"Boston Globe" napisał o Kevinie Lynchu, rozgrywającym Warsaw Eagles

Kevin Lynch

Kevin Lynch (Fot. Warsaw Eagles)

Znany amerykański dziennik "Boston Globe" napisał długi artykuł o Kevinie Lynchu, rozgrywającym Warsaw Eagles. Amerykanin opowiada w nim o zdziwieniu, jakie wywołuje na ulicach Warszawy niosąc futbolowy sprzęt, o poziomie polskiej Topligi i o publiczności na meczach Eagles.
- Kiedy grałem w szkole średniej, byłem dość znanym zawodnikiem, pisały o mnie gazety z mojego miasta. Potem zdarzyło się, że "Boston Globe" zwracał na mnie uwagę, kiedy grałem na uczelni. Znam Marvina Pave'a, który teraz o mnie napisał - mówi Warszawa.sport.pl Lynch pochodzący z 12-tysięcznej miejscowości w Medfield w stanie Massachusetts.

23-letni Amerykanin w Polsce gra pierwszy sezon - po zakończeniu studiów i gry na Uniwersytecie Stanowym Southern Connecticut w New Haven w grudniu uczestniczył w meczu pomiędzy gwiazdami 2. Dywizji i gwiazdami NAIA. Tam spotkał się z menedżerem Eagles Jackiem Śledzińskim, a po rozmowie z trenerem warszawiaków Phillipem Dillonem, podpisał kontrakt z Eagles.

- Pomyślałem, że to będzie doskonała okazja, by zobaczyć inną część świata i ciągle grać w futbol - napisał Lynch dziennikarzowi "Boston Globe" w mailu. - Jestem realistą i wiem, że to może być mój ostatni sezon gry, ale dopóki jest szansa na grę, to koncentruję się tylko na tym.

W artykule "Boston Globe" Lynch opowiada: - Kiedy idę przez miasto ze sprzętem do gry, ludzie patrzą się na mnie, jakbym miał trzy głowy. Zdarzyło się, że kilka osób mnie pozdrowiło, ale zdecydowana większość starszych osób nigdy nie widziała meczu futbolowego, nie wie, jak wygląda sprzęt. Dlatego często śmieję się z ich zdziwienia, kiedy wracam z treningu.

Lynch, który w lidze akademickiej w USA występował w II dywizji, gdzie grają zespoły z najwyżej drugiej setki krajowego rankingu, mówi "Boston Globe", że poziom polskiej Topligi jest niższy niż ten, na którym grał w USA. - To dlatego, że w Polsce jest to relatywnie młody sport - tłumaczy Lynch. Eagles, w których występuje, to najstarszy klub w Polsce - powstał w 1999 roku.

- W drużynie jest pięciu innych Amerykanów, ale ligowe przepisy zezwalają na grę tylko dwóch w tym samym momencie meczu. Przed podpisaniem kontraktu obawiałem się bariery językowej, ale każdy w zespole mówi po angielsku, tak też ustalamy nasze zagrywki - relacjonuje dziennikowi Lynch.

Rozgrywający Eagles chwali warszawską publiczność: - Na mecze przychodzi średnio po 1,2 tys. osób, a to, w jaki sposób nas wspierają, jest naprawdę niesamowity - mówi. Lynch opowiedział bostońskiej gazecie o swoich podróżach - do Krakowia, wstrząsającej do Oświęcimia, a także do Budapesztu i Rzymu. Cieszy się, że w Warszawie odwiedziła go już cała rodzina.

Dziennikarz "Boston Globe" zauważa, że Lynch gra w Polsce z numerem 12, z którym w New England Patriots z przedmieść Bostonu gra znakomity rozgrywający Tom Brady. - Chciałem wziąć numer 5, z którym grałem na uczelni, ale był już zajęty. Dlatego gram z 12 - wyjaśnia Lynch.

Eagles zajęli drugie miejsce w sezonie zasadniczym Topligi z bilansem 8-2. Lynch w 10 spotkaniach miał 26 podań na przyłożenie. 1 lipca jego zespół w półfinale zagra u siebie z Devils Wrocław. Jeśli wygra, to 15 lipca wystąpi w finale, który rozegrany zostanie na Stadionie Narodowym.

Najczęściej czytane