Koszykarze Legii w finale! Jeszcze Ino wrocław

Legia nie dała szans MKS Kalisz i w decydującym o awansie do finału meczu pokonała półfinałowego rywala aż 84:59. Bohaterem spotkania był Arkadiusz Kobus, zdobywca 25 punktów.


"Zieloni Kanonierzy" wzbili się ponad drugoligowy poziom i zagrali nie jak kandydaci do awansu, ale już jak pierwszoligowy rutyniarz. Dojrzale, szybko, zespołowo. Podopieczni Piotra Bakuna nie dali zaskoczyć się przeciwnikowi ani kombinowaną obroną, ani nowymi wariantami gry w ataku. No i mieli w swoim składzie "ekspres z Kutna", czyli Arkadiusza Kobusa.

28-letni Kobus, sprowadzony do Legii niemal ostatniego dnia okienka transferowego i z myślą o play-off, był w środę nie do powstrzymania. Seriami trafiał za trzy, szybkie ataki wykańczał efektownymi wsadami, zaliczał akcje dwa plus jeden. Rywale, którzy w poprzednich dwóch meczach imponowali silną defensywą, w środę na Kobusa nie mieli sposobu. Skrzydłowy Legii zdobył aż 25 punktów, w samej pierwszej połowie uzbierał 23 "oczka", podczas gdy cały zespół z Kalisza - tylko 13 więcej.

W drugiej połowie nieco zgasł, ale jego koledzy nadal imponowali - znakomicie rozgrywał Rafał Holnicki-Szulc, jakby chciał zrewanżować się za słaby mecz sprzed ponad tygodnia - wówczas tracił piłki i grał chaotycznie. W środę poprowadził grę znakomicie - zanotował 11 punktów, miał siedem asyst. Dzięki niemu skrzydła mogli rozwinąć strzelcy Legii - ci trafili aż 12 trójek na 24 próby. Rywal - tylko pięć na 15.

Z kolei w walce pod tablicami królował Bartłomiej Bojko, który zastąpił w pierwszej piątce Damiana Cechniaka. Bojko kipiał energią, stawiał bardzo mocne zasłony, wykonywał "niewidzialną", ale bardzo pożyteczną dla drużyny pracę. Ale statystyki również miał solidne - 9 punktów i 4 zbiórki zdobyte w rywalizacji z potężnym środkowym z Kalisza Tomaszem Zyberem to wynik imponujący.

Słowa pochwały należą się całemu zespołowi Piotra Bakuna. W poprzednich dwóch meczach półfinałowych legioniści grali w kratkę. Pierwsze spotkanie wygrali dzięki morderczemu pościgowi, drugie - rozegrane na wyjeździe - przegrali, bo słabo bronili i dali sobie rzucić aż 88 punktów.

Tym razem zagrali jak pierwszoligowiec. Prowadzili przez całe spotkanie, nie dali rywalowi szans. Najlepszej ofensywnej drużynie grupy A drugiej ligi nie dali rzucić nawet 60 punktów. Zawodnicy z Kalisza, podbudowani sobotnim zwycięstwem przed własną publicznością, w trzeciej kwarcie środowego spotkania biegali ze spuszczonymi głowami.

Legia w finale drugiej ligi zagra drugi raz z rzędu. W zeszłym sezonie, jako beniaminek, przegrała rywalizację o wejście do pierwszej ligi z MCKiS Jaworzno. Tym razem ich przeciwnikami będą zawodnicy Noteci Inowrocław, którzy w półfinale w dwóch meczach wyeliminowali AZS UMKS Toruń.

W finale gra się do dwóch zwycięstw. Legia, jako zwycięzca sezonu zasadniczego, zagra z przewagą parkietu. Pierwszy mecz w niedzielę przy Obrońców Tobruku.

Warszawa.sport.pl na Facebooku. Dołącz do nas!

Więcej o: