Sport.pl

Giants Wrocław nie dali szans Warsaw Eagles w Superfinale. Warszawa znów pobita

Pięć lat czekali Warsaw Eagles na mistrzostwo Polski. I poczekają jeszcze przynajmniej przez rok po tym, jak w niedzielę na Stadionie Narodowym ulegli 13:29 Giants Wrocław. Trawnik Producent VIII Superfinał obejrzało 16,5 tys. kibiców.
Rusz się w Warszawie. Zaplanuj aktywny tydzień i weekend

Na Narodowy przyszło o siedem tysięcy mniej osób niż w rok wcześniej, ale frekwencję należy uznać za bardzo dobrą. - Za sukces uznamy 15 tys. lub więcej - mówił kilka dni przed meczem prezes PLFA Jędrzej Stęszewski.

Przed meczem tłumy kibiców bawiły się na pikniku na promenadach Narodowego, gdzie było małe boisko do futbolu, grill, piwo, klubowe sklepiki oraz sportowe zabawy dla dorosłych i dla dzieci. Ale od 17 zdecydowana większość usiadła na trybunach i, inaczej niż w 2012 roku, dotrwała do końca spotkania. Wychodzących ze stadionu w trakcie meczu było mniej niż 12 miesięcy wcześniej.

Schulters tańczący z Orłami

A na boisku starcie dwóch najlepszych defensyw ligi nie zaskoczyło - o ile w 2012 roku, w ultraofensywnym meczu Seahawks Gdynia z Eagles (52:37), już po kilku minutach było 12:0, tak teraz do przerwy było zaledwie 9:0 dla Giants. Na dodatek dwa pierwsze punkty zdobyła defensywa Gigantów, która przez całe spotkanie mordowała quarterbacka Eagles Shane'a Gimzo. Niezdecydowany Amerykanin w piątej minucie dał się powalić z piłką w swoim polu punktowym - takie zagranie, safety, daje dwa punkty temu, kto przewraca rozgrywającego.

Po tej akcji i wznowieniu Eagles Giants rozpoczęli długą serię ofensywną, w której błyszczał szczególnie running back Jamal Schulters. Amerykanin, najlepszy zawodnik rundy zasadniczej pod względem przyłożeń po biegach i zdobytych punktach w ogóle, wyrywał się, wyślizgiwał obrońcom i parł do przodu, korzystając z korytarzy, które dobrymi blokami tworzyli mu ofensywni liniowi.

W 9. minucie drugiej kwarty Schulters wpadł wreszcie w pole punktowe Orłów. Wpadł dosłownie - przecisnął się, przeskoczył nad rywalem i w wielkiej kotłowaninie zdołał przełożyć piłkę o centymetry za linię. Podwyższenie Dawida Pańczyszyna dało wrocławianom prowadzenie 9:0.

Niechlubny rekord Gimzo

Eagles... Powtarzały się wszystkie grzechy sezonu zasadniczego, czyli niezdecydowanie, zwlekanie, irytujące zachowania ofensywy. Najrówniejszy w Polsce, silny zestaw running backów, nie zdobywał jardów, nie potrafił przedrzeć się przez świetną linię defensywną Gigantów. Gimzo raz zaliczył udany bieg, w którym pokonał kilkanaście jardów, dwa razy podawał, ale piłki nie złapali odbiorcy. Najgorsze dla Eagles było jednak to, że quarterback był często powalany z piłką przez rywali.

Tegoroczny, niechlubny rekord rozgrywek, to sześć tzw. sacków - Gimzo doświadczył tylu już w pierwszej połowie! Rozbijanym Eagles brakowało atutów w ataku, a pojedyncze próby akcji Clarence'a Andersona nie przyniosły efektów. W końcówce drugiej kwarty Amerykanin przebiegł 40 jardów po linii, ale pod presją obrony wybiegł minimalnie na aut. A to mogła być akcja, która odrodziłaby warszawiaków.

59 sekund przed przerwą Eagles byli 28 jardów od pola punktowego Gigantów. Ale Gimzo znów został powalony, obrona rywali znów zatrzymała bieg, a kopnięcie z pola Marcina Łojewskiego było nietrafione. Łojewski w meczu z Giants we Wrocławiu (7:9) próbował tego zagrania trzykrotnie, spudłował za każdym razem.

Impuls tylko chwilowy

Do szatni Orły schodziły przegrywając 0:9, a po kilku minutach trzeciej kwarty przegrywali już 0:16. Gdy wydawało się, że sezon skończy się w kiepskim stylu i bez walki, Eagles rozwinęli skrzydła, spróbowali się poderwać. I się udało! Akcje biegowe i podania na skrzydła przyniosły efekt w postaci jardów, a trzy minuty przed końcem trzeciej kwarty podanie od cofającego się Gimzo trafiło do Witolda Szpotańskiego, który przebiegł slalomem 20 jardów i zdobył przyłożenie. Orły nie zdecydowały się grać podwyższenia za dwa punkty, kopnięcie Łojewskiego dało wynik 7:16.

Impuls był jednak tylko chwilowy. Orły nie poszły, nie poleciały za ciosem. Giganci opanowali sytuację - niezłe, choć ostrożne akcje wykonywał ich 19-letni skrzydłowy Bartosz Dziedzic, w mały czołg momentami zamieniał się Schulters. W czwartej minucie czwartej kwarty Amerykanin znów miał okazję boksować słupek od bramki rywali, co jest u niego oznaką radości po przyłożeniu.

Giants wyszli na prowadzenie 22:7, do końca pozostawało siedem minut, a mowa ciała Eagles wskazywała na to, że warszawska drużyna już się nie podniesie. Dobił ją Schulters, który czwarte swoje przyłożenie zdobył fikołkiem, po uprzedniej ucieczce defensywie Orłów.

Rozczarowanie Eagles

Defensywny z początku mecz zakończył się przyzwoitą liczbą punktów, choć nie oznaczało to emocji, bo po wyczynach Schultersa nie było wątpliwości, że Giants tego spotkania nie przegrają. Amerykanin został bezdyskusyjnym MVP finału i najlepszym running backiem sezonu.

Giants, mistrzowie z 2011 roku jeszcze pod nazwą The Crew, po roku przerwy od gry w Toplidze powrócili do niej z przytupem - w półfinale wysoko pokonali broniących tytułu Seahawks na ich terenie, w finale rozjechali Eagles. Udowodnili, że są czołowym zespołem kraju.

Eagles? Drugi rok z rzędu wielkie nadzieje skończyły się wielkim rozczarowaniem. Brak mistrzostwa drużyna odbiera jako wielką porażkę. Ale tak może być co rok, jeśli poziom sportowy nie dorówna organizacyjnemu.

Więcej o:
Komentarze (10)
Giants Wrocław nie dali szans Warsaw Eagles w Superfinale. Warszawa znów pobita
Zaloguj się
  • stanislaw-z-lodzi

    Oceniono 17 razy 13

    Pierwsza połowa była antyreklama futbolu. Giants duzo duzo lepsi. Eagels strasznie słabi w ataku.

  • emkaeljan

    Oceniono 16 razy 10

    Triumf Devils?!
    Co do imprezy to bardzo fajna, na pewno lepszy pomysł na spędzenie niedzielnego popołudnia z dzieckiem niż galeria handlowa... no właśnie - z dzieckiem. My byliśmy z naszym 11-miesięcznym niemowlakiem (samodzielnie jeszcze nie chodzi) i ochrona poinformowała nas, że NA STADIONIE DZIECKO NIE MOŻE BYĆ W WÓZKU! Jakaś paranoja, kazali nam oddać wózek do depozytu. Nie potrafili odpowiedzieć na pytanie w jaki sposób wózek mojego syna zagraża bezpieczeństwu innych osób na tej imprezie więc olaliśmy ten bzdurny nakaz (inni rodzice postąpili podobnie). Może jednak lepiej spędzać weekendy w galeriach? Tam przynajmniej, spędzając czas z dzieckiem, nie czuje się jak terrorysta...

  • siemion_2

    Oceniono 3 razy 3

    Mecz rozkręcił się dopiero pod koniec drugiej połowy... ale potem zrobiło się nieźle, chociaż w sumie Giants nie byli jakoś szczególnie zagrożeni nawet przez moment. Szkoda, że było tyle flag - z tego co pamiętam oba zespoły uzbierały w sumie 17 przewinień, z czego jedno z nich umożliwiło kontynuację ataku Giants, która ostatecznie zakończyła się przyłożeniem... Gimzo musiał uciekać przy prawie każdej akcji, linia ofensywna Eagles miała słaby dzień.
    Swoją drogą kibice byli świetni - trafiłem na sektor zajęty przez kibiców Giants i było naprawdę fantastycznie. Rejon opanowany przez Eagles też szalał.

  • lufarudego

    Oceniono 5 razy 1

    dlaczego te druzyny maja angielskie nazwy, przeciez to polska liga

  • bigosmiszcz

    Oceniono 16 razy 0

    Nie wiem o czym ten artykuł, ale !!!

    Się skończyło.

  • morfeusz_1

    Oceniono 10 razy 0

    Przyprawili Dziadka o zawał serca ale i tak kochamy Warsaw Eagles, no

  • c-leg

    Oceniono 3 razy -1

    Smutna ta relacja, w ktorej autor wymienia wylacznie amerykanskich graczy :-(
    Czyzby polscy footballisci byli tylko statystami w tym (w Polsce) mlodym sporcie?
    Czy zaden z polskich graczy nie zasluzyl na uwage pana Ceglinskiego?

    Gralem w american football (jako wide receiver) w jednej z czolowych lig europejskich w latach osiemdziesiatych ubieglego stulecia. I nie bylem jedynym Polakiem. Nie bylismy (ani nasi europejscy wspolgracze) tylko tlem dla amerykanskich footballistow.
    Czy naprawde zaden z polskich uczestnikow dzisiejszego "Super Bowl" nie okazal sie godny uwagi pana Ceglinskiego?

  • henry-12345

    Oceniono 25 razy -13

    ALE WIDOWISKO.,............. NO I TE TEPE GLUPAWE wsioki wawskie

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX