Awantura o dzieci. Trener krzyczy, rodzice mają pretensje, Polonia chce tysięcy

Mecz Polonia (rocznik 2001) - Zastal w Future for Basket Cup Warszawa 2013

Mecz Polonia (rocznik 2001) - Zastal w Future for Basket Cup Warszawa 2013 (Fot. Kuba Atys / Agencja Gazeta)

Czworo rodziców chłopców trenujących koszykówkę w Polonii w roczniku 2001 chce przenieść synów do klubu Jagiellonka. Przeszkadza im wulgarne zachowanie trenera w stosunku do dzieci, nie chcą też posyłać synów do wskazywanej przez klub szkoły. Polonia tłumaczy konflikt przerośniętymi ambicjami rodziców, obarcza ich winą za konflikt w drużynie, a za wydanie listów czystości - dokumentu, koniecznego do zmiany klubu - żąda po 4 tys. złotych.


Próbie opisania niełatwego do oceny sporu między czworgiem rodziców a Polonią, w którym obie strony mają swoje racje, poświęciłem sporo czasu i, jak widać poniżej, miejsca. Uznałem, że warto, i to nie dlatego, że o sprawie mówi coraz więcej osób w warszawskim środowisku koszykarskim, ale dlatego, że ten spór pokazuje funkcjonowanie i problemy sportu młodzieżowego - trenerów, których bluzgi są akceptowane; rodziców, którzy ingerują w proces szkoleniowy; kluby, które mają kłopoty finansowe; przepisy, które nie są adekwatne do sytuacji.

Perspektywa rodziców: Źle, źle, wszystko źle

Zdaniem czworga rodziców, którzy powołują się także na relacje znajomych mających dzieci w innych grupach, w Polonii, a szczególnie w roczniku 2001, dzieje się bardzo źle. - Syn wielokrotnie wracał z treningu zestresowany i opowiadał o niedopuszczalnych zachowaniach trenera, takich jak wrzaski, bluzgi, publiczne poniżanie dzieci, przemoc słowna - opowiada jeden z rodziców.

- Wcześniej syn uprawiał kilka dyscyplin, miał różnych trenerów - łagodnych, surowych, spokojnych, wybuchowych, mniej lub bardziej wymagających. Ale dopiero w Polonii mam do czynienia z sytuacją, w której mój syn swojego trenera po prostu nie szanuje - dodaje.

I przytacza sytuację, w której syn - podczas powrotu do domu z treningu - opowiedział mu, że kiedy trener strofował go podczas zajęć, to on w końcu nie wytrzymał i wrzasnął: "Przestań wreszcie przeklinać!". - Nie wiedziałem, jak zareagować - mówi ojciec. - Czy ganić syna za brak szacunku do trenera, czy chwalić za reakcję.

Rodzice przytaczają sytuację, po której - jak mówią - trener stracił u nich resztki autorytetu. Opisują przepychankę na treningu między dwoma chłopcami (jeden z nich odchodzi z Polonii). - Nie byłem tego świadkiem, więc nie oceniam samego incydentu - kto zaczął, kto był bardziej agresywny, kto próbował kontynuować incydent w szatni. Według relacji dzieci sytuacja nie była jednoznaczna - opisuje ojciec dziecka niezaangażowanego w przepychankę.

- Zaraz po treningu trener podjął decyzję, że następnego dnia, w inauguracyjnym meczu rundy finałowej z La Basket, zagrają obaj chłopcy, uczestnicy incydentu. Odbył wcześniej z nimi rozmowę wychowawczą, upewniając się, czy wspomniana historia nie odbije się na współpracy obu chłopców podczas meczu - opowiada rodzic.

- Wydawało się, że temat jest zamknięty, ale kilka godzin później, po wieczornej interwencji jednego czy dwóch rodziców, trener zmienił swoją pierwotną decyzję i ukarał dyskwalifikacją tylko jednego chłopca. Trener uległ szantażowi, pozwalając na to, żeby sterowanie drużyną przejęli ludzie tacy jak ja - bez uprawnień, bez wykształcenia, bez odpowiednich kompetencji.

- Syn uznał, a ja mogłem go w tej decyzji tylko wesprzeć, że bardziej cywilizowaną reakcją będzie rezygnacja z gry - dodaje rodzic. - Nie chcemy grać w drużynie, w której trener zmienia swoją pierwotną decyzję pod wpływem szantażu rodziców.

Dzień później, tuż przed meczem, trójka kolegów zawieszonego zawodnika powiedziała trenerowi, że nie zagra. - Przykro mi, że odbyło się to tak nagle, w dniu rozpoczęcia rundy finałowej. Że chłopcy musieli zrezygnować z gry o mistrzostwo województwa. I że kiedy chłopcy chcieli się pożegnać z pozostałymi kolegami z drużyny, to zostali przez trenera niemal siłą wyproszeni z szatni - mówi rodzic.

Cztery tysiące za wyszkolenie

Ostatecznie czwórka rodziców wystąpiła do Polonii z wnioskiem o wydanie listów czystości, czyli dokumentu potwierdzającego, że zawodnik nie jest związany z żadnym klubem. Z związku z tym, że chłopcy ukończyli 12. rok życia, a w klubie grają od co najmniej dwóch sezonów, mają status tzw. zawodników-wychowanków. Obu warunków nie spełnia tylko jeden z nich, który trenował przy Konwiktorskiej krócej - on list czystości otrzymał za darmo, przeszedł do Jagiellonki. Pozostała trójka dostała tzw. promesy na 4 tys. złotych. Ten ekwiwalent za wyszkolenie trzeba opłacić (teoretycznie nowy klub, w praktyce - rodzice), by otrzymać list czystości. Bez niego w Jagiellonce można trenować, ale nie grać.

- To absurd - mówią rodzice. - Pokrywamy koszty obozów, wpisowego na turnieje, leczenia, kontuzji, ewentualnej rehabilitacji. Płacimy co miesiąc 80 zł składki. I teraz mamy płacić jeszcze 4 tys.? - denerwują się.

Jeden z nich szacuje, że przez cztery lata wydał 14-15 tys. złotych, by syn mógł trenować koszykówkę, a on śledzić jego rozwój. Drugi zauważa, że mowa jest nie o koszykarzach, tylko kandydatach na nich, dzieciakach, które dzisiaj lubią grać w kosza, a jutro mogą woleć siatkówkę. Trzeci dodaje, że to nie Polonia dała jego synowi sprawność ogólną, dzięki której wyróżnia się w zespole, tylko pływanie, treningi piłki nożnej i ręcznej, na które dziecko uczęszczało wcześniej.

- Te kwoty są kompletnie niewymierne. Gdybym dostał wyliczenie, że syn przez tyle i tyle lat był na określonej liczbie treningów, że jego umiejętności podniosły się w określony sposób i każdy z nas dostałby inną kwotę, to wtedy można byłoby się zastanawiać. Wiedzielibyśmy, że ktoś postępy tych dzieciaków monitoruje, widzielibyśmy efekty - mówi jeden z rodziców.

- Jaki argument przedstawił nam klub? Proszę spojrzeć na tego maila - odpowiada i pokazuje odpowiedź z Polonii: "Według trenerów Pański syn ma największy potencjał do osiągnięcia sukcesów w tej dyscyplinie sportu i był czołowym zawodnikiem tej grupy wiekowej w naszym klubie. Jego transfer jest duże osłabienie dla tego zespołu".

Czy rodzice, podpisując w imieniu dzieci deklarację członkowską w Polonii, nie mieli świadomości, co może się zdarzyć, gdy będą chcieli odejść? - W deklaracji jest dopisana małym druczkiem adnotacja mówiąca o tym, że zawodnik będzie przestrzegał regulaminu PZKosz, a w szczególności przepisów dyscyplinarnych. Ale regulamin trzeba przynajmniej parafować. Tym bardziej że są w nim zapisane ewentualne konsekwencje finansowe. Nam takiego regulaminu nikt jednak nie pokazywał - mówią.

- Zaproponowaliśmy klubowi, nieformalnie, kwoty rzędu 1-1,5 tys. złotych. Ale te propozycje odrzucono - dodaje jeden z nich. Kolejny mówi: - Prezes klubu i koordynator grup szkoleniowych nie mieli pojęcia o tym, jak gra mój syn. A dzisiaj żąda się za niego 4 tys. złotych. Dopiero gdy złożyliśmy wnioski o wydanie listów czystości, klub poprosił trenera o złożenie dokumentacji pokazującej, ile punktów i minut mieli w tym sezonie nasi synowie.

- Nie zapłacę ani grosza, chyba że będzie to coś symbolicznego lub sprzęt sportowy. Zastanawiam się też, czy nie pójść z tym do sądu, muszę się skonsultować z prawnikiem. Najwyżej syn nie będzie grał w meczach, tylko będzie trenował. Ale w przypadku chłopaka, który ma 13 lat, jest to absurdem i w zasadzie zakończeniem jego fascynacji koszykówką - kończy rodzic.

Perspektywa trenera: Bez winy nie jestem, ale...

Po długiej rozmowie i wysłuchaniu argumentów rodziców spotykam się z trenerem polonijnego rocznika 2001 Grzegorzem Nurowskim. Trenerem, o którym obserwatorzy warszawskiej koszykówki mówią, że jest nerwusem i raptusem. Jak odpowie na słowa rodziców, którzy zarzucają mu wulgaryzmy, przemoc słowną, publiczne poniżanie i zniechęcanie do trenowania?

- Pracuję w Polonii 16. rok, trenerem i nauczycielem jestem od 22 lat - zaczyna Nurowski. - Do tej pory rodzice nie formułowali takich zarzutów pod moim adresem, a prowadziłem pięć grup - od dzieciaków po juniorów. To ja się zmieniłem czy ktoś zarzuca mi to pod wpływem emocji i na wyrost?

- Kolejne pytanie jest takie - czy rację mają ci rodzice, którzy chcą zabrać swoje dzieci z drużyny, czy może ci zawodnicy i ich rodzice, który w Polonii zostają i wystarają w stosunku do mojej osoby wyrazy solidarności i uznania?

To rodzice podkopują autorytet trenera?

Rodzice, których dzieci trenują u Nurowskiego i chcą zostać w Polonii, rozmawiają niechętnie. Proszą tylko, by napisać, że nie jest tak, że klub jest zły, a ci, którzy chcą odejść, wykonują słuszny krok. Mówią o przerośniętych ambicjach niektórych rodziców. A obserwatorzy meczów rocznika 2001 wskazują na zachowanie podczas meczów tych, którzy chcą zabrać dzieci do Jagiellonki. Krzyczą z trybun, chcą, by podawać piłkę do ich dzieci, denerwują się, kwestionują decyzje trenera.

Nurowski kontynuuje: - Grupę z rocznika 2001 prowadzę drugi sezon i myślę, że przez niemal dwa lata można poznać człowieka, styl jego pracy, sposób prowadzenia zajęć i traktowania dzieciaków. Skoro jestem taki, jakim próbują mnie teraz przedstawiać, to czemu jeden z tych chłopców, którzy teraz odchodzą, pół roku temu, mając dylemat, czy wybrać piłkę nożną, którą też trenował, wybrał koszykówkę w Polonii? W piłce powoływany był do reprezentacji Mazowsza, ja na niego nie wywierałem żadnego nacisku, wspominałem tylko, że fajnie by było, gdyby został. I on, po roku pracy ze mną, zdecydował się na koszykówkę. Czy ta atmosfera była zatem taka zła? Czy ja aż tak się zmieniłem w ostatnich sześciu miesiącach?

Pytam Nurowskiego, czy bluzgał na dzieci, nastolatków na treningach: - Żaden z rodziców nie podszedł do mnie po zajęciach i nie powiedział: "Trenerze, chłopak znów mi mówi, że pan za bardzo na nich krzyczy. Może trochę spokojniej, może zmienić narrację?". Nie słyszałem od nich uwag na ten temat.

- A czy zdarzyło się, że użyłem wobec nich niecenzuralnego słowa? Tak, mogło się tak zdarzyć. W zawodzie trenera stykam się ze stresem, emocjami, wszystko dzieje się szybko i pewnie raz czy drugi wypsnęło mi się niecenzuralne słowo. Wyraziłem już swoje ubolewanie na ten temat, napisałem do wszystkich rodziców, że mam tego świadomość, przeprosiłem ich i zapowiedziałem, że będę bardziej panował nad swoimi emocjami.

Czy pamięta, jak jeden z chłopców krzyknął do niego: "Przestań wreszcie przeklinać!"? - Nie wypieram się ostrych słów, jakich mogłem incydentalnie użyć w stosunku do tych dzieci, natomiast tej sytuacji nie pamiętam - odpowiada Nurowski. - Powtórzę, nie będę chował głowy w piasek. Zdarza mi się użyć określeń mocnych, czasem za mocnych. Szczególnie w odniesieniu do 13-letnich chłopaków. Ale swoją pracę weryfikuję i poddaję samoocenie i wydaje mi się, że z dzieciakami z tej grupy miałem dobre relacje. Często rozmawialiśmy, żartowaliśmy. To nie był dyktat i klimat grozy.

- Ja bez winy nie jestem, ale mój sposób odnoszenia się do dzieci nie jest powodem tego zamieszania. Chodzi też o ambicje rodziców i próbę wpływania na moje kierowanie drużyną - dodaje trener.

"Chłopak nie radził sobie z emocjami"

Co zatem jest jego zdaniem powodem zamieszania? - Według mnie to, że jeden z zawodników i jego rodzice nie potrafili pogodzić się z tym, że jego rola w drużynie nie będzie tak wielka, jak by oczekiwał - mówi trener. - Jeden z odchodzących chłopców długo dominował nad rówieśnikami, przebijał ich, bo dłużej trenował, więc umiał więcej.

- Ale choć jest bardzo wyszkolony technicznie i ambitny, ma też ograniczenia motoryczne, jest wolny. I im większe postępy robili rówieśnicy, tym bardziej to było widoczne. Koledzy, których ogrywał, zaczęli go doganiać. On nie umiał sobie z tym poradzić, podobnie chyba ojciec, chociaż rozmawiałem o tym z nimi oboma - tłumaczy Nurowski.

- Chciałem, by zawodnik zmieniał styl gry lub pozycję na boisku z pożytkiem dla całej grupy, on na to przystawał, ale niechętnie. Miał tendencje do egoistycznej gry, i tego spostrzeżenia będę bronił - zaznacza trener.

- Raz czy drugi nie powołałem chłopaka na mecz. A w nim narastała frustracja - raz kopnął piłkę na treningu i poszedł do szatni, miał też problem z kontuzją, nie mógł grać. Dodatkowo jego ojciec podchodził do mnie po treningu i zwracał uwagę, że jego syna ktoś za mocno kryje, że go fauluje. Chłopak nie radził sobie z emocjami, pewnych rzeczy nie akceptował - twierdzi Nurowski.

Jak trener wspomina przepychankę na treningu? - Chłopcy grali pięciu na pięciu, przy chłopcu, o którym mówimy, był obrońca, którego - jak to na treningu - zachęcałem do agresywniejszej obrony. Krzyknąłem, by podszedł bliżej, nie bronił pasywnie, włożył rękę pod piłkę. Tak się stało, ale - stałem metr od chłopaków - nie miało to znamion celowości czy brutalności.

- Atakowany zawodnik jednak nie wytrzymał, wziął piłkę pod pachę, a drugą ręką zaczął okładać kolegę po głowie. Przerwałem trening, posadziłem chłopaków na ławce, zacząłem z nimi rozmawiać, tłumaczyłem, na czym polega drużyna. Potem, w szatni, apelowałem, by się pogodzili. Chłopcy podali sobie ręce, uznałem, że dzień później zagrają w meczu - mówi Nurowski.

- Ale potem zadzwonili do mnie rodzice poszkodowanego i powiedzieli, że sprawy absolutnie nie uważają za zamkniętą, bo to było pobicie, że napastnik podobno nie po raz pierwszy dokuczał ich synowi. Powiedzieli, że jeśli nie wyciągnę konsekwencji, to sprawy tak nie zostawią. Przemyślałem sprawę jeszcze raz i ostatecznie Piotrka nie powołałem na mecz, o czym poinformowałem rodziców.

- Następnego dnia graliśmy mecz, przed którym trzech kolegów Piotrka, na znak solidarności, zamiast grać, pożegnało się i powiedziało, że nie zagrają - dodaje trener.

Perspektywa klubu: Rodzice ingerują w zespół, a PZKosz nie podał wytycznych

Polonia ma swoje problemy - od finansowych począwszy, a na sportowych skończywszy. Klub na 2014 rok dostał mniej pieniędzy z miasta na szkolenie i współzawodnictwo dzieci i młodzieży (530 tys., podczas gdy rok wcześniej było to 616 tys.), spektakularne sukcesy w rozgrywkach młodzieżowych osiąga sporadycznie (trzy medale na ponad 30 możliwych w XXI wieku, choć dużo więcej awansów do finałów), a pierwsza piątka mistrzów Polski kadetów z poprzedniego sezonu rozjechała się po kraju i świecie.

Pierwszy zespół złożony w dużej mierze z juniorów starszych zajął ósme miejsce w grupie A drugiej ligi. Czyli około 50. w Polsce. Ale Polonia, choć w skali kraju niczym się nie wyróżnia, w Warszawie jest wiodącym klubem, jeśli chodzi o szkolenie młodzieży. Przy Konwiktorskiej szkoli się grupy w każdej kategorii wiekowej. Rocznik 2001 w tym sezonie ma w wojewódzkich rozgrywkach bilans 14-1.

Skąd, zdaniem przedstawicieli klubu, zamieszanie w tej grupie? - Między rodzicami czołowych zawodników a trenerem Nurowskim powstał konflikt, jeśli chodzi o prowadzenie zespołu - mówi Andrzej Kierlewicz, trener i koordynator grup młodzieżowych w Polonii. - Po raz pierwszy spotykam się z sytuacją, że rodzice tak mocno próbują ingerować w to, co się dzieje w klubie - dodaje.

Co z ich zastrzeżeniami wobec wulgarnego zachowania trenera Nurowskiego? - Jeśli chodzi o koszykarską wiedzę trenera, nie mam żadnych zastrzeżeń - zaczyna Kierlewicz. - Każdy szkoleniowiec ma jednak swój styl prowadzenia zespołu i może u trenera Nurowskiego w niektórych przypadkach było rzeczywiście za ostro, padało trochę więcej wulgaryzmów. One nie powinny mieć miejsca.

- Przed złożeniem wniosków o wydanie listów czystości spotkałem się ze wszystkimi rodzicami. Oni wylali swoje żale, powiedzieli, co ich najbardziej boli i dlaczego, a my przedstawiliśmy im wizję dalszej współpracy z tą grupą w oparciu o gimnazjum sportowe. I poinformowaliśmy, że trener Nurowski od przyszłego sezonu nie będzie prowadził rocznika 2001 - mówi Kierlewicz.



Powód zmiany szkoleniowca niekoniecznie wynika z konsekwencji dyscyplinarnych, które wyciągnie klub. W związku z tym, że większość zawodników z tej grupy podejmie naukę w gimnazjum, drużynę przejmie trener-nauczyciel z tej szkoły. Dla Nurowskiego, który uczy w innej placówce, nie było tam miejsca.

Kierlewicz: - A w ogóle to dziwię się, słysząc od pana, że rodzice chcą zmienić klub ze względu na to, że nie chcą puścić dzieci do szkoły przy Konwiktorskiej. O zarzutach wobec trenera słyszałem, o szkole dotychczas nie było mowy.

Na czym polega współpraca Polonii ze szkołą? - Mamy podpisane porozumienie i umowę o współpracy. Uczniowie gimnazjum mają zajęcia powiązane z lekcjami - trenują tuż przed, tuż po lub w ich trakcie. Poza tym szkoła bierze na swoje barki kwestie opłaty za halę przy Konwiktorskiej 6, bo przecież Polonia płaci za obiekty WOSiR. Szkoła w tych kosztach partycypuje.

Co się dzieje z nastolatkiem z Polonii, który wybierze inną szkołę? - W klubie mamy też grupy poza szkolnymi, są zawodnicy, którzy nie chodzą do gimnazjum przy Konwiktorskiej, ale w klubie trenują. Choć na pewno takim chłopcom jest ciężej, bo rzeczywiście na co dzień oni nie trenują ze swoją grupą. To duże utrudnienie, ale nie aż takie, by nie dać sobie z nim rady - uważa Kierlewicz.

Trener Polonii dodaje: - Proszę w tej całej sprawie patrzeć na dwie strony medalu, bo rodzice w tej grupie robią bardzo duży zamęt. Przez ostatnie dwa miesiące zrobili bardzo wiele złego nie tylko tej grupie, ale całemu klubowi. Oskarżają nas, przytaczają nieprawdziwe fakty odnośnie do trenera Nurowskiego, ale też mnie.

- My będziemy bronić swojej wersji, a rodzice swojej. Z naszej strony wygląda to tak, że rodzice chcieli rozbić całą grupę tego rocznika - już w grudniu odwiedzali różne szkoły sportowe i kluby młodzieżowe w Warszawie. A ostatnio zachowywali się po prostu nieładnie - można powiedzieć, że chcieli, byśmy przegrali walkowerem z La Basket - denerwuje się Kierlewicz.

Na promesie listu czystości, do której wpisano 4 tys. złotych wysokości ekwiwalentu, widnieje podpis członka zarządu MKS Polonia Janusza Kołakowskiego. Klub z Konwiktorskiej znany jest z tego, że zwykle dyktuje kwoty maksymalne, choć można to zrozumieć, gdy chodzi o zawodników starszych, młodzieżowych reprezentantów Polski. Dlaczego tak samo wycenił nastolatków, którzy nie rozegrali jeszcze ani jednego meczu poza województwem?

Kołakowski tłumaczy: - PZKosz, podając w regulaminie możliwe kwoty, nie dał żadnych wytycznych co do sposobu ich ustalania. Nie wiadomo, jakimi kryteriami mają kierować się kluby. My opieraliśmy się na tym, że trójka tych koszykarzy to czołowi zawodnicy tej kategorii wiekowej nie tylko w naszym klubie, ale w całym województwie. Prowadzimy ich szkolenie od, uśredniając, pięciu lat. Grają w pierwszej piątce, zdobywają gros punktów dla naszego zespołu - wylicza.

- Jeśli to nie są wystarczające kryteria, to niech PZKosz przedstawi mi takie, którymi powinniśmy się kierować, i ja się do nich dostosuję - mówi Kołakowski. I zaznacza: - Ale wtedy będę konsekwentnie żądał od innych klubów, by zawodnicy, którzy są do nas transferowani, byli wyceniani na podobnych zasadach.

Co odpowie na słowa rodziców, którzy zaznaczają, że partycypują w kosztach, płacąc składki, kwoty za obozy, wpisowe na turnieje itp.? - Ekwiwalent za wyszkolenie określa wartość zawodnika według klubu oraz nakłady, jakie zostały na niego poniesione - mówi Kołakowski. - A składki są obowiązkowe we wszystkich klubach i wynika to z ustawy o stowarzyszeniach. Miasto, Biuro Sportu i Rekreacji, żąda on nas relacjonowania, ile składek i w jakiej wysokości wpływa do klubu.

Kołakowski dodaje: - Na marginesie - dotacje miejskie w coraz mniejszym stopniu pokrywają działalność klubów. Cztery lata temu udział środków własnych do dotacji wynosił 5 proc., a teraz sięga 20 proc. Skąd mamy brać pieniądze np. na opłacenie sal, podczas gdy my, jako Polonia, jesteśmy w wyjątkowo trudnej sytuacji. Nie jesteśmy przyszkolnym UKS, któremu dyrektor wynajmuje salę za jakieś drobne 5 zł. Płacimy WOSiR, i to dużo więcej.

Na zarzut rodziców, że w momencie podpisywania deklaracji nie dostali do przeczytania i parafowania regulaminu, dyrektor Polonii odpowiada tak: - To nie jest regulamin, który obowiązuje tylko Polonię. To ogólnopolski regulamin publikowany na stronie PZKosz, podobnie jak tabela opłat. Ja nie miałem obowiązku przedkładania go rodzicom w momencie podpisywania deklaracji.

Na koniec Kołakowski pyta, czy wiem, ile proponowali klubowi rodzice za wykupienie listów czystości. Odpowiadam, że słyszałem o nieformalnych propozycjach w wysokości 1-1,5 tys. złotych. - Tak? A ja mam ich pismo, w której podają, że proponują 300 zł.

Perspektywa związku: Nowe przepisy dotyczące ekwiwalentu?

To, ile należy zapłacić za list czystości, który uprawnia do rozpoczęcia gry w innym klubie, określają regulaminy PZKosz. Za wyszkolenie zawodnika-wychowanka, zmieniającego barwy po raz pierwszy, macierzystemu klubowi przysługuje tzw. ekwiwalent za wyszkolenie. Dla zawodników do lat 14 może on wynosić od 100 do 4 tys. złotych. Wysokość ustala klub, który wydaje list czystości.

W PZKosz nikt nie chce się oficjalnie wypowiadać w sprawie zamieszania w Polonii. - Zarząd PZKosz uchwalił w tej sprawie regulaminy, których strażnikiem jestem ja, jako dyrektor Wydziału Rozgrywek, ale w razie takiego sporu ustalenie wysokości ekwiwalentu leży tylko i wyłącznie w gestii okręgowego związku koszykówki - mówi Adam Romański z PZKosz.

Michał Lesiński z WOZKosz potwierdza: - Jeśli strony się nie dogadają, to decyzję o wysokości ekwiwalentu podejmie nasz zarząd. Ale to dopiero nastąpi, dopiero wysłuchamy argumentów, poprosimy o dokumenty. Na razie sprawę znamy z opowiadań, więc nie chcę się do niej odnosić.

Katarzyna Dulnik, wiceprezes WOZKosz ds. sportowo-szkoleniowych, mówi, zastrzegając, że to zdanie jej, a nie zarządu: - Nie widzę powodu, by płacić za 13-latka 4 tys. złotych. To nie są reprezentanci Polski, to są dzieci.

I dodaje: - Może powinna nastąpić gradacja tych kwot w zależności od tego, jak bardzo rodzice angażują się w szkolenie dzieci? Bo przecież w niektórych klubach, poza składkami, rodzice wożą też dzieci na mecze, kupują stroje itp. Będę starała się, by ten temat został poruszony przez PZKosz.

Temat ekwiwalentów był dyskutowany w zeszłym roku. Zarząd PZKosz przedstawił środowisku do konsultacji model włoski, w którym ekwiwalent jest wypłacany dopiero, gdy zawodnik podpisze zawodowy kontrakt. W takim wypadku macierzysty klub dostaje pieniądze za "prawdziwego" zawodnika, a nie nastolatka, który być może nigdy nie będzie grał w koszykówkę na ligowym poziomie.

Pomysł nie spotkał się z aprobatą środowiska, w sprawach ekwiwalentu obowiązują stare ustalenia. Kwoty, które dyktują kluby, są różne, pokusa do wystawiania maksymalnych promes, jak w przypadku Polonii, jest duża. Ale są też okręgowe związki, które w sytuacjach spornych żądania klubów kategorycznie obniżają - z 4 tys. do np. tysiąca.

Jak to wygląda w innych dyscyplinach? W piłce nożnej ekwiwalent nalicza się w zależności od wieku, lat spędzonych w klubie i kategorii mierzonej poziomem rozgrywek drużyny seniorów, do której odchodzi piłkarz. Ekwiwalent za 13-latka odchodzącego po pięciu latach treningów do innego klubu młodzieżowego wyniósłby 1 tys. złotych.

W siatkówce obowiązują przepisy podobne do koszykarskich - wedle regulaminu ekwiwalent za 13-letniego chłopaka odchodzącego do innego klubu może wynieść od 100 do 3 tys. złotych.

Co z drugoplanowymi bohaterami tekstu - trójką chłopaków, których rodzice chcą przenieść z Polonii do Jagiellonki? Dopóki nie będą mieli listów czystości, żaden z nich nie będzie mógł zagrać w rozgrywkach organizowanych przez WOZKosz lub PZKosz. Okres karencji, po której zawodnik uzyskuje status wolnego, trwa trzy sezony...

Zobacz także
  • Od lewej: Blake Wayne, Phillip Dillon, Caleb Singleton, Clarence Anderson, Filip Mościcki, Jamie Boyle, Jacek Wallusch, Jacek Śledziński i Andre Whyte Warsaw Eagles znów ruszają po tytuł. Za stadion Polonii będą płacić mniej
  • Puchar Davisa wraca do Warszawy. Od piątku Polacy będą walczyć z Chorwatami
  • Tomasz Kucz podczas meczu Polonii Warszawa Młody bramkarz Polonii na testach w Bayerze Leverkusen
Komentarze (95)
Awantura o dzieci. Trener krzyczy, rodzice mają pretensje, Polonia chce tysięcy
Zaloguj się
  • i_hoze_sam

    Oceniono 125 razy 103

    Myślę, że odejście "tych" chłopców, znacznie poprawi atmosferę w drużynie, bo jeden tytułowych zawodników "nękał" większą część chłopców z drużyny, a "zbuntowani" rodzice najczęściej prowadzili mecze z trybun (głównie krytycznie oceniając innych graczy poza swoimi synami)- każdy kto był chociaż raz na meczu tej drużyny wie o czym piszę.
    Może chwilowo obniżył się potencjał tej drużyny (dwóch z czterech odchodzących zawodników, faktycznie "robiło róznicę"), ale w tym wieku wiele jeszcze nauki przed każdym z chlopców, a Polonia rokrocznie pokazuje, że szkolenie ma kompleksowe i to do niej najczęściej chcą przechodzić gracze z innych klubów (niestety często problemem były maxymalne kaucje za zawodników wyznaczane przez inne kluby).

  • qznia

    Oceniono 90 razy 78

    Trener juniorów kiedyś mi powiedział, że największym problemem w szkoleniu dzieci są ich rodzice.
    Fajna godzina wrzucenia artykułu - 19:11.

  • rulz007

    Oceniono 77 razy 53

    nie wiem jak jest w Warszawie, ale we Wrocławiu dzieci ze szkółki Śląska to w większości rozwydrzone bachory. po treningu robią syf w tramwajach i autobusach,rzucają w pojazdy komunikacji miejskiej kamieniami,jedzeniem i czym popadnie,są wulgarne i głośno drą się popisując się przed kolegami. DZIECI POTRZEBUJĄ DYSCYPLINY. jak się nie podoba na treningu to prosto z mostu... wypierd**lać! BRAWO TRENERZE! a rodzice MYŚLEĆ!!! nie wszystko jest takie, jakie się wydaje.

  • madridista1

    Oceniono 78 razy 50

    PFFFFFF, HAHA i to maja byc przyszli sportowcy, w 6 klasie, 13 latki biegaja na skarge do rodzicow, bo trener na nich nakrzyczal i nie wystawia w skladzie, albo kolega popycha na treningu, bunt przeciwko trenerowi bo kolege w skladzie pominal hehe, zycze im wszystkim kariery zawodowej i zderzenia z rzeczywistoscia, napewno przed nimi duze osiagniecia...

  • polonista_1911

    Oceniono 43 razy 21

    Nawet mając na uwadze brak wymienienia choćby jednego rodzica z imienia i nazwiska - tekst bardzo dobry. Patologie w klubach trzeba piętnować, a sympatie/antypatie klubowe nie mają tutaj nic do rzeczy. I trzeba to robić niezależnie kto jest u sterów Polonii: czy Wojciechowski, czy Król w piłce nożnej, lub jak swego czasu Kozak lub Popiołek w koszykówce.

  • amancjuszka

    Oceniono 30 razy 16

    Przeczytałam artykuł. Muszę napisać że dobrze zredagowany, strony pokazane raczej sprawiedliwie. Natomiast wiedziałam po kilku paru słowach o co chodzi, Chodzi o to ze dzieciaki staneły za swoim kolegą bo nie uznały decyzji trenera, od tego czasu trener zaczał być zły i zaczeło się wyszukiwanie na siłe cech negatywnych, Sama pracuje z dziecmi, nie uznaje przeklinania, nie mozna tego tlumaczyc emocjami, ale tutaj nie chodzi o słowa tylko o to ze dzieci sobie ubrdały wlasna forme sprawiedliwosci, nie sa nauczone ze za swoj czyn sie odpowiada. Pojda grupowo do sklepu, jeden ukradnie a poostałe beda go kryc? Gdzie tu w ogole nauka rodzicow tych dzieci, to znaczy ze mozna wdac sie w bojke i pozniej na kogos pluc bo nie zrobil jak sie dzieciom podobało? Czego ucza ich rodzice? Na miejscu Polonii bym sie cieszyła, niech ida gdzies indziej widac ze zycie ani rodzicow ani tych dzieci jeszcze niczego nie nauczyło...tym lepiej ja na miejcu trenera w druzynie dla takich osob bym nie widziala miejsca. Koszykowka to sport druzynowy owszem ale to nie jest tak ze na wszystko mozna przymknac oko bo to moj kumpel z druzyny. Sa jakies granice, to jest rola przede wszystkim doroslych by uczyc tego dzieci, jak nie w koncu kazdy sie sam o tym bolesnie przekona, predzej czy pozniej.

  • polonista_1911

    Oceniono 20 razy 10

    Jedyną nadzieją dla Polonii (także dla koszykówki) jest wprowadzenie modelu społecznościowego opracowanego przez Marka Troninę - jednego z najlepszych fachowców do spraw sportowych w tym kraju, szefa Maratonu Warszawskiego, który został uznany najlepiej zorganizowaną imprezą masową sportową w roku 2013.
    wielkapolonia.pl/biuletyn/403-koncepcja-reorganizacji-dzialan-klubu-polonia-warszawa
    Niestety można wątpić, by obecni działacze klubu byli skłonni do jakichkolwiek ustępstw...

  • pawel949

    Oceniono 20 razy 6

    Ogólnie to ciężko dziś o dobrych trenerów.
    Rocznik 2001, czyli klasa szósta - to walka, żeby się dostać na Konwiktorską do gimnazjum. Podstawowym kryterium jest decyzja trenera a za tym stoją układy i układziki. Gra drużyna chłopców a nagle okazuje się, że trener na listę wpisuje innych. To standard. Liceum i gimnazjum na Konwiktorskiej są najbardziej renomowanymi sportowymi szkołami w Warszawie. Więc będą walki i układy.

  • klanje666

    Oceniono 3 razy 3

    Przeklinanie w obecności dzieci nie uczy je "życia", tylko znieczulicy, cynizmu i braku szacunku do drugiego człowieka. Więcej możecie przeczytać tutaj:

    nerdkobieta.blog.pl/podaj-krwa-tepilke-czyli-przygotowanie-dziecka-do-trudow-i-znojow-zycia-w-rzeczpospolitej/

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

Najczęściej czytane