Jak dogorywa Gwardia Warszawa

Prezes klubu Małgorzata Terlecka-Fischer i policja  po briefingu prasowym, który odbył się nielegalnie na terenie należącym do Komendy Głównej Policji

Prezes klubu Małgorzata Terlecka-Fischer i policja po briefingu prasowym, który odbył się nielegalnie na terenie należącym do Komendy Głównej Policji (Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta)

Zasłużony, wielosekcyjny klub, który wychowywał mistrzów olimpijskich, znalazł się w patowej sytuacji. Grozi mu bezdomność, a nawet rozwiązanie. Szanse na uratowanie Gwardii? Mógłby je zauważyć tylko wyjątkowy optymista.


W tej chwili pozytywnie można pisać tylko o historii Gwardii. 15 medali olimpijskich, w tym sześć złotych. Ponad 60 krążków mistrzostw świata i Europy. Ponad tysiąc trofeów na arenie ogólnopolskiej. Założona w 1948 roku, na bazie MKS Grochów, Gwardia to m.in. pierwszy polski klub piłkarski, który grał w europejskich pucharach - w 1/8 finału Pucharu Europy w sezonie 1955/56. To tutaj trenowali tacy mistrzowie olimpijscy jak bokserzy Jerzy Kulej i Jerzy Rybicki, kulomiot Władysław Komar czy piłkarz Ryszard Szymczak. W klubie szczycą się, że z wyjątkiem ostatnich igrzysk w Londynie, Gwardia zawsze miała swojego reprezentanta na olimpiadzie.

Od kilku lat Gwardia zmaga się jednak z poważnymi kłopotami. Klub sukcesywnie traci obiekty, na których nie tylko od lat funkcjonował od lat, ale też były one dla niego źródłem utrzymania. - Na razie jakoś sobie radzimy. Wynajmujemy jeszcze boiska, na których grają nasi piłkarze, pozostałe sekcje ćwiczą na ostatniej dostępnej sali. Jeżeli jednak nasza siedziba zostanie zamknięta, to będzie to oznaczało nasz definitywny koniec - tłumaczy Małgorzata Terlecka-Fischer, prezes klubu.

Stawki jak na Mokotowie

Gwardia, klub milicyjny, od początku swojego istnienia miała ścisłe relacje z Ministerstwem Spraw Wewnętrznych i Administracji. - Od zawsze w zarządzie klubu lub blisko niego znajdowała się jakaś osoba z ministerstwa. Dodatkowo czasami resort wspomagał nas finansowo np. przy rozbudowie infrastruktury sportowej - tłumaczy Terlecka-Fischer.

I właśnie stąd też wzięła się skomplikowana sytuacja Gwardii. Pomimo tego, że klub dostał w 1955 roku przydział na teren przy ulicy Racławickiej 132, to nigdy nie otrzymał go na własność. Był jedynie dzierżawcą, a właścicielem pozostawał skarb państwa.

W 2007 roku, decyzją MSWiA, tereny przy ulicy Racławickiej znalazły się w tzw. trwałym zarządzie Komendy Głównej Policji. KGP chciała zbudować na tym obszarze biurowiec oraz bazę sportową dla mundurowych, ale z powodu kryzysu finansowego zrezygnowano z tego pomysłu. Wcześniej padła też propozycja dzierżawy terenu przez Gwardię, w astronomicznej dla klubu kwocie 268 tys. złotych za miesiąc. Dodając do tego rachunki za media i koszty utrzymania budynków, czyli około 60-70 tys. złotych miesięcznie, okazuje się, że kwota znacznie przekraczała roczny budżet klubu, który w 2009 roku wynosił 2-2,5 mln złotych.

Skąd taka cena za dzierżawę? - Na Mokotowie, gdzie znajduje się stadion Gwardii, stawki wahają się od 10 do 180 zł za metr kwadratowy. Kwota, jakiej zażądaliśmy, jest bliżej dolnych widełek - tłumaczył Mariusz Sokołowski rzecznik KGP. Klub w ramach zapłaty proponował KGP szkolenie funkcjonariuszy przez trenerów sztuk walki, ale policja nie była jednak zainteresowana takim rozwiązaniem.

Tracone obiekty

KGP odcięła klub od dochodów z wynajmu terenu, na którym znajduje się przychodnia lekarska, a także pieniędzy za banery reklamowe rozwieszone na ogrodzeniu terenu przy ulicy Racławickiej. - Jesteśmy właścicielami terenu, więc nic dziwnego, że to z nami podpisuje się umowy na jego użyczenie - tłumaczył Krzysztof Hajdas z KGP.

Gwardia utraciła też pomieszczenia w Hali Mirowskiej, gdzie wcześniej mieściły się sekcje bokserska i strzelecka. - Problem się zaczął, kiedy teren trafił pod władanie dzielnicy Śródmieście - tłumaczy jedna z pracownic Gwardii. - Nałożona nam wtedy takie stawki, że nie byliśmy ich w stanie płacić. Przez jakiś czas korzystaliśmy z hali nie płacąc za nią, ale w 2009 roku sąd nakazał nam opuścić halę. Dał nam na to dwa lata i w 2011 musieliśmy się stamtąd wyprowadzić.

W styczniu ubiegłego roku Powiatowy Inspektorat Nadzoru Budowlanego zamknął Gwardii jeden z klubowych budynków przy ulicy Racławickiej. Powód? Zły stan obiektu. - Nie mieliśmy wyjścia i musieliśmy wyłączyć budynek klubowy z użytku - tak swoją decyzję tłumaczyła ówczesna wicedyrektor stołecznego PINB Alina Celińska.

W czerwcu tego roku PINB zamknął kolejne obiekty - rzutnię lekkoatletyczną oraz wszystkie pozostałe boiska. Gwardii został ostatni budynek znajdujący się za przychodnią. We wrześniu do klubu przyszło pismo informujące, że i on ma zostać wyłączony z użytku. - My już w listopadzie ubiegłego roku złożyliśmy wniosek o kasację decyzji wydanej przez ministra skarbu państwa, o przekazaniu terenów Gwardii na rzecz KGP. Do tej pory nie dostaliśmy terminu rozprawy. Jeżeli jednak przegramy sprawę, to policja przyjdzie i nas stąd eksmituje - tłumaczy Terlecka-Fischer.

Kompromis? Nie ma mowy

Negocjacje i rozmowy utkwiły w martwym punkcie. - KGP przedstawiła Gwardii projekt listu intencyjnego, mający doprowadzić do zawarcia ugody. Klub zgłosił do niego uwagi blokujące możliwość podpisania porozumienia - tłumaczy w oficjalnym liście Piotr Bieniak z zespołu prasowego KGP. - Ponadto w trakcie trwania rozmów dotyczących zawarcia porozumienia, klub złożył wniosek o kasację, decyzji ministra skarbu państwa, na mocy której tereny, przy ulicy Racławickiej przeszły w posiadanie KGP.

- W związku z taką postawą władz klubu, nowymi planami zagospodarowania nieruchomości na potrzeby policji oraz rosnącym zadłużeniem klubu, KGP poinformowała zarząd Gwardii, że nie jest zainteresowana podjęciem negocjacji określającego warunki dalszej współpracy - dodaje Bieniak.

- Zgłosiliśmy jedynie uwagi odnoszące się do remontu budynków przy Racławickiej 132 oraz fragmentu, w którym żądano od nas oddania obiektów należących do Gwardii i naszej z nich wyprowadzki - tłumaczy Terlecka-Fischer. - Prosiliśmy urząd miasta o mediację pomiędzy nami, KGP, a Ministerstwem Skarbu, żeby znaleźć rozwiązanie, które satysfakcjonowałoby wszystkie strony. Ratusz odpowiedział jednak, że prawo im na to nie pozwala - tłumaczy Terlecka-Fischer.

- Jeżeli klub zgłosi się do nas z prośbą o znalezienie zastępczego miejsca, na pewno dołożymy wszelkich starań, aby znaleźć satysfakcjonujące rozwiązanie. Jak do tej pory jednak nikt nie wystąpił do nas z taką prośbą - tłumaczy Bartosz Milczarczyk, rzecznik prasowy miasta. - Jeżeli chodzi o teren przy ul. Racławickiej 132, to dowiedzieliśmy się, że zarządca planuje w tym miejscu utworzenie nowoczesnego ośrodka szkolno-treningowego, który w części będzie mógł zaspokajać potrzeby mieszkańców Warszawy w zakresie sportu i rekreacji - dodaje.

- Faktycznie zaproponowano mi, że jeżeli na Mokotowie znajdzie się działka o powierzchni od trzech do pięciu hektarów, to będziemy mogli na niej zacząć budować swoje obiekty. Wiadomo jednak, że takich wolnych obszarów na Mokotowie nie ma - tłumaczy Terlecka-Fischer.

Obecnie Gwardia funkcjonuje na terenach przy Racławickiej 132 bez umowy. Czyli bezprawnie. Co planuje zrobić z tym obszarem KGP? - Biuro Logistyki prowadzi w chwili obecnej prace polegające na opracowaniu koncepcji wykorzystania kompleksu - tłumaczy Bieniak.

- Prosiłam Komendę Główną Policji o to, żeby dali nam funkcjonować, a wypracujemy pieniądze. Oni jednak chcieli tylko, żebyśmy wycofali wszystkie pozwy z sądów i oddali obiekty, a jak oni wybudują nowe budynki, to wtedy zaproszą nas do współpracy. Nikt mi jednak nie chciał dać takiej gwarancji na piśmie - tłumaczy Terlecka-Fischer.

Gwardia ma obecnie pięć sekcji - piłki nożnej, boksu, judo, zapasów, lekkoatletyki i strzelectwa. Trenuje w nim około 520 zawodników.

Komentarze (5)
Jak dogorywa Gwardia Warszawa
Zaloguj się
  • noriakikassai

    Oceniono 16 razy 10

    Panie redaktorze podrzucam dodatkowe pytania do "złotoustego" pana rzecznika Policji

    Jak to się w ogóle stało, że Policja która obecnie odcina się wszelkimi możliwymi sposobami od Milicji Obywatelskiej nagle jeżeli chodzi o sukcesje materialna klubu Gwardia okazuje się właścicielem terenów, które od zawsze wykorzystywane były przez klub sportowy na potrzeby prowadzenia swojej działalności?

    Dlaczego wszelkie inne kluby sportowe posiadające poprzez reformę sportu z 1949 roku patronaty resortowe mogły się z nich wyodrębnić i nie było większych problemów z przekazaniem majątków po klubach sportowych na rzecz miast lub skarbu Państwa a w przypadku Gwardii w 2007 roku Policja zamiast przekazać tereny na rzecz skarbu Państwa tak jak to zrobiła np AMW w przypadku klubów wojskowych nagle stała się właścicielem terenu, którego (chyba żeby była większa farsa) do roku 2007 właścicielem cały czas był SKARB PAŃSTWA?

    Jak to jest, ze państwowa Policja utrzymywana z budżetu może w ogóle posiadać swoją własność, z której na dodatek czerpie dochody? Jedyne co powinna mieć na własność Policja to ruchomości potrzebne jej do wypełnianie ustawy o Policji i nic poza tym! W drodze wyjątku może jeszcze rozdałbym im miotły bo widać, ze maja za dużo czasu skoro potrafią poza pracą wymyślać takie "złote interesy".

    Teren powinien być miejski i to z miastem Gwardia powinna negocjować stawki Jeżeli Policji przyznano w jakiś magiczny i absurdalny sposób ten teren to powinna mieć warunkowane zagospodarowanie np wyłącznie na sport i rekreacje i tyle

  • xdominicx

    Oceniono 6 razy 2

    Cała kasa dla Waltera, a warszawski sport UMIERA...

  • menago1916

    Oceniono 24 razy -16

    Jeśli mam być szczery, to takich milicyjnych czy postmilicyjnych tworów jak Gwardia i Polonia w ogóle mi nie żal.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX