Sport.pl

Awans jest ich! Kolejny krok koszykarskiej Legii

Po 10 latach przerwy koszykarze Legii znów zagrają w pierwszej lidze. Piątkowe zwycięstwo 66:51 na Bemowie z Notecią Inowrocław to kolejny krok na drodze do realizacji ambitnych celów.


Kiedy w 2010 roku nowo powstałe Stowarzyszenie Zieloni Kanonierzy ratowało ledwie dychającą w trzeciej - czyli de facto czwartej - lidze koszykarską Legię, podczas burzy mózgów wśród jego członków - zapaleńców, kibiców klubu - ktoś rzucił hasło: "Odrodzenie potęgi". Pomysł chwycił, od podstaw zaczęto odbudowywać wielką niegdyś sekcję. W hali na Bemowie zawisł wielki baner z nowym hasłem i latami, w których Legia odnosiła sukcesy. Od 1956 do 1969 roku "Zieloni Kanonierzy" siedem razy zdobyli mistrzostwo Polski.

Plan nakreślono precyzyjnie: w 2012 roku awans do drugiej ligi, w 2014 - do pierwszej, a w 2016, na stulecie klubu - do ekstraklasy. Na razie wszystko idzie zgodnie z planem i w niezłym stylu - w piątek legioniści zwycięstwem zakończyli sezon, w którym wygrali 25 z 30 spotkań. Noteć, a wcześniej MKS Kalisz, okazały się rywalami trudnymi, ale Legia była od nich lepsza.

Legia udźwignęła miano faworyta. W finale play-off drugiej ligi grała już rok temu, w rywalizacji z MCKiS Jaworzno doprowadziła do trzeciego meczu, ale w nim przegrała na wyjeździe siedmioma punktami. Z porażki wyciągnięto wnioski, wymieniono pół składu, a ci gracze, którzy przyszli - Andrzej Paszkiewicz, Bartłomiej Bojko, Damian Zapert czy przede wszystkim Arkadiusz Kobus - dodali drużynie trenera Piotra Bakuna doświadczenia, twardości, cwaniactwa.

W piątek Legia właśnie dzięki Kobusowi i Paszkiewiczowi przełamała impas w drugiej kwarcie. Pierwszy rzucił osiem, drugi siedem punktów i gospodarze od stanu 12:14 wyszli na prowadzenie 27:19. Noteć, która przyjechała do Warszawy po zwycięstwo, walczyła, ale legioniści prowadzenia już nie oddali.



Koszykarska Legia to klub specyficzny. Sekcja odbudowuje się w oparciu o ultrasów, których fanatyzm czasem przeradza się w bezsensowne wulgaryzmy lub - jak na styczniowych derbach z Polonią na Torwarze - agresję w kierunku rywala, ale środowiska kibicowskie wspomagają sekcję nie tylko niespotykanym w koszykarskich halach dopingiem, ale też akcjami "Sypnij grosza na kosza". Kibicami są także zawodnicy. Kapitan drużyny Paweł Podobas, który w piątek - co za pech! - doznał poważnej kontuzji kolana, jest bywalcem "Żylety" i potrafił wymówić się od treningu chorobą, by polecieć na wyjazdowy mecz Ligi Europejskiej. To właśnie on, syn prezesa stowarzyszenia Romana Podobasa, "wychodził" pierwszego sponsora Legii - Grupę Waryński. Teraz koszykarzy wspierają także marka Wojak oraz dzielnica Bemowo. Piłkarska Legia, której współwłaściciel Bogusław Leśnodorski był w piątek na meczu, załatwiła stroje, pożycza autokar.

Po piątkowym meczu legioniści rozpoczęli świętowanie. Od poniedziałku koszykarze zaczynają roztrenowanie, a potem urlopy, natomiast ciężka praca czeka prezesa i Zielonych Kanonierów zarządzających sekcją. Do zrobienia jest wiele - zebranie wymaganego w pierwszej lidze budżetu na 400 tys. złotych, skompletowanie składu, który nie będzie się bił tylko o utrzymanie, czy rozwiązanie problemu hali na Bemowie, która nie nadaje się do organizowania imprez masowych...

Odradzanie potęgi potrwa jeszcze długo, zrealizowanie wielkich ambicji legionistów będzie wymagało wielkich pieniędzy i wysiłku, a poza tym im bliżej szczytu, tym będzie trudniej. Ale na razie najważniejsze, że kolejny krok został wykonany.

Więcej o: