Sport.pl

Andrzej Paszkiewicz z Legii przed finałem koszykarzy: Decydująca będzie obrona

W piątek koszykarze Legii zagrają na Bemowie o awans do pierwszej ligi. Co muszą poprawić, by uniknąć scenariusza z ostatniego meczu w Inowrocławiu?


Legioniści są faworytami drugoligowej rywalizacji. W finale, w którym gra się do dwóch zwycięstw, mierzą się z Notecią. W pierwszym meczu przed własną publicznością wygrali przekonująco, różnicą czternastu punktów. W rewanżu chcieli przypieczętować awans, ale gospodarze byli tego dnia lepsi. "Zieloni Kanonierzy" wrócili z Inowrocławia z bagażem 20 punktów. Co miało wpływ na tak wysoką porażkę warszawskiej drużyny?

Zabrakło mądrości

Przede wszystkim błędy w obronie, czyli elemencie gry, który uchodzi za jej atut - w sezonie zasadniczym Legia była zespołem, który tracił najmniej punktów ze wszystkich drużyn w grupie A.

Ale w Inowrocławiu zupełnie się w tym elemencie pogubiła - rywale nierzadko rzucali z czystych pozycji, niemal bez krycia. Legioniści mieli też problem z faulami, które częściej niż z agresywnej obrony wynikały z braku koncentracji.

- Tego dnia zabrakło nam koszykarskiej mądrości - uważa Andrzej Paszkiewicz. - Sędziowie gwizdali drobiazgowo, a my, zamiast odsunąć się od przeciwników, zaczynaliśmy bronić agresywnie i łapaliśmy głupie faule. Przez to Noteć już po kilku minutach drugiej kwarty zdobywała łatwe punkty z osobistych - dodaje.

Rozgrywający Legii jest także zdania, że w Legii zabrakło komunikacji. Najlepszy strzelec Noteci Grzegorz Jankowski część ze swoich 22 oczek zdobył, będąc zupełnie niekrytym. - Punkty Grześka nie wynikały z faktu, że on nagle się otworzył. To my go otworzyliśmy. Przy rzutach za trzy miał kilka sekund na zastanowienie się, bo nikt przy nim nie stał. Nie przekazywaliśmy krycia, brakowało komunikacji między wysokimi a niskimi graczami naszego zespołu.

Paszkiewicz rzucił w Inowrocławiu 9 punktów, ale żadnego w drugiej połowie. Miał kilka okazji, ale jego rzuty "wykręcały" się z kosza - zarówno te z dystansu, jak i spod samego kosza. - Normalnie w takich sytuacjach trafiam z zamkniętymi oczami. Może zabrakło nam nieco szczęścia? - zastanawia się.

Podobnie było w przypadku jego kolegów - żaden ze skrzydłowych Legii, prócz Arkadiusza Kobusa, nie przekroczył granicy 10 punktów.

Przede wszystkim obrona

W hali przy Obrońców Tobruku szczęście może jednak sprzyjać gospodarzom - legioniści w tegorocznych play-off udowodnili, że u siebie są skuteczniejsi (45,6 proc. trafionych rzutów, na wyjeździe 40) i lepiej bronią (u siebie tracą niecałe 59 punktów, jako goście aż 80).

Zdaniem Paszkiewicza to właśnie defensywa będzie kluczowa w meczu numer trzy. I to, kto lepiej będzie bronił dostępu do swojego kosza, zadecyduje o tym, kto wygra i awansuje do pierwszej ligi.

- Nad skutecznością nie musimy pracować aż tak mocno. Obie drużyny udowodniły już, że mają w swoich szeregach dobrych strzelców, i w piątek nastawią się na defensywę. Musimy być w niej uważniejsi i lepiej skoncentrowani. Na tym poziomie mecze wygrywa się przede wszystkim obroną - skończył.

Piątkowy mecz odbędzie się w hali przy Obrońców Tobruku na Bemowie. Początek o 19.

Obserwuj autora tekstu na Twitterze.

Więcej o: