Tsunami Ansley'a zmyło Zefira Karwowskiego, czyli ruszyła koszykarska Liga Wiatrów

- Warszawskiej koszykówce, która na zawodowym poziomie została, można powiedzieć, pogrzebana, takie imprezy są potrzebne. Pokazują, że jest młodzież, która w sobotę i niedzielę woli wyjść na boisko i grać w kosza, a nie siedzieć przed komputerem - mówi były gracz ekstraklasy Leszek Karwowski, jeden z menedżerów w Lidze Wiatrów.
Ligę Wiatrów wymyślili ponad rok temu trenerzy z Małej Akademii Koszykówki z warszawskiego Ursynowa. W miniony weekend ruszył drugi sezon rozgrywek dla uczniów - i studentów - ze stolicy.

W drafcie, w którym wzięło udział blisko 60 chłopców z roczników 1993-97, wytypowani przez organizatorów menedżerowie wybrali sześć zespołów. Menedżerowie nie byle jacy - były gracz NBA i polskiej ekstraklasy Michael Ansley, którego do współpracy zaprosił Michał Beta, menedżer sklepu z butami Kicks, wieloletni gracz warszawskich klubów Leszek Karwowski, Marek Popiołek, który ostatnio reprezentował AZS Politechnika, były kierownik tej drużyny Andrzej Klimkiewicz, Dominik Spangenberg działający przy żeńskiej sekcji Politechniki oraz wicenaczelny "MVP Magazyn" Michał Górny.

W pierwszych sobotnich meczach, którego rozgrywane były na szkolnym boisku przy ul. Smolnej, od razu stanęli naprzeciw siebie Ansley z Betą i Karwowski. - W sobotę dostaliśmy dość mocno, fala Tsunami nas zmiotła - przyznał Karwowski. - Drużyna Mike'a była zdecydowanie lepiej przygotowana, na naszym tle wyglądała jak profesjonalny zespół. Widać, że Tsunami trenowała, jej zespół był zgrany, prezentował się, powiedziałbym, jak drużyna z trzeciej ligi.

Ansley chwalił i Ligę Wiatrów, i swój zespół. - To bardzo dobra liga dla dzieciaków, dobry pomysł, by coś robić w weekend. A moim zawodnicy są bardzo głodni gry. Trenują regularnie, jeśli tylko jest pogoda. Ćwiczymy po trzy godziny, ale nikt nie narzeka. Uczę ich podstaw, tego, czego uczono mnie, gdy byłem młodym graczem - dodaje 45-letni Amerykanin, który na przełomie lat 80. i 90. rozegrał 149 meczów w NBA.

Witold Zygierewicz, jeden z pomysłodawców Ligi Wiatrów, opowiada o nowej edycji: - Po zeszłorocznych doświadczeniach uznaliśmy, że trzeba rozgrywki skondensować. Wtedy draft mieliśmy w czerwcu, a sezon dopiero od września, na dodatek w miesiącu były tylko dwa spotkania. Zawodnicy się wykruszali, bo poznawali plan lekcji, mieli zajęcia dodatkowe itp.

- Teraz draft był we wrześniu i od razu zaczęło się granie. Całe rozgrywki, czyli minimum siedem spotkań dla każdej drużyny, potrwają 1,5 miesiąca. Wiemy już, że zespołom nie potrzeba tyle trenowania, że ważniejsze jest granie - mówi Zygierewicz.

- Zamiast czterech drużyn po 15 graczy, zrobiliśmy sześć zespołów po dziewięciu graczy. Ze względów finansowych zrezygnowaliśmy także z gry w hali - tylko półfinały i finał odbędą się, prawdopodobnie, w hali Polonii.

- Całe finansowanie pochodzi ze składek zawodników - każdy płaci po 160 złotych - tłumaczy Zygierewicz. - W tym ma zagwarantowany udział w przynajmniej siedmiu meczach - dziewięciu, jeśli jego zespół zagra w finale. Z meczów robimy skróty wideo i statystyki, opłacamy sędziów. Zawodnicy dostali także po dwie koszulki - drużynową i na draft.

- Chciałbym, żeby Liga Wiatrów była takim pierwszym naborem do drużyn ligowych -Ansley, który prowadzi zespół Tsunami, będzie trenował także trzecioligową Przyszłość Zielonka i o jednym swoim graczu, Bartoszu Gutkowskim, mówił już, że może wart jest testów - zaznacza Witold Zygierewicz.

Więcej informacji o rozgrywkach na stronie Ligi Wiatrów.

Chcesz blogować o koszykówce w stolicy? Możesz robić to na Warszawa.sport.pl.