Sport.pl

Marek Popiołek, koszykarz Polonii: W cywilizowanym kraju nie powinno dochodzić do takich sytuacji

- Podczas meczu nie powinno się być narażonym na jakikolwiek uszczerbek ze strony tych, którzy przyszli ten mecz oglądać - mówił po koszykarskich derbach na Torwarze kapitan Polonii Marek Popiołek. W przerwie i w drugiej połowie kibice Legii rzucali w gości zwiniętymi rolkami serpentyn.


W sobotę Legia pokonała na Torwarze Polonię 69:58 w obecności 4,8 tys. widzów. W przerwie i na początku drugiej połowy doszło do niespotykanych w Polsce na meczach koszykówki sytuacji - mecz został przerwany na 10 minut po tym, jak kibice zarzucili parkiet serpentynami. Nierozwiniętą rolką trafiony został m.in. drugi trener Polonii Adam Latos.

Piotr Wesołowicz: Kibice Legii obrzucali was serpentynami, wyzwiskami, niektórzy chcieli się bić. Wyobraża sobie pan, co mogłoby się stać, gdybyście wygrali ten mecz?

Marek Popiołek: Pewnie szybko ucieklibyśmy do szatni i cieszylibyśmy się ze zwycięstwa już we własnym gronie. Niestety, nie wygraliśmy, więc trudno wyobrazić mi sobie taki scenariusz.

Doświadczył pan w przeszłości tak wrogiego nastawienia trybun przeciwko drużynie?

- Nigdy.

Co myśleliście sobie przed początkiem trzeciej kwarty, kiedy najpierw nierozwinięta serpentyna trafiła jednego z trenerów, a z trybun leciały w waszym kierunku kolejne?

- Wiedzieliśmy, że musimy dograć mecz do końca. Jedyną "szansą", byśmy zeszli wcześniej do szatni, była ewentualna decyzja komisarza o przerwaniu meczu. Ale, mimo że trzecia kwarta rozpoczęła się z opóźnieniem, wiedzieliśmy, że musimy być gotowi do gry w tych niecodziennych warunkach.

Co mówił wam podczas tej przymusowej przerwy trener?

- Wcześniej cały tydzień mówił nam, że musimy być przygotowani na coś nieoczekiwanego, a na pewno na wrogie przyjęcie. Podczas tej przerwy chciał, byśmy byli cały czas w ruchu, byśmy się rozgrzewali. Nie do końca się to udało zrobić. Musieliśmy stać w miejscu, nie mogliśmy nawet porzucać. Rozgrzewaliśmy się, podskakując. I może to też miało jakiś tam wpływ na naszą słabszą grę w drugiej połowie.

Nie baliście się? Trener Adam Latos został trafiony rolką, co mogło się skończyć źle.

- Mogło. Trener dostał tuż pod oko, na razie czuje się dobrze, ale nie wiadomo, jak to się skończy. Czy się baliśmy? Może nie nazwałbym tego strachem, natomiast bez żadnych wątpliwości nie powinno dochodzić do takich sytuacji w cywilizowanym kraju. Podczas meczu nie powinno się być narażonym na jakikolwiek uszczerbek ze strony tych, którzy przyszli ten mecz oglądać.

W czwartej kwarcie przegrywaliście, ale goniliście Legię do końca.

- Niestety, trochę przespaliśmy początek trzeciej kwarty. Wtedy Legia zdobyła kilka punktów przewagi, zaczęła grać trochę szybciej, zaskoczyła nas swoją zmienioną obroną. Przez chwilę nie mogliśmy sobie z tym poradzić. To spowodowało, że byliśmy 6-8 punktów z tyłu. W końcówce miałem nadzieję, że ich dogonimy, natomiast wtedy podarowaliśmy rywalom kilka zbiórek w ofensywie. Bardzo dobrze radziliśmy sobie w tym elemencie przez trzy i pół kwarty, ale w końcówce rywale kilka piłek z naszej tablicy wyłuskali. I to też była jednak z przyczyn tego, że Legii nie dogoniliśmy.

W czym jeszcze byliście tego dnia słabi od rywali - jaki element gry zadecydował o porażce?

- W trzeciej kwarcie graliśmy zbyt wolno w ataku. Zbyt statycznie, nie dzieliliśmy się piłką. Nie atakowaliśmy obręczy, graliśmy za bardzo na dystansie, nasz atak zablokował się na pięć minut. Wtedy Legia zbudowała swoją przewagę.

Pan już grał na Torwarze, dla młodszych kolegów to był debiut przed tak liczną publicznością. Zabrakło doświadczenia?

- Dla nich na pewno było to duże przeżycie i bardzo cenne doświadczenie. I myślę, że bardzo dobrze się spisali, nikogo nie zjadła trema.

Więcej o:
Komentarze (10)
Marek Popiołek, koszykarz Polonii: W cywilizowanym kraju nie powinno dochodzić do takich sytuacji
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX