Kryty tor łyżwiarski w Legionowie nierealny?

Nie na Stegnach, a pod Warszawą. Prezydent Legionowa deklaruje, że chętnie podejmie się budowy hali łyżwiarskiej. Ale środowisko - choć inicjatywę wspiera - nastawione jest do niej sceptycznie.


Władze Legionowa zadeklarowały, że podejmą się budowy krytego toru łyżwiarskiego. To pomysł prezydenta Romana Smogorzewskiego, który, jak mówi rzeczniczka Tamara Mytkowska, z zażenowaniem przyglądał się dyskusji, dlaczego polscy panczeniści - medaliści z Soczi, na igrzyskach ustępujący tylko Holendrom - muszą ćwiczyć za granicą.

W Polsce nie ma bowiem miejsca, w którym łyżwiarze mogliby trenować pod dachem - zabudowanej hali nie ma żaden z pięciu łyżwiarskich ośrodków w kraju. Najbliżej budowy krytego toru były warszawskie Stegny, które od lat są przygotowane do modernizacji. Projekt hali powstał w 2007 roku, zrealizowano pierwszą jego część, czyli stworzenie infrastruktury, ale na drugą - kluczową, czyli zrobienie dachu - do dziś brakuje pieniędzy. Polscy olimpijczycy muszą ćwiczyć w Niemczech, Stanach Zjednoczonych czy na Białorusi.

- Legionowo ma doskonałą lokalizację. Usytuowane pomiędzy dwoma lotniskami, ledwie 20 km od Warszawy. Dlaczego taki tor nie miałby powstać u nas? - pyta Mytkowska. Miasto, choć jego rzeczniczka zaznacza, że projekt póki co jest w bardzo wczesnej fazie, poważnie podeszło do ewentualnej konstrukcji toru - znalazło już nawet działkę, na której mógłby on powstać.

Miasto wie, jak budować sport

A Legionowo w budowaniu sportu ma doświadczenie i spore osiągnięcia. Podwarszawskie miasto - mimo że ledwie 50-tysięczne - może pochwalić się drużynami w najważniejszych klasach rozgrywkowych. W ekstraklasie piłkarzy ręcznych (choć raczej z miernym skutkiem) grają zawodnicy tutejszego KPR, w kobiecej Orlen Lidze drugi rok z rzędu występują siatkarki Siódemki. Z kolei piłkarze przed sezonem awansowali do drugiej ligi i dziś zajmują miejsce w środku tabeli. Na ich boiskach w trakcie Euro trenowali Grecy.

Impulsem do budowy ośrodka sportowego była Arena Legionowo - hala sportowa oddana w 2010 roku. Nowoczesna, skrojona na miarę miasta (pojemność to 2 tys. osób), niedawno gościła m.in. finał Pucharu Polski w piłce ręcznej, grały i trenowały w niej m.in. reprezentacje siatkarek i koszykarzy, walkę stoczył bokser Krzysztof Zimnoch.

Ale czy miasto - mimo niekwestionowanych sukcesów - poradzi sobie także z budową toru łyżwiarskiego i jego utrzymaniem?

"Ktoś rzucił słowa na wiatr"

- To pomysł trochę oderwany od rzeczywistości - uważa Norbert Kwiatkowski, trener Warszawskiego Towarzystwa Łyżwiarskiego Stegny, klubu, w którym na co dzień trenuje m.in. dwukrotna medalistka olimpijska z Warszawy Katarzyna Woźniak. - Przyznam, że jestem nieco zdumiony propozycją władz Legionowa. Dlaczego? Jestem ciekaw, czy prezydent miasta oszacował, ile będzie kosztować to całe przedsięwzięcie. Według moich obliczeń koszt budowy hali to co najmniej 100 mln zł, a jego utrzymanie - pięć milionów rok w rok - dodaje.

Kwiatkowski uważa, że lepszym pomysłem byłaby zabudowa Stegien. - Tu już jest ośrodek sportowy z 50-letnią tradycją, tutaj ćwiczą medaliści olimpijscy. Świetnie działa rekreacja - w tym sezonie na łyżwy przyszło niemal 100 tys. warszawiaków. Stegny tylko czekają na dach. A samo zadaszenie jest dużo tańsze niż budowa toru od początku - mówi.

- Boję się, że tor łyżwiarski w Legionowie mógłby podzielić los toru kolarskiego w Pruszkowie. Ten, mimo że jest supernowoczesny, to dziś niszczeje, bo mało kto się nim interesuje - dodaje.

Kwiatkowski - choć sceptyczny - inicjatywę Legionowa popiera. - To pomysł nie do końca realny, ale my na ten tor z niecierpliwością czekamy. Jeśli nie ma co liczyć na zabudowanie Stegien, a jest szansa, aby hala powstała w Legionowie, jestem za - kończy.

Podobnego zdania jest Kamil Majewski, trener drugiego warszawskiego klubu łyżwiarstwa szybkiego, Korony Wilanów. - Wspieramy każdą inicjatywę, która w jakiś sposób może polepszyć funkcjonowanie dyscypliny - mówi. - Ale prawda jest taka, że Stegny to jedyny tor, który mógłby się zwrócić. Myślę, że w sprawie Legionowa ktoś rzucił słowa na wiatr.

Co z pieniędzmi?

Legionowo ma jednak pomysł, jak mogłoby wybrnąć z finansowego pata. Prezydent początkowo liczył, że budowa będzie kosztować 30 mln zł. Po rozmowach wie jednak, że będzie to kwota co najmniej trzy razy wyższa. Miasto liczy, że w połowie inwestycję sfinansuje Ministerstwo Sportu i Turystyki.

- Jeśli to warunek konieczny do realizacji projektu, to jestem sceptyczny - mówi dyrektor biura Polskiego Związku Łyżwiarstwa Szybkiego Grzegorz Kałowski. - Wątpię, by ministerstwo zainwestowało aż tak duże pieniądze. Jeśli nie ma 20 mln zł na dach na Stegnach, skąd miałoby nagle wziąć 50 mln na tor w Legionowie? - pyta retorycznie.

- Nam przede wszystkim zależy, aby tor powstał. A gdzie? To kwestia drugorzędna - kończy.

Więcej o sportach miejskich na Facebooku Warszawa.sport.pl