Sport.pl

Shmoolky, czyli 20 lat dryfowania między warszawskimi koszami

Łukasz Cegliński
20.03.2014 , aktualizacja: 23.03.2014 10:46
A A A Drukuj
Tomasz Wakulski jako grający trener Shmoolek

Tomasz Wakulski jako grający trener Shmoolek (Fot. Facebook.com/Shmoolky)

Na początku lat 90. grupa nastolatków ze Szmulek założyła amatorską drużynę koszykówki. Teraz, po wzlotach i upadkach, weterani ze Shmoolek walczą o drugą ligę i snują plany o budowie koszykarskiej piramidy po prawej stronie Wisły.


W sobotę w hali DOSiR przy Jagiellońskiej drużyna z Pragi-Północ pokonała 82:76 MGUKS Kozienice i zajęła pierwsze miejsce w mazowiecko-podlaskiej trzeciej lidze, czyli na czwartym poziomie krajowych rozgrywek. Shmoolky wygrały aż 24 z 26 spotkań i zagra o awans do drugiej ligi w turnieju barażowym. Sobotnie spotkanie było okazją do świętowania 20. rocznicy powstania drużyny.

Sercem Shmoolek jest Tomasz Wakulski, który w tym roku skończy 38 lat. Sercem, czyli jednym z założycieli, wieloletnim liderem, a obecnie prezesem, trenerem, zawodnikiem oraz - jak sam mówi - sprzątaczką. A także prezesem i trenerem grup młodzieżowych w UKS Jagiellonka, która działa przy podstawówce i Gimnazjum im. Królowej Jadwigi przy Jagiellońskiej.

Bulls na Kijowskiej

"Wakula" zna chyba każdy, kto w latach 90. odbijał w Warszawie pomarańczową piłkę. Charakterny rozgrywający, świetny strzelec, czołowy gracz WNBA, którą ze Shmoolkami wygrywał, zwycięzca streetballowych turniejów - tych oficjalnych, z fundowanymi nagrodami, i tych nieoficjalnych, które do późnych godzin nocnych rozgrywano na Agrykoli lub pod Pałacem. - Ten, kto wygrywał, zostawał na boisku. A my czasem z niego nie schodziliśmy - wspomina.

Rozmowa z Wakulskim to dryfowanie między wspomnieniami i planami, podczas którego z horyzontu nie znikają Praga i Szmulki. - Tu się urodziłem, wychowałem, skończyłem podstawówkę, liceum, tu pracuję. Jestem stąd, za Pragę dałbym się pokroić, mentalnie zostanę tu do końca życia - mówi Wakulski. - Tylko że teraz mieszkam w Ząbkach, bo na Pragę mnie nie stać, Praga robi się modna, pojawiają się knajpy, wydarzenia kulturalne. Fajnie byłoby wpleść w to sport - dodaje.

Wielkie tradycje koszykarskie, które ma Warszawa, Pragę omijały. Najlepsi - Legia, Polonia, AZS AWF czy Skra - grały na lewym brzegu Wisły. Ojciec Tomasza, Maciej Wakulski, wspólnie z kolegą ze szkolnej ławki Włodzimierzem Szaranowiczem jeździli na Marymoncką, by oglądać "Czarodziejów z Bielan", efektowną drużynę AWF. Na początku lat 90., gdy Szaranowicz zaczynał komentować NBA, koszykówka oczarowała grupę nastolatków z Pragi.

- Zaczynałem, tak jak moi koledzy, późno, dopiero w wieku 16 lat i od zera. Poszedłem do liceum, gdzie WF-u uczył mój tata, a wszyscy, pod wpływem boomu na NBA, chcieli grać w kosza - mówi "Wakul". Z kumplami, m.in. z Jackiem Czyżem, z którym mieszkał w bloku, i Marcinem Teklakiem, obecnie znów zawodnikami Shmoolek, zaczynali na boisku przy Kijowskiej, gdzie do dzisiaj na środku namalowany jest byk z logo Chicago Bulls. - Nie pamiętam, jak się nazywał ten chłopak, który go malował, ale pamiętam, jak to robił - kwadrat po kwadracie przekładał logo z plakatu na asfalt. Administracja osiedla odnawia tego byka do dziś, on musi mieć ze 20 lat - wspomina Wakulski.

Zła sława Szmulek

Boisko przy Kijowskiej nie było jedynym w Warszawie, które miało namalowanego chicagowskiego byka. Szmulki nie były też jedynym osiedlem, na którym powstała amatorska drużyna koszykówki. Kiedy pod koniec 1992 roku na fali rosnącej popularności koszykówki ruszał Warszawski Nurt Basketu Amatorskiego, w amatorskiej lidze grało aż 112 drużyn (obecnie, w 43. edycji, w WNBA występuje 37 zespołów). Wakulski z kolegami nie dołączyli do niej od razu, zgłosili się na początku 1994 roku.

- Z chłopaków grających na Kijowskiej w drużynę nas zorganizował mój tata. Załatwił nam treningi na małej sali w szkole, w liceum przy Objazdowej, pomógł zdobyć pierwsze stroje, a kiedy zgłosiliśmy się do WNBA, został naszym pierwszym trenerem. W drużynie były same chłopaki ze Szmulek, poza Arturem Kobiałką, który dojeżdżał z Ursynowa, ale do liceum chodził na Pradze - mówi Wakulski.

Pierwszy skład wymienia powoli, ale pewnie: - Nasza trójka, czyli ja, Jacek Czyż i Marcin Teklak oraz Bartek Morski, Adrian Koszela, Artur Kobiałko, Przemek Grzybek, Rafał Milewski, Paweł Grzelak, Dominik Rosłaciec, Antonio Daykola, Kamil Kolasiński, Michał Wilhelm i Maciek Sarna. Roczniki 1974-77 z praskich szkół. Żaden z nas nie miał za sobą szkolenia w klubie, nic.

Shmoolky powoli pięły się w hierarchii WNBA, a Szmulki okrywały złą sławą. W "Gazecie Stołecznej" jeszcze w 1998 roku ukazał się artykuł o młodocianych przestępcach o takim początku: "Mają po 14-15 lat. Urodzili się i wychowali na Szmulkach. Na koncie mają: pobicia, wymuszenia, telefony o podłożeniu bomb". - Jak szedłem gdzieś na imprezę i mówiłem, że jestem ze Szmulek, to widziałem, że wzbudzam obawy. Praga nie była wtedy bezpieczną dzielnicą, ale Szmulki były jej najgorszą częścią - przyznaje "Wakul".

- Początek lat 90. w Warszawie to była samowolka i pamiętam, że u nas wybuchały bomby, latały noże, działy się różne rzeczy. To było ciężkie miejsce. Myślę, że niektórym pewne obrazy pomogły wybrać drogę życiową i uniknąć złego kierunku. Teraz jestem na Pradze nauczycielem i staram się dawać dzieciom sportową wędkę, by odciągnąć ich od komputera, alkoholu czy narkotyków - wiem, z czym walczę. Kiedyś zagrożeniami były dla nas kradzieże i dilerka.

MGM DOSiR z Trybańskim

Nazwa drużyny była dla chłopaków oczywista. - Byliśmy ze Szmulowizny, czyli ze Szmulek. A angielską pisownię zobaczyłem kiedyś wypisaną sprayem na murze. Spodobała mi się, wtedy był boom na NBA, USA. Podpasowała nam - opowiada "Wakul". Zdeterminowana i nieźle zorganizowana drużyna przez czwartą, trzecią i drugą ligę WNBA przeszła jak burza, na lata zadomowiła się w pierwszej.

- Mistrzostwo zdobyliśmy dwa razy, ja sześć razy byłem królem strzelców - wspomina Wakulski. - Pamiętam, że rywalizowaliśmy m.in. z drużyną L&L Kancelaria Prawnicza, w której grał obecny trener Rosy Radom, a wcześniej Polonii Wojtek Kamiński. Z nim mieliśmy zresztą dłuższą przygodę, bo Shmoolky się rozwijały i na Pradze robił się boom na basket. I kiedy Marek Rybiński chciał stworzyć drużynę trzecioligową, to - także z inicjatywy mojego taty - powstała ona na Pradze.

MGM DOSiR Praga-Północ zasługuje na osobny artykuł. Była to drużyna amatorów, którą w 1997 roku Rybiński, założyciel WNBA, zgłosił do rozgrywek trzeciej ligi. Poza Kamińskim oraz Wakulskim i Czyżem ze Shmoolek grali w niej, uwaga, Cezary Trybański i Przemysław Lewandowski. Ten pierwszy, wówczas 18-latek, kilka lat później został pierwszym Polakiem w NBA. Drugi, rok starszy, zaliczył kilka solidnych sezonów w ekstraklasie.

- Z Czarkiem wspominamy sobie czasem tamten sezon, ostatnio obiecał mi, że przyjedzie po sezonie do moich dzieciaków z Jagiellonki - mówi Wakulski. I dodaje: - Po sezonie w MGM, kiedy Czarek i "Lewy" dostali propozycję z Pruszkowa, ja też mogłem tam iść. Oni się zdecydowali, ja nie. Nie znałem świata koszykówki, dla mnie amatorka, Shmoolky, to było wszystko. Czarek z "Lewym" zrobili kariery, ja zostałem.

- Być może zrobiłem błąd, ale... Nie żałuję, realizuję się teraz jako trener i próbuję się ruszać na stare lata - śmieje się "Wakul".

Zobacz więcej na temat:

  • 3
Skomentuj:
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX