W co grają Zygmunt z Syrenką: Na fajnym pikniku nie ma wyniku

Drugoligowe derby Warszawy w futbolu amerykańskim - Wilkołaki podejmują Spartan na stadionie Syrenki

Drugoligowe derby Warszawy w futbolu amerykańskim - Wilkołaki podejmują Spartan na stadionie Syrenki (Fot. Kuba Atys / Agencja Gazeta)

"Mam dosyć patrzenia na warszawski sport przez pryzmat piłkarzy Legii i Polonii czy siatkarzy Politechniki i koszykarzy Polonii. Wchodzę, bo szukam innych sportowych wrażeń, bo chcę przekonać siebie i was, że stolica ma coś więcej niż cztery wyżej wymienione drużyny, że warszawiacy grają, biegają, skaczą i się ścigają. W nowym cyklu felietonów chcę udowodnić, że nawet król Zygmunt był sportowcem!" - pisze Łukasz Cegliński z "Gazety Wyborczej".
- Czy tu będzie mecz piłki nożnej? - pyta mamę kilkuletni chłopiec stojąc w bramie stadionu Syrenki. - Nie, to chyba rugby - odpowiada mama. Odwracają się i powoli wychodzą. A ja ich mijam i pewnie wchodzę na zapomniany stadionik w centrum miasta. Pewnie, bo mam dosyć patrzenia na warszawski sport przez pryzmat piłkarzy Legii i Polonii czy siatkarzy Politechniki i koszykarzy Polonii. Wchodzę, bo szukam innych sportowych wrażeń, bo chcę przekonać siebie i was, że stolica ma coś więcej niż cztery wyżej wymienione drużyny, że warszawiacy grają, biegają, skaczą i się ścigają. W nowym cyklu felietonów chcę udowodnić, że nawet król Zygmunt był sportowcem!

W upalną niedzielę, trzy godziny przed meczem Polska - Argentyna na stadionie Legii, idę na pierwsze warszawskie derby w futbolu amerykańskim, czyli drugoligowe starcie Warsaw Werewolves i Warsaw Spartans. Tu uwaga na marginesie: rozumiem, że polscy futboliści to przesiąkli kulturą amerykańskiej NFL, ale te angielskojęzyczne nazwy... Z 31 drużyn grających na trzech poziomach Polskiej Ligi Futbolu Amerykańskiego, angielskie nazwy ma aż 27, ale to cztery polskie są najfajniejsze: Kozły Poznań, Torpedy Łódź, Husaria Szczecin i Tytani Lublin. Fajnie byłoby, gdyby warszawskie drużyny nazywały się np. Królowie, Syreny, Powstańcy czy Kolumny...

Na mecz Wilkołaków ze Spartanami z premedytacją idę kompletnie zielony - wiem tylko, że te drużyny się nie lubią, bo w lutym kilku Spartan przeszło do nowo powstałych Wilkołaków razem z taktycznymi zagrywkami doświadczonego zespołu. Nie jestem za to pewny, gdzie jest stadion Syrenki (na tyłach Stodoły, tuż za giełdą komputerową), nie mam pojęcia, że leżak, krzesełko turystyczne lub cokolwiek, na czym można usiąść, to konieczność (Syrenka nie ma trybun, tylko trawiaste wały), no i nie znam zasad gry - oczywiście poza tą, że trzeba wykonać przyłożenie. Ale nie jestem jedyny. - Synek, ja nie wiem, o co tu chodzi - słyszę jedną z mam Spartan i od razu mi raźniej.

Gospodarzami na Syrence są Wilkołaki, dzięki czemu rozgrzewkę prowadzą w cieniu drzew, a ich kibice mogą zająć miejsca na malutkiej krytej trybunie, gdzie od czasu do czasu przygrywa bluesowe trio. Gołym okiem widać jednak, że to paleni słońcem Spartanie są faworytem, który chce awansować do I ligi. Wrażenie robi już ich przedmeczowa "zagrzewka", w której grupa kilkudziesięciu gości zbija się w ciasny tłum, krzyczy do siebie, a potem ryczy w powietrze. Potężne "Hu, hu, hu, hu!" w trakcie meczu słychać będzie kilkakrotnie.

Na trawiastych wałach siedzi kilkaset osób (organizatorzy optymistycznie podadzą potem, że 500), co jest liczbą zacną, ale niekoniecznie imponującą zważywszy na to, że w protokole znalazło się 78 futbolistów, dla których na Syrenkę przyszły dziewczyny lub żony (często z dziećmi) oraz znajomi. Są także studenci SGH korzystający z przerwy w zajęciach. Niech każdy gracz ma wśród kibiców trzech swoich ludzi i widownia gotowa.

Widownia wybitnie wakacyjna - dziewczyny się opalają, dzieci jeżdżą na rowerach, konsumpcja smacznego kateringu i przynoszonego we własnym zakresie napojów - także piwa - trwa w najlepsze. Mecz? No, patrzymy... Raz ktoś się wymądrzy, rzucając fachowym określeniem zagrania lub pozycji, raz ktoś zauważy, że Spartanie zdobyli 20 jardów, ale niewielu wie, jaki jest wynik. - Tak tylko patrzę, skąd mam wiedzieć - mówi z uśmiechem jeden z kibiców. A w czasie przerwy nawet najbliższe otoczenie odpoczywających w cieniu Wilkołaków nie jest pewne, czy ich drużyna przegrywa 6:20 czy 6:21.

Mecz... Podziwiam tych futbolistów. Już pal sześć kurz (świeża trawa na Syrence została zniszczona podczas juwenaliów), pal sześć upał i całe to rusztowanie na barkach - dopiero z bliska widać, jakim twardzielem trzeba być, żeby zderzać się i rzucać na ziemię przy pełnej szybkości. Więzadła i kości trzeszczą, niektóre nie wytrzymują - drugą kwartę przerwano na ponad kwadrans, bo karetka musiała odwieźć do szpitala spartanina z pękniętą kością śródstopia. Przerwano, bo karetka podczas gry być musi. To dla mnie już zrozumiałe, podobnie jak usłyszane kilkakrotnie powiedzenie "Futbol nie jest sportem kontaktowym, jest sportem kolizyjnym. Sportem kontaktowym jest taniec."

Kolizje są widowiskowe, a ponad 60-metrowy rajd spartanina Łukasza Kołodziejczyka zakończony przyłożeniem poderwał mnie z trawy! Sęk w tym, że ciągła kotłowanina nad niewidoczną piłką i regularne, minutowe przerwy po kilkusekundowych akcjach są nużące. Nie doczekałem do końca meczu - wykurzyły mnie inne obowiązki, nadmiar słońca, ale też - przyznaję - znudzenie spotkaniem, którego nie rozumiałem. Gdybym jednak przyszedł na mecz z lodami, napojami, kanapkami i paczką znajomych, to zostałbym pewnie do końca.

Trawiaste pikniki odbywają się jednak tylko na meczach początkujących Wilkołaków. Spartanie, a przede wszystkim Orły, grają na Bemowie na sztucznej trawie, przy normalnych trybunach i - co bardzo ważne - z tablicą wyników i objaśniającym komentarzem spikera. Sobotni hit na szczycie I ligi, spotkanie Warsaw Eagles - Wrocław The Crew, zapowiada się smakowicie - istniejące od 1999 roku Orły to najstarszy polski klub, pierwszy i dwukrotny mistrz Polski, który w tym sezonie ma bilans 6-1, a Załoga z Wrocławia jest w tym roku niepokonana. To wciąż kluby amatorskie, ale działające już według biznesowych zasad.

Wejściówka na ten mecz, który w futbolu jest takim wydarzeniem, jak Legia - Wisła w piłce, kosztuje 10 zł od osoby, ale w przypadku dzieci w cenie są atrakcje takie jak karuzele, dmuchane zamki itp. Dobra, kończę, bo muszę namówić rodzinę!

PS Wynik niedzielnego meczu sprawdziłem na stronie Plfa.pl - Spartanie pokonali Wilkołaków 54:6 i awansowali na pierwsze miejsce w II lidze. "Hu, hu, hu, hu!"

O sportowej Warszawie dyskutuj z autorem na jego blogu.

Skomentuj:
W co grają Zygmunt z Syrenką: Na fajnym pikniku nie ma wyniku
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

Najczęściej czytane