Mistrz biegania po schodach: To ból, cierpienie, strach... I satysfakcja! [WIDEO]

- Człowiek boi się, wie, że te ostatnie piętra będą naprawdę bolały, kwas mlekowy zaleje organizm, a przed samą metą nogi będą jak z waty. Przez kilka minut leży się jak roślinka, ale satysfakcja jest wielka - mówi o wyczynowym bieganiu po schodach Piotr Łobodziński, mistrz Polski w tej dyscyplinie, który w sobotę wystartuje w Warszawie.
Rusz się w Warszawie. Ponad 30 propozycji dla aktywnych na weekend

28-latek z Bielska Podlaskiego, od czasów studiów mieszka w Warszawie. Tutaj pracuje i trenuje, czasami nawet sześć razy w tygodniu. Jest aktualnym mistrzem Polski w biegu po schodach - dyscyplinie, którą na świecie uprawia około 100 tys. osób. Połowa z nich to Amerykanie, to USA są rekordowe pod względem liczby organizowanych wyścigów. W biegach po schodach często biorą udział strażacy w pełnym ekwipunku, którzy traktują to jako przygotowanie do pracy.

Łobodziński jest wiceliderem Pucharu Świata, który chce w tym roku wygrać. W sobotę zajął drugie miejsce w warszawskim Biegu Na Szczyt w wieżowcu Rondo 1. Cały dochód z wpisowego organizatorzy przeznaczą na stowarzyszenie SOS Wioski Dziecięce. Wspieranie takich inicjatyw przy okazji biegów po schodach to w USA norma.

Michał Szaflarski: W sobotę byłeś drugi w biegu po schodach w wieżowcu Rondo 1. Opowiedz, jak się do niego przygotowywałeś - czy trening do takiego biegu różni się od zwykłych treningów biegowych?

Piotr Łobodziński: - Zimą przygotowuję się tak jak biegacze, staram się robić duży kilometraż i poprawić wydolność. W ciągu tygodnia na sześciu treningach robię nawet 100 km. Do tego dochodzą ćwiczenia ogólnorozwojowe na siłowni. Do samego biegu po schodach zacząłem trenować na przełomie stycznia i lutego.

Gdzie trenujesz na schodach w Warszawie?

- Najbliżej i najwygodniej jest biegać na własnej klatce schodowej.

A jak ktoś mieszka w niskim bloku?

- Wtedy trzeba znaleźć inne miejsce. Ja akurat mieszkam w 10-piętrowym i to mi całkowicie wystarczy. Trenuję dwa razy w tygodniu, wbiegam 10-12 razy na samą górę, średnio taki bieg zajmuje mi około 43 sekund. Potem schodzę w dół wolno, odpoczywając przez około dwie minuty. Cały trening trwa około pół godziny.

Jak na treningi reagują sąsiedzi?

- Już się przyzwyczaili i nie zwracają za bardzo na mnie uwagi.

Skąd w ogóle pomysł, żeby biegać po schodach?

- Kilka lat temu przeczytałem gdzieś o Tomaszu Kliszu, który często startował w biegu na Empire State Building. Wiedziałem, że jest taka dyscyplina i chciałem spróbować, ale nigdy nie było w pobliżu żadnych zawodów. Dopiero dwa lata temu Sport Evolution zorganizowało pierwszą edycję Biegu Na Szczyt na Rondzie 1 i tam, w maju 2011 roku, zadebiutowałem. I od razu zająłem czwarte miejsce, tracąc dwie sekundy do ówczesnego lidera PŚ Czecha Tomasa Celko. Przed tym biegiem zrobiłem tylko kilka treningów na swojej klatce schodowej, nie miałem żadnego doświadczenia, wystartowałem praktycznie z marszu i byłem zdziwiony, że tak dobrze mi poszło.

Startowałeś w Warszawie w ubiegłym roku?

- Tak, ale kilka miesięcy wcześniej, podczas treningu, poślizgnąłem się na zamarzniętej kałuży i tak niefortunnie upadłem, że złamałem kość strzałkową. Przez sześć tygodni miałem nogę w gipsie i przed biegiem trenowałem tylko trzy tygodnie. Byłem bez formy, wystartowałem ze specjalną opaską na opuchniętej kostce, więc i tak dobrze, że zająłem czwarte miejsce.



W Warszawie zobaczyliśmy światową czołówkę, ale nie było lidera PŚ Niemca Thomasa Dolda - dlaczego?

- To w ogóle dosyć specyficzny człowiek. Jeździ tylko tam, gdzie mu płacą, to jedyny człowiek na świecie, który żyje z biegania po schodach. Ma sponsorów, świetną stronę internetową. Jest na tyle renomowanym zawodnikiem, że organizatorzy opłacają mu przeloty, hotele i płacą za start. Może sobie wybierać zawody, w których chce startować. Ale też zachowuje się dosyć dziwnie, jest bardzo pewny siebie i zadufany, zadziera nosa. Organizatorzy biegu w Warszawie zapraszali go już dwa razy, ale nawet nie odpowiedział na zaproszenie.

Jesteś w stanie wyprzedzić Niemca w tym roku w Pucharze Świata?

- Myślę, że to jest realne. Gdybym w tamtym roku nie złamał nogi, to mógłbym powalczyć o zwycięstwo, chociaż i tak zająłem bardzo wysokie, drugie miejsce. Na świecie rozgrywa się około 200 zawodów rocznie, a w klasyfikacji PŚ liczy się tylko osiem najlepszych wyników w ciągu roku. Lepiej startować w zawodach rangi Masters, takich jak na przykład w Warszawie, których jest 19 w całym cyklu, bo są lepiej punktowane. Ale ja w odróżnieniu od Niemca nie mam sponsora, więc nie mogę sobie pozwolić na to, aby latać po całym świecie na zawody. Będę się koncentrował na zawodach w Polsce i Europie, może uda się polecieć na Tajwan, na bieg w wieżowcu Taipei 101.

Co się czuje na starcie takiego biegu po schodach, a później w trakcie i na mecie?

- Każde zawody to dla mnie rywalizacja i adrenalina. Przed startem jest skupienie, ale też stres. Zdaję sobie sprawę, kto jest na liście startowej i wiem, że muszę dobrze pobiec, ale po pierwszym piętrze zapomina się o tym stresie. W ferworze walki chce się jak najszybciej biec, ale też nie za szybko, bo w biegu po schodach łatwo przesadzić z tempem na starcie. Wbieganie po schodach jest bardzo stresogenne, bo ma się świadomość, że na trasie będą ból i cierpienie. Człowiek boi się, czy temu podoła. Wie, że te ostatnie piętra będą naprawdę bolały, kwas mlekowy zaleje organizm, a przed samą metą nogi będą jak z waty. Potem leży się przez kilka minut jak roślinka. To naprawdę ciężki bieg i człowiek się na trasie często zastanawia: "Po co ja to robię"?

To po co to robisz?

- Bo na samej górze odczuwam satysfakcję z ukończonego biegu. Jestem typem zawodnika, który lubi rywalizować, wygrywać i to mnie napędza. Widzę, że jestem wysoko w klasyfikacji PŚ. To sport niszowy, ale mam dobre wyniki i robię to, w czym jestem dobry.

Co robisz na co dzień?

- Skończyłem ekonomię na UW, ale pracuję na pół etatu w muzeum w Pałacu w Wilanowie. Dzięki temu, że nie jest to cały etat mogę regularnie trenować, czasami nawet dwa razy dziennie.

Startujesz też w innych zawodach - w styczniu wygrałeś Warszawski Triathlon Zimowy, bierzesz udział w biegach górskich.

- Tak, w 2011 roku w czasie wakacji wystartowałem na próbę w biegu górskim w Korbielowie na Pilsko i bardzo dobrze mi poszło. Potem wziąłem udział w mistrzostwach Polski w biegach górskich w stylu anglosaskim [trzeba nie tylko wbiec na górę, ale też z niej zbiec, bo meta jest na dole], gdzie niespodziewanie zdobyłem brązowy medal. Mam chyba predyspozycje do takich biegów, nie tylko, jeśli chodzi o wydolność, ale też o odpowiednią koordynację ruchową. Mam też chyba obniżony poziom odczuwania strachu. Przy zbieganiu w dół moja granica ryzyka jest przesunięta. Niektórzy w takich biegach się boją, zwalniają, a ja kontroluję cały czas sytuację. Jestem skoncentrowany, jestem w stanie wybierać odpowiednie miejsce, gdzie postawię nogę i wiem, że tej kostki na pewno nie kręcę. Mam zaufanie do własnych umiejętności i możliwości.

Skąd zainteresowanie sportem?

- Rodzice nie byli wyczynowymi sportowcami, ale od dziecka mnie zachęcali do różnych sportów, na przykład do siatkówki, badmintona, tenisa ziemnego. Uprawiałem sport zawsze amatorsko, nie należałem do żadnego klubu. Lubię w sumie wszystkie dyscypliny, no może oprócz koszykówki. Zawsze byłem bardzo sprawny, w liceum najszybciej biegałem na kilometr, a na studiach w Warszawie trafiłem do sekcji lekkiej atletyki. Na początku rzucałem oszczepem i skakałem trójskok, trenowałem też siatkówkę, byłem w sekcji ergometru wioślarskiego, tenisa ziemnego, wspinaczki sportowej, a nawet tańca towarzyskiego. Później zacząłem biegać, a od dwóch lat trenuję regularnie, prawie codziennie, staram się biegać sześć razy w tygodniu.

Przejdźmy do twoich osiągnięć "naj". Który bieg po schodach najbardziej ci się podobał?

- Bieg na dwie wieże we wrześniu ubiegłego roku w miejscowości Hall w Austrii. Zdecydowana większość biegów po schodach prowadzi tylko w górę, natomiast tam biegnie się też po płaskim i w dół. Trzeba wbiegać po schodach i zbiegać, to bardzo specyficzny bieg, ale lubię takie urozmaicenia. Po za tym zawody mają świetną scenerię, Hall to taka mała miejscowość w Alpach, tego dnia akurat była też świetna pogoda. Zająłem tam drugie miejsce, ale czułem już spadek formy, bo to była końcówka sezonu. W tym roku też chciałbym tam wystartować.

A najwyższy budynek, który zdobyłeś?

- 63 piętra w wieżowcu we Frankfurcie nad Menem. Zająłem tam w ubiegłym roku trzecie miejsce, zdobywając przy okazji brązowy medal pierwszych mistrzostw Europy w biegach po schodach.

Gdzie najdalej pojechałeś lub poleciałeś, żeby wystartować w biegu po schodach?

- Dwa razy byłem w Bogocie, w Kolumbii, na zawodach kończących sezon. To największy bieg na świecie, bierze w nim udział pięć tysięcy osób. Organizatorzy zapraszają co roku kilku zawodników ze światowej czołówki, ale i tak zawsze wygrywają Kolumbijczycy. Nie mamy z nimi szans, bo Bogota leży na wysokości 2600 metrów n.p.m. Trzeba byłoby przyjechać trzy tygodnie wcześniej, żeby się zaaklimatyzować. Konkurencja jest spora, bo do wygrania jest samochód. W 2011 roku zająłem 13. miejsce, rok później 17., ale miałem stratę minutę do zwycięzcy, czyli bardzo dużo.

A najtrudniejszy, najbardziej wyczerpujący bieg w ogóle, nie tylko z tych po schodach?

- Red Bull zorganizował w sierpniu ubiegłego roku zawody na 400 metrów na mamuciej skoczni narciarskiej Kulm w Bad Mitterndorf. Bieganie po schodach jest strasznie ciężkie i na mecie zmęczenie jest ogromne, ale to, co się działo na tej skoczni, jest nie do opisania. Czegoś takiego jeszcze w życiu nie przeżyłem. Te 400 metrów biegnie się tylko lub aż pięć minut, najpierw po trawiastym zeskoku, potem po betonowym rozbiegu, ale jest tak stromo, że idzie się prawie na czworakach, trzeba się przytrzymywać specjalnej poręczy. Zmęczenie na mecie jest totalne, przez dziesięć minut tylko leżałem i byłem w stanie ruszać tylko gałkami ocznymi, tak mnie wszystko bolało. To bardzo widowiskowe zawody, ludzie padają na samej górze jak muchy, jeden na drugiego, trzeba ich odciągać, żeby nie tarasowali mety. Red Bull reklamuje te zawody jako najtrudniejsze 400 metrów w Europie. Opłacało się jednak tak zmęczyć, bo wygrałem te zawody i w tym roku też się na nie wybieram.



Jakie masz jeszcze plany biegowe na ten rok?

- Chciałbym zaliczyć około 10-12 biegów po schodach i wystartować w maju w mistrzostwach Polski w biegach górskich, które będą eliminacją do mistrzostw świata. Oprócz tego będę startował w zwykłych biegach ulicznych na 5 i 10 km, również w biegach na orientację i innych dziwnych zawodach jak np. bieg rzeką Prosną.

Komentarze (4)
Mistrz biegania po schodach: To ból, cierpienie, strach... I satysfakcja! [WIDEO]
Zaloguj się
  • adin.dwa.tri

    Oceniono 10 razy 6

    Przed chwila przeczytalam ostatni wywiad z Mackiem Berbeka przed wyprawa na Boad Peak.
    Wchodze tu i patrze "Mistrz biegania po schodach: To ból, cierpienie, strach...".
    :[

  • oldbruno

    Oceniono 4 razy 4

    Jeden woli ogórki, a drugi ogrodnika córki. Tak się kiedyś mawiało.

  • miyatoto

    Oceniono 2 razy 2

    Ci którzy śmieją się z ludzi uprawiających ten sport, nie mają pojęcia co to wysiłek fizyczny, ból i walka z samym sobą. Potrafią jedynie przeczytać ten artykuł, napisać kilka słów jadu i dalej kisić tłuste dupska w fotelu.
    Wielki szacunek Piotr.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX