyło podczas treningów? Poziom rozpracowania rywala, skauting przeciwnika. Zaskoczył mnie, mimo że wiedziałem, że musi być bardzo szczegółowy. Ale ja na treningu widziałem po prostu te same elementy, co potem na meczu. Nie zagrywki, tylko ich elementy. Pojedyncze ruchy - kręci głową trener MKS Pruszków.

- Kiedy trening się skończył i część zawodników poszła do szatni, a trenerzy do swoich biur, Popovich wrócił do nas, przywitał się, zagadał. Był bardzo serdeczny, interesował się naszą wycieczką, pytał, co widzieliśmy. A potem opowiedział o treningu, tłumaczył nam, dlaczego drużyna ćwiczyła akurat te elementy. Pokazał nam bazę treningową, oprowadził po całym obiekcie łącznie z gabinetem odnowy biologicznej.

- Na początku opowiadał, ale kiedy zaprosił nas do swojego biura, to pytać zaczęliśmy my - relacjonuje Rogowski. - Popovich odpowiadał na wszystkie kwestie - dlaczego Tony Parker i Boris Diaw trenowali lżej? Bo całe lato mieli zajęte mistrzostwami Europy, a niebawem Parker będzie musiał grać po grubo ponad 30 minut w meczu, więc teraz przez dwa dni może trochę odpocząć.

- W trakcie rozmowy z Popovichem do biura przyszedł Matt Bonner, który tak trochę niepewnie zapytał trenera o to, czy jego żona może polecieć na wyjazdowy mecz do Los Angeles. Popovich się zgodził, a potem tłumaczył nam, że nieczęsto pozwala na takie rzeczy, ale czasem, znając sytuację danego gracza, trzeba to robić. Wspierać, pomagać. "Raz pozwolę, trzy razy nie pozwolę" - mówił.

- Popovich opowiadał nam też - i pokazywał - jak bardzo, jak szczegółowo ma rozpisane akcje swoich zawodników i ile zagrywek zna drużyna. Pokazywał nam kartki - np. gruby plik kartek z zagrywkami na Duncana. Ale też pokazał jedną kartkę pod Marco Belinellego, bo - jak mówił - to jest nowy gracz, dopiero przyszedł do zespołu - mówi Wojciech Rogowski.

Serce i mentalność

Poza treningami Spurs Rogowskiego zafascynował temat tzw. treningu serca. - Jeden z asystentów trenera na uczelni Texas A&M bardzo fajnie usystematyzował nam pracę trenera, którą podzielił na trzy części - pierwsza to trenowanie umiejętności koszykarskich, czyli naukę kozłowania, rzutów, techniki. Druga: psychologia, czyli już praca nad mentalnością graczy. A trzecia: właśnie trening serca.

- Ciężko tłumaczyć istotę tego terminu na przykładzie naszego systemu szkolenia, bo w Polsce dzieci, a potem młodzież trenowane są w klubach, gdzie nie ma takiej więzi z zawodnikami, jak są w amerykańskich szkołach - od podstawówek, przez szkoły średnie, do uczelni. Tam żyje się drużyną - i będąc wewnątrz jej, i na zewnątrz. W treningu serca chodzi o to, by doceniać to, co nas otacza, i to, co robimy. To, że ma się talent, że można być kimś ważnym w drużynie, że w ogóle można grać w koszykówkę, bo jest się zdrowym - tłumaczy Rogowski.

- Jeżeli zawodnik uświadamia sobie to, co ma, a zaangażowanie, które wkłada grę, traktuje jako pewnego rodzaju podziękowanie za możliwość uprawiania koszykówki, to łatwiej egzekwować od niego pewne rzeczy podczas treningów i meczów. Czasem nie jest łatwo zmusić kogoś do cięższego treningu, zdarza nam się powtarzać, że ktoś blokuje się przed wysiłkiem. Że jedno powtórzenie odpuści, że dwa ostatnie metry pobiegnie wolniej, wyprostuje nogi w obronie. W USA, po takim treningu serca, łatwiej jest pracować z młodymi koszykarzami.

Co Rogowski zaadaptuje do swojej pracy w Pruszkowie z elementów, które wychwycił w USA? - Koszykówka jako taka aż tak bardzo się nie różni. Ćwiczenia są różne - lepsze, gorsze, mniej lub bardziej ciekawe, można je zmieniać. Ja widziałem ich dużo podczas poprzedniego wyjazdu do USA, a także podczas szkoły trenerów - mówi 33-letni trener.

- Wielką różnicę robi jednak mentalność - podejście zawodników do treningu jest totalnie inne. Inna jest też kultura, dlatego pewne wzorce z USA są bardzo ciężkie do przeniesienia, a niektórych zaadaptować się po prostu nie da - kończy Rogowski.

Skomentuj:
Trener MKS Pruszków obserwował treningi San Antonio Spurs. Gdzie gwizdek jest niepotrzebny
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

Najczęściej czytane