Sport.pl

Marcin Krzywicki, czyli prezydent Twittera, a w wolnych chwilach piłkarz [ROZMOWA]

- Mimo że moje konto na Twitterze trudno nazwać poważnym, to rzeczywiście zdarzają się bezczelne docinki. Z reguły odpowiadam na nie żartem. Gdybym miał się przejmować każdym takim komentarzem, to już dawno pewnie bym się powiesił - mówi Marcin Krzywicki, napastnik Dolcanu Ząbki.


Konrad Ferszter: "Prezydent Twittera. W wolnych chwilach piłkarz". Jak się do pana zwracać?

Marcin Krzywicki: Prezydentem jeszcze nie jestem, na pana to trzeba mieć wygląd i pieniądze. Jednego i drugiego mi brakuje, więc pozostańmy przy Marcinie.

Ile osób obserwuje twój profil na Twitterze?

- Ponad osiem tysięcy.

A ilu obserwujących chciałbyś mieć?

- Nigdy o tym nie myślałem. Zresztą, jak pokazuje przykład reprezentanta Polski Kamila Grosickiego, nie warto mieć wygórowanych aspiracji. Z pomocą innych dążył do 30 tys., aż w końcu ktoś "przejął" jego konto i swoje musiał zakładać od nowa. Teraz ma 14 tys.

Chociaż w piłce funkcjonujesz od dawna, to większość ludzi i tak kojarzy cię tylko z Twittera. Nie denerwuje cię to?

- W ostatnim czasie wszystkie wywiady dotyczyły tylko Twittera, a nie piłki nożnej. Ale nie dziwię się. W ostatnim sezonie grałem mało, w Dolcanie zacząłem źle. Gdybym na boisku pokazywał się z lepszej strony, to może dzisiaj rozmawialibyśmy np. w Hiszpanii albo Anglii? Nie stało się tak, więc z tematów do umówienia pozostaje nam Twitter. Ale nie przeszkadza mi to.

Skąd wziął się pomysł na prowadzenie konta w tak humorystycznym stylu?

- Długo się broniłem przed korzystaniem z Twittera, w końcu założyłem konto, ale długo nic się na nim nie pojawiało. Ale po pierwszym wpisie się zaczęło. A że jest śmiesznie? Taki jestem, że wszystko staram się obrócić w żart.

Chcąc nie chcąc, doprowadziłeś do tego, że wiele osób żartuje z ciebie. Zresztą sam się z siebie nabijasz. Przed sezonem napisałeś: "W Dolcanie mam być połączeniem Zjawińskiego, Piątkowskiego i Tataja. A będę Dańca ze Strasburgerem".

- I zdecydowanie bliżej mi do Dańca i Strasburgera niż wspomnianej trójki napastników. Ale spokojnie, mój kontrakt jeszcze trwa, nikt mnie jeszcze nie chce wyrzucić, więc dajcie mi trochę czasu - zacznę regularnie strzelać gole.

Po meczu z Pogonią Siedlce (4:0) napisałeś: "Uwaga. Pewne info. Dolcan w tym sezonie będzie bardzo mocny... Pod warunkiem, że nie będę grał".

- Gdyby osoba, która mnie nie zna, przeczytała taki wpis, to rzeczywiście mogłaby pomyśleć, że nie chcę grać, jeżeli drużyna wygrywa. Wiadomo jednak, że nie po to tu przychodziłem, żeby przyglądać się z boku, jak koledzy radzą sobie na boisku. Czas najwyższy przekonać do siebie trenera, bo fakt jest taki, że na razie bliżej mi do pracownika budowlanego Dolcanu niż napastnika pierwszej drużyny.

"Gdyby mecze piłkarskie rozpoczynały się od rzutu sędziowskiego, to grałbym w ekstraklasie". Może jeszcze uda ci się bez tego?

- Wierzę w to. Nie jest mi do tego wcale daleko. Jesteśmy na pierwszym miejscu w tabeli i mamy duże możliwości. A może jak nie z Dolcanem, to z kimś innym? Wiele zależy ode mnie. Do ekstraklasy na siłę się nie wepchnę. Muszę pokazać umiejętności na boisku, bo za popisy na Twitterze nikt do ligi mnie nie weźmie. No, chybaże do marketingu.

Masz 200 cm wzrostu. Jak zaczęła się twoja przygoda z piłką?

- Trzeba zacząć od tego, że gdybym wiedział, że tak urosnę, to pewnie zdecydowałbym się na koszykówkę albo siatkówkę. Wtedy nie miałem jednak innego wyjścia, bo ojciec, który także grał w ekstraklasie, zaprowadził mnie na pierwszy trening, kiedy miałem dziewięć lat. Wszystko potoczyło się naturalnie.

Otrzymałeś nawet powołanie do reprezentacji.

- Było to za czasów trenera Leo Beenhakkera. Na początku myślałem, że to żart. Zadzwonił do mnie rzecznik prasowy Cracovii, który mnie o tym poinformował. Uwierzyłem dopiero wtedy, gdy sam sprawdziłem listę powołanych w internecie. Jeszcze przez chwilę zastanawiałem się, czy nie ma innego Krzywickiego, ale wiele wskazywało na to, że to o mnie chodzi. Bardzo mnie bolało to, że przez kontuzję na zgrupowanie ostatecznie nie pojechałem.

Pisałeś, że sam Beenhakker do dzisiaj nie wie, że cię wtedy powołał.

- Myślę, że powołanie zawdzięczam głównie trenerom Andrzejowi Zamilskiemu i Rafałowi Ulatowskiemu, którzy byli wtedy asystentami Leo, a znali i cenili mnie z gry w młodzieżowej reprezentacji. Ale może o tym nie piszmy. Niech będzie, że Beenhakker się znał i nie mógł się mylić.

W reprezentacji do lat 21 dzieliłeś pokój z Robertem Lewandowskim.

- Tak było. Dzisiaj nawet się śmieję, że "Lewy" właśnie zjadł obiad z Arjenem Robbenem, a ja w samotności kończę to, co sobie przygotowałem.

Trener Zamilski powiedział kiedyś, że w tamtym czasie byłeś lepszym piłkarzem od Lewandowskiego.

- To był mój najlepszy okres w życiu. Graliśmy razem w ataku w meczach z Białorusią i Finlandią i sprawiałem lepsze wrażenie. Ostatnio zresztą spotkałem się z trenerem Zamilskim przy okazji meczu w Bełchatowie, kiedy strzeliłem pierwszego gola dla Dolcanu. Może powinienem zapraszać go na każdy mecz, skoro przynosi mi tyle szczęścia? Porozmawialiśmy chwilę o tamtych czasach, kiedy w zespole był też Kamil Glik. Śmiałem się, że w Borussii Dortmund już nie zagram, więc będzie miał bliżej, żeby czasem wpaść i mnie zobaczyć w akcji.

Reprezentacja, ekstraklasa, a teraz pierwsza liga. Jesteś zadowolony z dotychczasowej kariery?

- Nie, chociaż wielu chciałoby być na moim miejscu. Marzyłem o reprezentacji i klubie zagranicznym albo chociaż ekstraklasie. Kadra, podobnie jak liga, była tylko epizodem. Ale nie poddaję się. Mam 28 lat, wyglądam na 21, więc jeszcze trochę gry przede mną.

Jesteś ambitnym piłkarzem?

- Tak. Gdybym taki nie był, to już dawno zająłbym się czymś innym. Mam "pod górkę", ale nie poddaję się, wziąłem się do pracy, bo to ostatni dzwonek, żeby w piłce jeszcze coś osiągnąć.

Ale ze swojej kariery się nabijasz. Powiedziałeś kiedyś koledze, że chciałbyś się znaleźć w klubie piłkarzy, którzy w ekstraklasie strzelili 100 goli. Na razie brakuje ci 99.

- O to może być trudno, ale kto wie? Wierzę, że jak będę się dobrze prowadził i w końcu wrócę do ekstraklasy, to zdążę wywiązać się z zakładu.

Gdy ktoś się oburzył, że taki jajcarz zarabia jako piłkarz, napisałeś na Twitterze: "Dorabiam na kręceniu waty cukrowej na cmentarzu".

- Mimo że moje konto na Twitterze trudno nazwać poważnym, to rzeczywiście zdarzają się bezczelne docinki. Z reguły odpowiadam na nie żartem. Gdybym miał się przejmować każdym takim komentarzem, to już dawno pewnie bym się powiesił. Kiedyś artykuł o mnie znalazł się na głównej stronie Onet.pl i na około 400 komentarzy 395 było obraźliwych. Śmieję się z tego, bo inaczej się nie da.

Zawsze odpowiadałeś za humor w szatniach drużyn, w których grałeś?

- Z reguły tak było. Najlepszym przykładem jest chyba Wisła Płock, gdzie zawsze było wesoło, co często przekładało się na dobre wyniki. Nigdzie do tej pory nie spotkałem się z tak dobrą atmosferą w szatni.

Jest jakaś historia, którą wspominasz najlepiej?

- Było ich tak wiele, że trudno przypomnieć sobie jedną konkretną. Pamiętam, że kiedyś przykleiliśmy jednemu chłopakowi klapki do podłogi i chyba do dzisiaj nie może ich odkleić. Żarty w szatni są czymś normalnym, więc gdybyśmy mieli rozmawiać tylko o tym, to mógłbym napisać książkę.

Wprowadzałeś innowacje w modzie.

- Zdarzyło mi się kiedyś przyjść na trening w szelkach i pasku przy spodniach. Oczywiście w szatni to nie umknęło i śmiechu było co nie miara. Ale takich sytuacji było więcej. W Cracovii był kiedyś bramkarz Łukasz Merda, który na trening przyszedł w nowych butach. Mateusz Klich spytał go, ile w nich rzuca, sugerując, że to buty do rzucania młotem. Jak się możesz domyślić, za trzy godziny na popołudniowym treningu był już w innym obuwiu. Tamtych nie zobaczyliśmy już nigdy więcej.

Kiedyś w Płocku na rozgrzewkę wyszliście w specjalnych koszulkach z hasłem "Idę na Wisłę", do której ty dopisałeś sobie słówko "popatrzeć".

- Ta koszulka też znalazła się kiedyś na Twitterze. To był okres, w którym ja, Rafał Grzelak i Łukasz Sekulski nie graliśmy za wiele i wspólnie wpadliśmy właśnie na taki pomysł. Częściej patrzyłem na wszystko z ławki rezerwowych czy trybun, niż grałem, więc w sumie nie skłamałem. Takie rzeczy na myśl przychodziły w sekundę - wpadaliśmy na coś i za chwilę było to realizowane. Mięśnie brzucha od śmiechu mam tak wzmocnione, że nie muszę chodzić na siłownię.

Miałeś kiedyś problemy z powodu Twittera i tego, jak go prowadzisz?

- W Płocku dostałem pisemne upomnienie za jeden z wpisów. Oglądałem wtedy mecz ligi angielskiej i napisałem, że "Kibice Stoke City wspierają Petera Croucha, a mnie ciągle wyzywają od pe...ów, chociaż mógłbym mieć ich kobiety w pół minuty". Wiele osób wzięło to za bardzo do siebie, że ja chcę ich żon i narzeczonych... Pewnie jeszcze pochowali je po domach. Nie miałem nic złego na myśli, nie chciałem nikogo obrazić, a do klubu przyszło wiele maili, że zajmuję się wszystkim, tylko nie treningami. Zarząd zareagował, bo musiał, ale wszyscy wiedzieli, że to był żart.

Żałowałeś tamtego wpisu?

- Ani przez chwilę. Gdyby ktoś oburzony zapytał się mnie wtedy, o co mi chodzi, to z wielką chęcią bym mu to wyjaśnił.

"Wszyscy chcą być lubiani i akceptowani. Z wyjątkiem Krzywego. Krzywy ma wy...ane" - to cytat z twojego profilu. Naprawdę nic cię nie denerwuje w życiu?

- Coraz mniej rzeczy. Wiem, że mogę, a nawet powinienem unikać ludzi, którzy są negatywnie nastawieni i wiecznie krytykują. Chyba dla własnej potrzeby. W świecie, którym funkcjonuję, muszę być odporny i nie mogę brać wszystkiego na poważnie, bo to może obrócić się przeciwko mnie.

Wszędzie szukasz pozytywów. Zawsze taki byłeś?

- Nie, nauczyłem się tego z wiekiem. Jestem piłkarzem, więc to naturalne, że ludzie mnie krytykują. Jak byłem młodszy i niższy, to miałem z tym problem. Zdarzyła się sytuacja, w której najpierw grałem w okręgowym Pucharze Polski, a trzy dni później już w Cracovii, w Pucharze Intertoto. Przyszło na niego pół Krakowa i każdy miał opinię o każdym moim zagraniu. Denerwowałem się. W końcu jednak zrozumiałem, że to głupie.

Zagrałeś w Pucharze Intertoto, który po twoim występie zlikwidowano.

- Pisałem o tym niedawno w kontekście Lecha Poznań, któremu UEFA chciała zamknąć stadion po dwóch meczach w europejskich pucharach. Ten wpis na Twitterze polubił nawet Zbigniew Boniek - to też jakieś osiągnięcie.

Z prezesem PZPN zrobiłeś sobie też zdjęcie, które niedawno opublikowałeś.

- Okazja nadarzyła się przy okazji Pucharu Syrenki, który rozgrywany był na stadionie w Ząbkach. Strasznie długo się czaiłem, jak podejść do prezesa i poprosić o wspólne zdjęcie na potrzeby Twittera, ale w końcu się odważyłem. Pan Boniek nie ma na nim co prawda szczęśliwej miny, co więcej - nawet chyba mnie nie poznał.

Przedstawiłeś się?

- Nie, bo prezes spieszył się na drugą połowę, więc nie było okazji zamienić kilku słów.

Pracodawcy też zdarzyło ci się szukać na Twitterze. Często pisałeś o Legii.

- Śmieją się ze mnie, że jestem coraz bliżej transferu na Łazienkowską, bo najpierw byłem w Cracovii, potem w Wiśle Płock, a teraz jestem w Dolcanie Ząbki. Prawda jest jednak taka, że bliżej mi do malowania tam sufitów bez drabiny w szatni.

Co z Warsaw Shore? Zobowiązałeś się do uczestnictwa w nim, jeżeli do końca czerwca nie znajdziesz klubu. Kontrakt podpisałeś 2 lipca.

- Znam osobiście jednego uczestnika programu, więc jak będzie potrzeba, to jakoś się tam dostanę. W tej chwili pewnie zrobiłbym tam większy show niż na boisku, ale na razie nie wyobrażam sobie życia bez piłki. Warsaw Shore będzie jeszcze trwało, więc zdążę i tam zagościć.







Więcej o:
Komentarze (18)
Marcin Krzywicki, czyli prezydent Twittera, a w wolnych chwilach piłkarz [ROZMOWA]
Zaloguj się
  • malepifko

    Oceniono 4 razy 2

    Im większa głupawka, tym większa popularność na Twitterach, YouTube itp portalach. Facet wali tekściki jak tzw gimbaza.

  • kantrys56

    Oceniono 1 raz 1

    ,
    Nowy serwis Aukcyj ny na którym można kupić np. Laptopa za 15 złotych :

    Link: - www.mxvp.eu/zobao

    Polecam, narazie mało użytkowników i można w miarę łatwo coś kupić :) _____________________________________________________________
    Ja kupiłem sobie nowy TV 46cali za 180 zł...

  • rumun106

    Oceniono 3 razy 1

    Sprawia wrażenie nie pełno sprytnego umysłowo- badż robili go po pijaku-bądż,, jechali "z nim na disco ...Głupio-mądry...Takich nie sieją-sami się rodzą !
    czyt: Tomasz Knapik :)

  • maxbys

    Oceniono 3 razy 1

    "Prezydent twittera" to brzmi wystrczająco idiotycznie bym stracił jakiekolwiek zainteresowanie resztą tej kupy zwanej artykułęm.

  • 40ii4

    Oceniono 3 razy 1

    Nie wiem, co tam takiego śmiesznego na jego twitterze. Mnie to bardziej żenuje, bo jakbym widział siebie w wieku 16 lat. Że ma dystans, ok, ale jaki król twittera. Już widzę jak Lewy z Anią to czytają i walą beke dając lajki.

  • mecenas_misiura

    0

    - Kwinto! Kto to jest??

  • henry12345

    0

    CO TO ZA TEPY SMIEĆ ? PEWNIE Z WARAFY LUB OKOLIC?

  • tomchata

    0

    szkoda chłopaka widać ze zdaje sobie sprawę na jakim etapie znajduje jego przygoda z piłką i przygotowuje sie... do alternatywnego zawodu -> www.memulki.pl

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX