To nie mogło się nie udać! Koszykarska Legia wywalczyła awans do pierwszej ligi [WIDEO]

Koszykarze Legii po dziesięciu latach przerwy wracają na parkiety pierwszej ligi. W najważniejszym meczu sezonu, wspierani przez wypełnioną po brzegi i rozśpiewaną halę na Bemowie, pokonali Noteć Inowrocław 66:51. Zwycięstwo dedykując swojemu kapitanowi, Pawłowi Podobasowi.


Ta misja musiała się powieść i powiodła się. Dla kibiców, którzy w piątek do ostatniego miejsca wypełnili halę przy Obrońców Tobruku, dla kontuzjowanego Pawła Podobasa, który przez cały sezon był kluczowym graczem i dobrym duchem zespołu, a w decydującym meczu odniósł groźną kontuzję.

Legia, która była faworytem drugoligowych rozgrywek, w decydującym spotkaniu szybciej opanowała nerwy i pokazała większą dojrzałość. Dlatego zwyciężyła w trzecim meczu finałowym i w przyszłym sezonie zagra na zapleczu Tauron Basket Ligi

Trenerzy obydwu drużyn przed spotkaniem zaskoczyli. Piotr Bakun wystawieniem w pierwszej piątce młokosa Krystiana Koźluka, szkoleniowiec Noteci - posadzeniem na ławce najlepszego strzelca drużyny, Grzegorza Jankowskiego. Poza dwiema niespodziankami, szkoleniowcy posłali w bój to, co mieli w swoich drużynach najlepszego.

Obie drużyny zaczęły jednak słabo, jakby stremowane stawką spotkania. Pierwsze punkty dla Legii - niemal tradycyjnie - zdobył Arkadiusz Kobus. Ale kolejnych pięć akcji w ataku warszawski zespół psuł - zresztą podobnie jak ekipa z Inowrocławia, która pierwsze punkty z gry zdobyła dopiero po trzech minutach od pierwszego gwizdka.

Legia nie radziła sobie w ataku, ale bardzo dobrze broniła. Zespół z Inowrocławia pierwsze punkty z gry zdobył trzy minuty po pierwszym gwizdku. Mrówczą robotę wykonywał Bartłomiej Bojko - środkowy Legii w ostatnich meczach wyrósł na lidera podkoszowych graczy Legii, w finale również nie zawiódł - znakomicie się zastawiał, zbierał piłki, nie dał rozwinąć skrzydeł potężnemu środkowemu Noteci, Karolowi Michałkowi. Radził sobie także w ataku - w pierwszej kwarcie zdobył cztery punkty, a przecież dorobek całej drużyny to ledwie osiem oczek więcej.

Kwartę, minimalnie, wygrali jednak goście - niemal z ostatnim gwizdkiem spod kosza trafił Grzegorz Jankowski, ale to nie był największym nieszczęściem dla Legii. W tej samej podkoszowej akcji urazu doznał kapitan Legii, Paweł Podobas. Skrzydłowy Legii upadł na parkiet chwytając się za kolano. Okrzyk bólu zagłuszył śpiew publiczności. Kontuzja okazała się być poważna - "Pepe" nie mógł opuścić parkietu o własnych siłach, w drugiej połowie do szpitala zabrała go karetka pogotowia.

Kapitan Legii przeżył dramat, ale jego koledzy - także w jego imieniu - zaczęli coraz to dobitniej pokazując swoją przewagę. "Zieloni Kanonierzy" odjechali rywalowi w połowie drugiej kwarty - najpierw dwa punkty zdobył niezawodny Kobus, a za chwilę trójkę i dwa punkty po przechwycie dołożył Arkadiusz Paszkiewicz. Legioniści prowadzili w tym momencie 22:14, a trener rywali musiał wziąć czas.

Nie zdało się to jednak na wiele - koncert Legii trwał. Po chwili trójkę dołożył Arkadiusz Kobus i po pierwszej połowie ekipa Piotra Bakuna prowadziła 29:23.

Drugą część gry rozpoczęła od mocnej, strefowej obrony, z którą drużyna z Noteci miała duży kłopot. W ataku z kolei wrzuciła szósty bieg - spod kosza trafiali Zapert i Koźluk (który popisał się także efektownym blokiem), a na dystansie "odpalili" Kobus i Świderski. Pod koniec trzeciej kwarty było jasne, że Legia nie odda w tym meczu zwycięstwa. Tę część wygrała dziewięcioma punktami, ostatnią "ćwiartkę" mogła już fetować triumf.

Po ostatnim gwizdku na parkiet wbiegli szczęśliwi kibice, odpaliły szampany, Andrzej Paszkiewicz - koszykarską tradycją - ściął siatkę w jednego z koszy. Radość potrwa pewnie do późnej nocy. Nie ma się jednak czemu dziwić - koszykarska Legia jest na dobrej drodze ku odrodzeniu swojej potęgi. Dziś zrobiła jeden z najważniejszych kroków.