Z Warszawy w wielki świat. Młodzi piłkarze wyjeżdżają na testy - z czym wracają?

Zachodnie kluby coraz intensywniej przyglądają się młodym polskim zawodnikom - także z warszawskich i podwarszawskich klubów. Co odgrywa większą rolę w wyjeździe nastolatków na testy - talent czy sprawny menedżer? I czy te testy naprawdę są dla młodych piłkarzy szansą na międzynarodową karierę?
Obserwuj autora i dyskutuj na Twitterze - @pete_wesolowicz

- Nigdy nie ukrywałem, że wyjazd na Zachód to moje marzenie. Chcę być coraz lepszy i grać w coraz lepszych klubach - mówi Ernest Dzięcioł, 16-letni zawodnik UMKS Piaseczno, który na przełomie października i listopada przechodził testy w VfL Wolfsburg. Skauci niemieckiego klubu wypatrzyli go na meczu juniorskiej reprezentacji Polski. Wypadł przyzwoicie, Niemcy obiecali wrócić do tematu. - Trenerzy bardzo mnie chwalili, chyba się spodobałem. Ale na razie do transferu podchodzę spokojnie. Koncentruję się na pracy na treningach. No i na nauce, niedługo czekają mnie testy gimnazjalne - dodaje.

Ale nie tylko on spośród nastoletnich piłkarzy z Warszawy i okolic wyjechał w ostatnim czasie w wielki piłkarski świat. Klubowy kolega Ernesta Dominik Prusaczyk przez tydzień trenował z grającym w Championship Middlesbrough, młodzi gracze Polonii 17-letni Filip Kowalczyk i 16-letni Bartłomiej Urbański sprawdzali swoje siły odpowiednio w Feyenoordzie i RB Lipsk, a Marcin Marcinkowski z Legionovii Legionowo ma za sobą treningi w najpoważniejszych hiszpańskich klubach - Atletico, Deportivo czy Sevilli. A to i tak nie wszyscy, którzy co roku wyjeżdżają na testy.

Co z nich przywożą? To dla nich szansa czy tylko przygoda? Co lub kto stoi za ich wojażami - wystarcza talent i łut szczęścia, czy potrzebny jest także sprawny menedżer? No i w końcu - czy mają szansę stać się w przyszłości ważnymi postaciami klubów, które zapraszają ich do siebie?

Kierunek Wyspy

- Dla mnie przede wszystkim to była świetna przygoda - opowiada 14-letni Tomasz Kucz. Tomek jest bramkarzem, gra i trenuje w młodzieżowych drużynach Polonii - okazjonalnie także z pierwszą drużyną. Jest uznawany za duży talent.

Pod koniec roku otrzymał zaproszenie ze Szkocji. Na tygodniowe testy zaprosili go trenerzy Glasgow Rangers. - Chcieli mnie zobaczyć w akcji, sprawdzić, jak wypadnę w treningach z rówieśnikami i ewentualnie porozmawiać na temat przyszłości - mówi.

- Trenowałem z bramkarzami pierwszej drużyny, rówieśnikami, a nawet młodszymi od siebie. Przywiozłem tylko pozytywne wrażenia. Największe zrobiła na mnie organizacja pracy - po pierwszym treningu czekał na nas obiad na stołówce, po nim już mieliśmy przygotowane rzeczy na trening popołudniowy. A ćwiczyliśmy na jednym z ośmiu boisk treningowych... Inny świat - tłumaczy.

Jak doszło do tego, że ten zasłużony (choć w tej chwili tylko trzecioligowy) klub zechciał zaprosić do siebie właśnie Kucza? - Najpewniej wypatrzyli mnie gdzieś na meczu Polonii. Nie mam menedżera, który by mnie tam wysłał. Dopiero jadąc tam, miałem obok siebie tatę i agenta - mówi.

O transferze na razie nie ma mowy, choć młody bramkarz Polonii bardzo się tamtejszym trenerom spodobał. Rangers będą mu się bacznie przyglądać. - Na razie ćwiczę normalnie w klubie. Tylko czasem koledzy się ze mnie śmieją. Jak coś wpuszczę do siatki, to nie mam życia, drwią z gwiazdy. Ale wszystko w żartobliwym tonie.

Kucz dodaje: - Dzięki temu wyjazdowi zmobilizowałem się do jeszcze cięższej nauki języka. Jak przyjdą propozycje z innych krajów, muszę być przygotowany. A bardzo chciałbym jeszcze gdzieś pojechać na testy, zobaczyć inne kraje, sprawdzić, gdzie ewentualnie chciałbym kiedyś spróbować swoich sił - kończy.

Rówieśnik Tomka, Dominik Prusaczyk, także wyjechał na Wyspy, ale do grającego w Championship Middlesbrough. W Anglii był na początku grudnia, trenował tam ponad tydzień.

Dominik jest pomocnikiem. Gra w podwarszawskim Piasecznie, w odradzającej się sekcji UMKS. Nosi opaskę kapitana reprezentacji do lat 16 i to najprawdopodobniej na jednym z międzynarodowych turniejów wypatrzyli go skauci.

- Ćwiczyłem codziennie - na boisku i na siłowni. Podsumowaniem mojego pobytu był sparing z Newcastle United. Chyba wypadłem nieźle, bo po meczu trenerzy mówili, że bardzo chcieliby mnie zatrzymać. Mnie też się podobało. Wszyscy byli bardzo otwarci, bardzo mili, przyjęli mnie świetnie - opowiada Prusaczyk.

Ale podkreśla również, że póki co nie jest przekonany do wyjazdu na stałe. Choć chętnie wyjechałby na kolejne testy, bo to świetna przygoda.

Doświadczenie i impuls do pracy

O wspominanym 18-letnim Marcinie Marcinkowskim pisaliśmy już w listopadzie. Utalentowany bramkarz, również wychowany w Piasecznie, objechał największe europejskie kluby - był w Deportivo La Coruna, Sevilli, Sportingu Lizbona, Sportingu Braga, Atletico Madryt...

- Ale nie napalałem się na podpisanie kontraktu - twierdzi. - Wiadomo - fajnie byłoby zostać. Ale takich zawodników jak ja testowanych przez klub było pewnie mnóstwo. Zawodników, którzy marzą choćby o testach w Atletico czy Sportingu, są tysiące. Mnie się to udało. Byłem tam, widziałem od środka najlepsze ośrodki piłkarskie na świecie, trenowałem z najlepszymi zawodnikami w Europie. Tego doświadczenia nikt mi nie zabierze - mówił w wywiadzie z warszawa.sport.pl.

Karierą Marcinkowskiego kieruje Jacek Kazimierski, były trener bramkarzy w reprezentacji Polski. - Wiadomo, sporo mu zawdzięczam, on się mną opiekuje. To on nakierował mnie na zachodnie kluby. Ale na miejscu musiałem radzić sobie sam - wytłumaczył.

Marcinkowski - prócz talentu - ma więc też za sobą znanego w środowisku człowieka, którego nazwisko otwiera wiele furtek. Rozwój piłkarskiej kariery Dominika Prusaczyka pilotuje Agencja Piłkarska QFactor. Z kolei Kucz czy Kowalczyk z akademii Polonii nie mają menedżerów czy agentów. Czy istnieje więc jakiś klucz, według którego piłkarze wyjeżdżają do zachodnich klubów?

- Oczywiście, menedżerowie mają swoje kontakty i chcą się pochwalić swoimi podopiecznymi, wysyłając ich na testy do zagranicznych klubów, ale częściej jest tak, że to klub sam zaprasza danego zawodnika do siebie - tłumaczy Marek Jóźwiak, były dyrektor sportowy Legii, a obecnie agent piłkarski.

Zdaniem Jóźwiaka skauci zachodnich drużyn są świetnie zorientowani, bywają na meczach polskiej kadry narodowej. We wszystkich kategoriach wiekowych - do lat 15, 16, 17... Czy jednak szukają gotowych piłkarzy, którzy z miejsca zasililiby drużynę - jeśli nie pierwszą, to chociaż rezerwy?

- Niekoniecznie. Dla tych chłopców wyjazd do zachodniego klubu to przede wszystkim nauka. Mają posmakować świata wielkiego futbolu, poczuć go i wiedzieć, gdzie mogą się znaleźć, jeśli będą ciężko pracować. To ma być impuls do ciężkiej pracy - mówi Jóźwiak. - Jeśli mowa o Tomku Kuczu, to Szkoci doskonale wiedzą, jak uzdolnieni są polscy bramkarze. Wiedzą też, że my świetnie ich szkolimy. Dlatego dadzą mu spokojnie pracować w Polsce, a w swoim czasie być może się po niego zgłoszą.

- Taki wyjazd jest dla nich pożyteczny w każdym momencie - chłopcy poznają język, kulturę. Zbierają doświadczenia - nawet jeśli nie tylko te pozytywne - tłumaczy Jóźwiak.

Błogosławieństwo od rodziców

Ale jest jeszcze jedna strona tej piłkarskiej układanki. Ta, która nie patrzy na młodych chłopaków jak na ewentualne gwiazdy futbolu, czy sposób na zarobienie w przyszłości pieniędzy. Myśli o nich raczej jako o tych, którzy zanim zrobią wielkie kariery, muszą jeszcze zdać testy gimnazjalne czy maturę... Ta strona to rodzice. I często jest tak, że to oni ostatecznie decydują, czy ich dziecko wyjedzie do zagranicznego klubu, czy zostanie w Polsce.

- Sama kiedyś uprawiałam sport, więc przeżyłam te wszystkie wyjazdy na zgrupowania - mówi pani Alicja, mama Marcina Marcinkowskiego. - Syn od małego grał w piłkę, jeździliśmy z nim na turnieje, na mecze. I zawsze ktoś w nim widział ten talent. Ja, jako matka, mogę oczywiście go chwalić, ale jeśli robią to też fachowcy, to chyba coś w tym musi być, prawda? - pyta retorycznie.

Dlatego pani Alicja bardzo cieszyła się, kiedy syn dostawał propozycję wyjazdów za granicę. - On kocha piłkę, a wyjeżdżając, mógł zobaczyć, jak wygląda ten lepszy, piłkarski świat. Tego doświadczenia nikt mu nie zabierze.

- A jeśli będzie chciał wyjechać na stałe? Cóż - lada moment zda maturę, będzie dorosły. Jeśli będzie tego pragnął, dam mu błogosławieństwo na drogę i niech realizuje swoje marzenia - dodaje Alicja Marcinkowska.