Sport.pl

Była gwiazda NFL Ron Jaworski o Superfinale: Byłem oszołomiony, zapamiętajcie ten dzień

- W ostatnich tygodniach oczy świata kierują się na Polskę dzięki wydarzeniom sportowym - mieliście Euro, potem wasza zawodniczka świetnie grała w Wimbledonie, teraz zorganizowaliście widowiskowy Superfinał futbolowy. Macie się, z czego cieszyć i co planować- powiedział po niedzielnym Superfinale futbolowej Topligi Ron Jaworski, były gracz NFL, a obecnie ekspert ESPN.
W niedzielę, w obecności 23 tys. kibiców na Stadionie Narodowym, Seahawks Gdynia pokonali 52:37 Warsaw Eagles i zdobyli mistrzostwo Polski. Gościem specjalnym meczu był Ron Jaworski - 61-letni obecnie Amerykanin z polskimi korzeniami, były quarterback czterech klubów NFL, który w 1980 roku poprowadził Philadelphia Eagles do Super Bowl. Jego zespół przegrał, ale to Jaworski został wówczas wybrany najlepszym zawodnikiem sezonu. Od 2006 roku Jaworski jest cenionym ekspertem ESPN.

Łukasz Cegliński: Podobał się panu polski Superfinał?

Ron Jaworski: Jestem absolutnie zaskoczony tym, jak świetne widowisko obejrzałem. Stadion - piękny. Mecz - ciekawy. Poziom - niezły. Obawiałem się, że odzew kibiców z trybun może być niewielki, że publiczność nie znająca się na futbolu może się gorzej bawić, ale po tym, co usłyszałem i zobaczyłem twierdzę, że tym, którzy przyszli, też się podobało.

Większe wrażenie zrobił stadion czy mecz?

- Jako były zawodnik i wielki fan futbolu powiem, że przede wszystkim zainteresował mnie mecz, ale na stadion nie sposób nie zwrócić uwagi. Zupełnie poważnie uważam, że NFL powinna spojrzeć na wasz obiekt i rozważyć rozegranie tu meczu ligowego tak, jak dzieje się to w Londynie. Stadion jest nowoczesny, piękny, pojemny, leży w centrum miasta, ma przyjemne otocznie. A jeśli na trybunach usiadło 23 tys. kibiców, to jest to liczba nie do podważenia. W ostatnich tygodniach oczy świata kierują się na Polskę dzięki wydarzeniom sportowym - mieliście Euro, potem wasza zawodniczka świetnie grała w Wimbledonie, teraz zorganizowaliście Superfinał futbolowy. Macie się, z czego cieszyć i co planować.

A jak pan oceni poziom meczu?

- Był dobry. Nigdy wcześniej nie widziałem meczu europejskiej ligi, więc nie mogę porównać poziomu do ligi niemieckiej czy austriackiej, ale powiedziałbym, że to spotkanie było jak niezły mecz akademickiej NCAA w USA.

Ale której dywizji? Amerykańscy gracze polskich drużyn mówią, że Topliga jest jak druga dywizja NCAA.

- Powiedziałbym, że jak druga albo trzecia. Najważniejsze, że polscy gracze uczą się futbolu i robią postępy. To jest podstawa, dzięki której z roku na rok będziecie zauważać, że poziom ligi rośnie.

Futbol, inaczej niż w USA, nie jest sportem, który w Polsce obecny jest w szkołach. Dzieci grają w piłkę nożną, siatkówkę, koszykówkę, piłkę ręczną. Czy to nie jest problem dla rozwoju dyscypliny?

- Jest, choć myślę, że takie wydarzenia jak Superfinał, mogą trochę zmienić sytuację. Chłopcy, którzy obejrzeli mecz Seahawks i Eagles na stadionie, którzy zobaczyli piękne boisko, tysiące ludzi na trybunach, ładne akcje i niezłą walkę, mogą zacząć chcieć dowiedzieć się o futbolu więcej, mogą zacząć domagać się próby gry. Po meczu rozmawiałem z kilkoma polskimi zawodnikami, którzy mówili mi, że grają w futbol od kilku lat - to niesamowite, że zaczynając od zera potrafią już grać w ten sposób. Jasne, w waszej lidze wciąż najwięcej zależy od graczy z USA, ale ich liczbę na boisku ograniczają przepisy, a to oznacza, że na 11 zawodników w formacji, dziewięciu to Polacy. I po nich widać, że postęp jest.

Kyle McMahon, najlepszy gracz finału, w polskiej lidze jest gwiazdą absolutną. Czego brakuje mu do gry w NFL?

- Obserwowałem go w meczu, ale też dzień wcześniej na treningu - jest zwinny, ma mocne ramię, dobrą technikę rzutu, świetnie biega. Powiedziałbym, że tak, on ma możliwości do tego, by podpisać kontrakt w NFL. Ale czasem jest tak, że zawodnik rozwija się wolniej, że skok robi dopiero kilka lat po zakończeniu nauki na uczelni. Kyle musi dużo, dużo pracować i przede wszystkim chcieć grać w futbol na najwyższym poziomie. Uwierzcie mi, skauci NFL obserwują już inne kontynenty i dobry gracz nie ujdzie ich uwagi.

Dlaczego Seahawks pokonali Eagles?

- Podałbym trzy przyczyny - po pierwsze: Seahawks bardzo dobrze odcinali zawodników od podań i bronili akcje, w których Eagles chcieli podawać. Po drugie: Eagles zostawiali za dużo miejsca McMahonowi. On miał czas, żeby się rozejrzeć, zobaczyć, gdzie są jego koledzy, a gdzie dziury w obronie i podjąć decyzję. I po trzecie: jego warunki fizyczne były lepsze niż większości graczy. Jak się rozpędzał, to trudno było go zatrzymać.

Od lat mówi się o tym, że w Europie powstanie klub, który będzie grał w NFL. Pana zdaniem to możliwe?

- Tak, bo NFL chce być ligą światową i widzi, jak rozwijają się kraje europejskie, Chiny czy Brazylia pod względem infrastruktury. Stadiony to podstawa - one otwierają oczy, pokazują opcje, pozwalają na snucie planów i ich realizację. Polska i wasz Superfinał są najlepszym przykładem - zapamiętajcie ten mecz, zapamiętajcie ten dzień. Za kilka lat może się okazać, że dla rozwoju futbolu w waszym kraju, a nawet w Europie, był on kluczowy. W sobotę poszedłem na trening Eagles na boisko, w którym sześć lat temu rozegrany został pierwszy finał polskiej ligi [stadion Marymontu Warszawa]. To obiekt straszny, wygląda tak, jakby miał się zawalić. A w niedzielę byłem oszołomiony Stadionem Narodowym. W ciągu sześciu lat przeszliście taką drogę, że nie boję się powiedzieć, że w Europie, za 5-10 lat, może być zespół grający w NFL.

Więcej o: