Sport.pl

Shmoolky, czyli 20 lat dryfowania między warszawskimi koszami

Łukasz Cegliński
20.03.2014 , aktualizacja: 23.03.2014 10:46
A A A
Tomasz Wakulski jako graj±cy trener Shmoolek

Tomasz Wakulski jako graj±cy trener Shmoolek (Fot. Facebook.com/Shmoolky)

Gortat z koszulk± Jagiellonki

Shmoolky były czołowym zespołem WNBA i nie tylko sportowo wiodło im się dobrze. - Wspierała nas dzielnica, bardzo pomagał nam radny Ireneusz Tondera, który załatwił obiekt. To był ewenement, bo byli¶my amatorsk± drużyn±, a dwa razy w tygodniu, nieodpłatnie, trenowali¶my w nowej wówczas hali na Szanajcy, gdzie potem grał Pułaski - młodzieżowy klub, który był w pewnym sensie następstwem tego, co zaczęły Shmoolky, a kontynuował przez rok MGM.

Ale po tłustszych latach Shmoolek w amatorsko-streetballowym ¶rodowisku przyszły chudsze. Na Pradze zmieniła się opcja polityczna i władze dzielnicy przestały wspierać zespół, a zawodnicy, ł±cznie z trzonem Wakulski, Teklak, Czyż, zaczęli grywać w drużynach ligowych - Legionie Legionowo, Polonii, SKK Siedlce. Do ekstraklasy nie doszli, ale w drugiej i pierwszej lidze występowali. A Shmoolky zaczęły się rozpadać, w końcu wycofały się z WNBA.

Wakulski z koszykówk± jednak nie zerwał, został trenerem w Jagiellonce. - Najpierw była dwójka trenerów, potem to grono rosło. Teraz jest sze¶ciu, choć jeste¶my w dołku w porównaniu z latami, gdy mieli¶my drużyny w aż 11 cyklach rozgrywkowych. Obecnie gramy tylko w trzech, ale np. młodzików z rocznika 2000, którzy w komplecie ucz± się w naszym gimnazjum przy Jagiellońskiej, uważam za jeden z najsilniejszych zespołów w Polsce. Graj± w nim m.in. młodszy brat Mikołaja Motela czy syn Przemka Lewandowskiego - mówi Wakulski.

- Większo¶ć chłopaków jest z Pragi, choć chodz± do różnych warszawskich szkół. W¶ród nich jest dwóch zawodników, którzy wygrali kampy Gortata - Maks Motel i Czarek Karpik - i w nagrodę pojechali do USA. To był dla nich impuls do pracy, a Marcin dostał od nas specjalnie zrobion± dla niego koszulkę Jagiellonki - dodaje trener młodzieżowego klubu.

Maj± Damax, daj± maks

- Ostatnie lata s± dla nas chude, ale patrz±c szerzej, to uważam, że jeste¶my w czołówce klubów szkol±cych młodzież w Warszawie obok Polonii czy MKS Ochota - uważa Wakulski. Jagiellonka w pierwszej dekadzie XXI wieku nie poprzestała jednak tylko na szkoleniu młodzieży - zespół, w którym grali także warszawscy weterani (m.in. Teklak, Czyż, Marcin Balicki czy Konrad Opalski) przez sze¶ć sezonów rywalizował w trzeciej lidze.

- Dwa razy zdarzyło się, że grali¶my w barażach o drug± ligę, w sumie rozegrali¶my w trzeciej lidze sze¶ć sezonów. Ale poza moimi kolegami grali¶my także wychowankami. Był też moment, że do Jagiellonki przychodzili zawodnicy z innych klubów - z Polonii, z Pruszkowa, a nawet z Żyrardowa - mówi "Wakul", który nie zapominał wtedy o Shmoolkach. - Kiedy postanowili¶my oddzielić drużynę seniorsk±, trzecioligow±, od młodzieży, by z pieniędzy na szkolenie dzieciaków nie byli finansowani seniorzy, wybór był naturalny. Tym bardziej że ja ci±gle chciałem zrobić co¶ ze Shmoolkami, zaistnieć poza Warszaw±.

W lecie 2013 roku amatorska drużyna zyskała osobowo¶ć prawn±. - Zarejestrowałem stowarzyszenie i zacz±łem rozmawiać z Robertem Siczkiem, fanatykiem sportu z budowlanej firmy Damax, który wcze¶niej wspierał trochę Jagiellonkę, o zgłoszeniu drużyny do trzeciej ligi. I w końcu zgłosiłem do niej Shmoolky - opowiada Wakulski.

Poziom trzeciej ligi jest kiepski, grupa do¶wiadczonych killerów z asfaltowych boisk nie może mieć problemów z rywalizacj± z podobnymi im zespołami lub mniej lub bardziej przypadkowymi drużynami złożonymi z koszykarzy lig amatorskich b±dĽ juniorskich. Potwierdzaj± to słowa Wakulskiego: - W pierwszym tygodniu wrze¶nia miałem tylko pięciu ludzi do gry, przed pierwszym meczem trenowali¶my może z sze¶ć razy, zebrali¶my o¶miu zawodników. I zaczęli¶my wygrywać.

- Chętnych do gry szukałem na Facebooku, kr±g zainteresowanych znajomych się rozszerzał - kontynuuje "Wakul". - W paĽdzierniku miałem już około 30 chętnych i musiałem im dziękować. Założyli¶my profil na Facebooku, potem klubow± stronę, zaczęli¶my się trochę promować. Teraz pomaga nam Michał Beta, który kilka rzeczy w lokalnym baskecie już wypromował, a wspominany już Ireneusz Tondera sprawił, że znów pomaga nam trochę DOSiR, udostępniaj±c nam obiekt za mecze, kolega z WNBA Marek Grabowski z firmy Uffo zrobił nam stroje, finanse na opłacenie rozgrywek, sędziów, wyjazdów zapewnia Damax.

Prawobrzeżna piramida?

Przed sobotnim meczem z Kozienicami Shmoolky przegrały tylko dwa mecze - w Białymstoku, gdzie pojechały osłabione, oraz wła¶nie w Kozienicach. Drużyna liczy na awans. - Nie mówimy, że będzie łatwo, że na pewno się uda, bo trzeba przebrn±ć przez baraże. Ale czujemy, że mamy szansę. Trenujemy rzadko raz, czasem dwa razy w tygodniu, ale jak±¶ tam moc stworzyli¶my. Chcemy awansować, rozmawiam z Damaksem, a także z innymi firmami, o ewentualnej drugiej lidze - mówi Wakulski.

Ale awansować to jedno, a grać to drugie. Po pierwsze: poziom drugiej ligi, choć w żadnym wypadku nie jest wysoki, to jednak jest wyraĽnie wyższy niż trzeciej. A po drugie, ważniejsze: na rozgrywki potrzeba więcej pieniędzy. Dużo więcej. W tym sezonie Shmoolky wydały 20 tys., dwa turnieje barażowe mog± pochłon±ć kolejne 10 tys. Tymczasem drugoligowcy już w czerwcu powinni przedstawić gwarancje finansowe na 200 tys.

Czy to możliwe, by amatorzy ze Shmoolek szarpnęli się na taki poziom finansowy i sportowy? Wakulski w to wierzy, bo ma co¶ do udowodnienia sam sobie: - Przez pięć lat w ogóle nie grałem w kosza, jestem po poważnej operacji kolana. Marcin Teklak też miał zerwane więzadła krzyżowe. W wielu meczach tego sezonu nie grałem, bo nie byłem w stanie, ale pracuję nad sob± cały czas. Powiedziałem sobie, że jak nie spróbuję teraz, w wieku 38 lat, to za rok, dwa, nie spróbuję już na pewno.

- Moje serce jest tak zwi±zane ze Shmoolkami, że chcę - razem z Marcinem i Jackiem - zakończyć karierę, graj±c nie tylko w Warszawie, ale też w drugiej lidze - tłumaczy "Wakul". Ale druga liga to nie tylko marzenie blisko 40-letniego już weterana. To czę¶ć większego planu. - Pomysł jest taki, by Shmoolky zajmowały się seniorami i juniorami, a Jagiellonka - młodzież± z gimnazjum i podstawówki. Chciałbym też znaleĽć kluby, które chciałyby współpracować w tworzeniu piramidy.

Czy to się uda? "Wakul" nie jest pierwszym, który chce w Warszawie tworzyć podobn± budowlę. Skoro nie udało się Polonii 2011, któr± finansowo wspierał Mostostal, dlaczego ma się udać przy Jagiellońskiej? Ale nie wypada nie trzymać kciuków.

Wakulski zauważa, że Praga to obecnie jedyna dzielnica Warszawy, która ma trzy koszykarskie kluby - Pułaskiego, który w 2003 roku zdobył mistrzostwo Polski kadetów (wychowankowie Michał Nowakowski, Michał ¦widerski czy Michał Aleksandrowicz graj± w ekstraklasie lub pierwszej lidze) oraz wspominane Jagiellonkę (Mikołaj Motel gra w Legii, a Łukasz Fronc i Przemysław Słoniewski - w Polonii) i Shmoolky.

- Moje marzenie to stworzenie koszykarskiego o¶rodka po prawej stronie Wisły. Nie tylko z klubów praskich, bo Praga to mała dzielnica. Choć, w dużej mierze dzięki temu, co zaczęli¶my robić 20 lat temu, już koszykarskim fundamentem - kończy "Wakul".

Zobacz także

Zobacz więcej na temat:

  • 3
Skomentuj:
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

Najczę¶ciej czytane