Cegłą do kosza. Bakun trafił, Bojko trafił, a "Ekspres z Kutna" odjechał

Koszykarze Legii nie dali szans MKS Kalisz w decydującym meczu półfinału play-off grupy A drugiej ligi. Wygrali 84:59, świetnie zagrał Arkadiusz Kobus, ale bohaterów drugiego planu było w środę kilku - pisze Łukasz Cegliński z Warszawa.sport.pl.


Bohaterem meczu nr 3 z MKS Kalisz był niewątpliwie Arkadiusz Kobus - "Ekspres z Kutna" w pierwszej połowie zdobył aż 23 z 50 punktów Legii. Trafił dziewięć z 11 rzutów z gry, w tym cztery z pięciu za trzy. Zdobywał punkty wsadami, spod kosza, z dystansu i dodawał drużynie energii, bo po każdym trafieniu się ekscytował. I było czym - nieczęsto się zdarza, by jeden zawodnik aż tak zdominował fragment meczu. Zdominował to słowo dobre, bo Kobus także bardzo dobrze pilnował najlepszego strzelca gości Artura Mrówczyńskiego.

Do przerwy legioniści prowadzili 50:36, ale poza zasłużonymi pochwałami dla Kobusa (w sumie zdobył 25 punktów) warto zwrócić też uwagę na kilka niuansów z początku meczu, które - moim zdaniem - miały duży wpływ na jego przebieg.

Po pierwsze: trener Piotr Bakun wyraźnie zmienił pierwszą piątkę - w porównaniu z dwoma pierwszymi spotkaniami zrezygnował początkowo z Pawła Podobasa, Michała Świderskiego i Damiana Cechniakia. Zamiast nich zaczynali Andrzej Paszkiewicz, Kobus i Bartłomiej Bojko. Cel tych zmian? Przyspieszenie ataków (Paszkiewicz), wszechstronność (Kobus), zwiększenie siły pod koszem (Bojko). Plan się udał, Bakun trafił.

Po drugie: Bojko swoją brudną robotę wykonał bardzo dobrze - to w dużej mierze dzięki niemu początek meczu był dla Legii udany. 22-letni silnoręki zawodnik skutecznie ograniczył mającego 208 cm wzrostu Tomasza Zybera. Środkowy z Kalisza w meczu nr 1 w pierwszych fragmentach był i skuteczny, i efektowny, wsadami podrywał drużynę. Tymczasem w środę w pierwszej kwarcie oddał ledwie dwa rzuty, trafił jeden. Bojki nie mógł ani minąć, ani przesunąć. A czasem, po kolejnym kuksańcu w żebro, chyba nawet nie próbował.

Na marginesie - w drugiej kwarcie, gdy za Bojkę pojawił się Cechniak, Zyber kilka razy ograł go bez problemu. Ale było już za późno. "Ekspres z Kutna" pędził, Legia gnała za nim.

Ale Bojko pozytywnie zaskoczył też w ataku. To on celną trójką zabrał gościom ich ostatnie prowadzenie w meczu - z 11:13 zrobiło się 14:13. Po chwili Bojko zagrał jeszcze bardziej nietypowo - trafienia z dystansu w tym sezonie mu się zdarzają, ale żeby wejść z obwodu pod kosz i trafić? W 8. minucie się udało. Legia powiększyła prowadzenie, nie oddała go do końca. A Bojko w całym meczu zdobył dziewięć punktów, miał cztery zbiórki i trzy przechwyty. Mało? Łokcie i twarde zastawianie tablicy zliczyć trudno, a czasem sam wyraz twarzy twardziela Bojki daje lepsze efekty niż 208 cm wzrostu Cechniaka.

I wreszcie po trzecie: Rafał Holnicki-Szulc trafiał! Zawodnik, który nieźle rzuca tylko spod kosza, a z kilku metrów miewa już potężne problemy, już w pierwszej połowie zaliczył celną trójkę, dwa wolne, wejście pod kosz oraz ekwilibrystyczny rzut z półdystansu, gdy stracił równowagę odbijając się od obrońcy. RHS6 w tym sezonie rzucał średnio po 5,8 punktu na mecz, w decydującym spotkaniu półfinału już do przerwy miał dziewięć. A w drugiej połowie... Obserwacja pół żartem - rzucając wymuszoną trójkę z dziewięciu metrów, wcisnął piłkę między tablicę i obręcz. To też nie zdarza się często. W sumie RHS6 zdobył 11 punktów.

Legia po 20 minutach prowadziła 50:36 i w drugiej części ani przez moment nie pozwoliła gościom uwierzyć, że da sobie wydrzeć zwycięstwo. Wygrała zasłużenie po ładnej i skutecznej grze (12/24 za trzy, w tym 3/5 Michała Świderskiego). W niedzielę w pierwszym finałowym meczu spotka się na Bemowie z Notecią Inowrocław.

Mój typ: wygra 2-1.

Warszawa.sport.pl na Facebooku. Dołącz do nas!

Więcej o: