Katarzyna Woźniak ma moc. Jedyna reprezentantka Warszawy w Soczi staje na starcie

25-letnia łyżwiarka Katarzyna Woźniak, jedyna reprezentantka Warszawy w Soczi, w środę staje na starcie. - Cel? Dać z siebie wszystko - mówi zawodniczka z WTŁ Stegny.


W środę Katarzyna Woźniak wystartuje w biegu indywidualnym na 5 km. Dwa dni później rozpoczną się eliminacje do biegu drużynowego. Tam warszawianka na razie jest rezerwową, ale ma szansę na występ. O trzecie miejsce w drużynie powalczy z Natalią Czerwonką. Trzon zespołu, czyli Luiza Złotkowska i Katarzyna Bachleda-Curuś, jest poza zasięgiem.

- Kasia to nie tylko jedyna w Soczi olimpijka z Warszawy, ale i jedyna w historii warszawianka z medalem zimowych igrzysk - przypomina Norbert Kwiatkowski, trener WTŁ Stegny, w którym Woźniak wychowała się i w którym trenuje do dziś. - Liczę, że jednak pojedzie w drużynówce. Faktycznie, gdzieś ta forma z początku sezonu jej uciekła, technika nie jest w pełni dopracowana, ale ta dziewczyna ma moc! Może nas wszystkich zaskoczyć.

Czy to prawda, że zdobyła medal?

To, że potrafi zaskakiwać, udowodniła w trakcie poprzednich igrzysk. Do Vancouver jechała jako najmłodsza w zespole złożonym z nieznanych wówczas szerzej zawodniczek. Na pierwszym treningu w Kanadzie łyżwą przecięła sobie ścięgno Achillesa, miała założone cztery szwy. Zamiast na tor powinna trafić na stół operacyjny.

Ale jednak wystartowała i w zespole ze Złotkowską i Bachledą-Curuś zajęła trzecie miejsce, w decydującym o brązowym medalu biegu wyraźnie pokonując Amerykanki. Ich medal był pierwszym od 50 lat zdobytym przez polskich panczenistów na igrzyskach. Łyżwiarki odniosły sukces historyczny, nieoczekiwany, ale zasłużony. Z honorami przyjmował je prezydent, Woźniak wybrano na sportowca roku w Warszawie.

- Pamiętam tę noc, bo przecież transmisje z Vancouver głównie odbywały się w nocy - wspomina Kwiatkowski. - W domu panowała kompletna cisza, a ja ze słuchawkami na uszach śledziłem biegi. A dziewczyny wygrywały. Jeden konkurs, drugi... No i w końcu wygrany bieg po medal. Środek nocy, a telefon rozgrzany od SMS-ów, znajomi pytali, czy to prawda, że zdobyliśmy brąz. Płakałem ze szczęścia. To było coś niesamowitego, fantastycznego. Już później było lotnisko, przywitanie medalistek... Radość i duma, której nie da się opisać.

Kasia to ciężka praca

Czy panczenistki stać w Soczi na powtórzenie rezultatu z poprzednich zimowych igrzysk? One same zapowiadają, że to plan minimum, ale apetyty mają większe.

- Dziewczyny są w gazie, odzyskują formę. W indywidualnych biegach wszystkie były w piętnastce, ale ich siłą jest drużyna - każda jest w stanie zastąpić każdą - mówi Kwiatkowski. - A Kasia świetnie do tej drużyny pasuje. Z nią w składzie zawodniczki notowały lepsze czasy, różnica między pierwszą a ostatnią była niewielka. Dlatego liczę - mimo że póki co jest rezerwową - że jednak wystartuje w drużynówce. Dziewczyny z nią w składzie są w stanie powalczyć o srebro czy brąz, bo Holenderki wydają się raczej poza zasięgiem - uważa trener.

Spory wpływ na to, czy Woźniak dane będzie bronić medalu z Vancouver, będzie miał środowy start indywidualny na 5 km. Przed czterema laty kompletnie jej nie wyszedł, zajęła ostatnie, 28. miejsce. Trener WTŁ Stegny zaznacza, że nie jest to koronny dystans jego zawodniczki.

- Nawet jakby była w niesamowitym gazie, to o dobre miejsce może być ciężko. To nie jej bieg. Kasia dużo lepiej czuje się w biegu na 3 km, wywalczyła kwalifikację, ale mocniejsze były koleżanki. Musi więc pobiec na pięć, by być brana pod uwagę w starcie drużynowym. Kasia może w tym biegu zrobić życiówkę, ale nie spodziewałbym się jakiegoś rewelacyjnego miejsca - przyznaje trener.

- Ale trzymam za nią kciuki. Być może inne dziewczyny mają więcej talentu, ale Kasia... Kasia to praca, ciężka praca - kiwa głową Kwiatkowski. - Ona w pewnym momencie postawiła na sport wszystko. Jej siostry też ćwiczyły łyżwiarstwo szybkie, miały tyle samo talentu albo i więcej, ale to Kasia miała w sobie tyle samozaparcia, by cały czas ćwiczyć i odnosić sukcesy. Świetnie się odżywia, prowadzi zdrowy tryb życia, pracuje. Może nie jest w życiowej formie, ale znów może zaskoczyć.

W środę Woźniak wystartuje o 14.30.