Sport.pl

Warszawskie Orły pogryzione przez Pantery z Wrocławia

Warsaw Eagles zostali rozgromieni u siebie przez Panthers Wrocław. W niedzielę, w 8. kolejce Topligi, przegrali przy Konwiktorskiej aż 4:37.


18 maja, w rozgrywanym w błocie meczu we Wrocławiu Orły pokonały Pantery 17:16. Wrocławianie przyjechali na niedzielny mecz do stolicy, nie tylko z wolą odrobienia minimalnej różnicy w dwumeczu, ale także po to, by pokazać, że są na wznoszącej fali.

Jako pierwsi piłkę odbierali gospodarze, ale ich seria nie przyniosła punktów. Gdy przyjezdni wprowadzali piłkę do gry z piątego jarda przed własnym polem punktowym zdarzył im się duży błąd. Presję na rozgrywającym wrocławian Bartoszu Dziedzicu wywarł defensor Eagles Konrad Paszkiewicz. Quarterback gości wyrzucił piłkę, ale zdaniem sędziów w okolicy nie było żadnego gracza uprawnionego do jej złapania. To przyniosło gospodarzom dwa punkty. Niedługo później pierwszy z czterech grubych błędów popełnił nowy rozgrywający zespołu ze stolicy Andre Bettencourt. Amerykanin posłał piłkę w ręce rywala. Tę okazję Pantery skrzętnie wykorzystały. W trzeciej próbie, gdy do pokonania do pierwszej było aż 26 jardów, Jamal Schulters popisał się ponad pięćdziesięciojardowym rajdem. Kropkę nad i postawił krótkim biegiem Deante Battle i wrocławianie wyszli na prowadzenie, którego nie oddali do końca spotkania.

Druga odsłona zaczęła się dobrze dla przyjezdnych. Świetnie tego dnia dysponowany skrzydłowy gości Tomasz Dziedzic na krańcu pola punktowego złapał precyzyjne podanie od swojego brata Bartosza i wrocławianie prowadzili 14:2. Prowadzący grę Panthers popełnił w tej kwarcie ostatni swój błąd w meczu, gdy ponownie wyrzucił piłkę będąc znowu pod presją Paszkiewicza. Dzięki temu Orły na przerwę schodziły przegrywając 4:14. Ofensywa gospodarzy nie potrafiła znaleźć rytmu także dlatego, że jej rozgrywający w pierwszej połowie przed linią wznowienia akcji został powalony aż pięć razy. Na domiar złego poważnej kontuzji doznał Andre Whyte, co pozwoliło rozpędzić się Jamalowi Schultersowi.

Już pierwsza seria Panter w drugiej połowie pozbawiła warszawian złudzeń. Po sześciu minutach systematycznego przenoszenia futbolówki w stronę pola punktowego rywali touchdown celebrował Jamal Schulters. Chwilę później wrocławianie odzyskali piłkę po kolejnym błędzie Bettencoutra. Okazji nie zmarnował Schulters i po trzech kwartach przyjezdni prowadzili 27:4.

W ostatnich 12 minutach wrocławianie dopełnili dzieła zniszczenia. Skuteczne kopnięcie z pola Dawida Pańczyszyna i trzecie tego dnia przyłożenie Schultersa pozwoliły im rozbić Orły 37:4.

W poprzednich dwóch meczach w barwach Eagles Bettencourt podał na cztery przyłożenia. W niedzielnej batalii z Panterami aż cztery razy posłał futbolówkę w ręce przeciwników: Karola Mogielnickiego, Mateusza Szeflera, Deante Battle i Demetriusa Eatona.

Dzięki wygranej Pantery wspięły się na drugie miejsce w tabeli i w przypadku gdy zakończą sezon z taką samą liczbą zwycięstw co Orły, to drużyna z Wrocławia będzie lokatę wyżej. Imponujący triumf w stolicy bardzo wydatnie przybliżył Panthers do prawa rozegrania półfinału Topligi na własnym boisku.

- Już po pierwszym meczu z Eagles zaznaczaliśmy, że to warunki atmosferyczne dwa tygodnie temu we Wrocławiu zdeterminowały wynik rywalizacji. Dzisiaj pełnię swoich umiejętności mogli pokazać nasi skrzydłowi i running back, który wraca do właściwej dyspozycji. Obrona nie straciła dzisiaj żadnych punktów, do tego aż cztery razy przechwyciła podania rozgrywającego Eagles. Teraz mamy trzy tygodnie na przygotowania do rewanżu z Seahawks. Zawodnicy otrzymali od trenerów tydzień oddechu. 22 czerwca we Wrocławiu chcemy się zrewanżować Jastrzębiom i pokazać z jak najlepszej strony przed play-off - powiedział Jakub Głogowski, menedżer Panthers Wrocław.

- Porażka ta niewątpliwie jest bolesna. Atak wykazał się nikłą skutecznością, a dobre okazje do zdobycia punktów zaprzepaszczaliśmy przechwytami. Kiedy udaje ci się przeciwko tak dobrym zespołom jak Panthers zmusić rywali do straty, to trzeba umieć przekuć to na punkty. Nam tej umiejętności zabrakło. Sportowo dzisiaj przegraliśmy, ale odnieśliśmy wielki sukces organizacyjny. Przy Konwiktorskiej 6 pojawiło się dzisiaj mnóstwo rodzin z dziećmi, które miały wielką frajdę podczas swojego dnia - skomentował Roman Iwański, prezes Warsaw Eagles.

Najlepszym zawodnikiem meczu był skrzydłowy gości Tomasz Dziedzic, który złapał siedem podań. Bardzo dobrze atakiem Panter kierował jego brat Bartosz. Do wysokiej formy wraca też MVP zeszłorocznego SuperFinału Jamal Schulters. Na wyróżnienie zasłużyła też cała linia defensywna wrocławian, która nieustannie wywierała presję na quarterbacku gospodarzy. Jakub Grabas, Bartosz Zalejski, Szymon Adamczyk, Robert Rosołek i Bartosz Świątek przynajmniej po raz powalali rozgrywającego rywali przed linią wznowienia akcji. Biegi bardzo dobrze zatrzymywał Kamil Ruta, a Deante Battle uniemożliwiał Orłom skuteczne podania i pokazał się z dobrej strony w formacjach specjalnych.

Najlepszymi zawodnikami Orłów byli Clarence Anderson i Andre Whyte. Pierwszy wykonywał ładne akcje powrotne oraz zdobył sporo jardów po akcjach podaniowych i biegowych. Drugi, do momentu doznania kontuzji bardzo dobrze zatrzymywał biegi Schultersa. W pierwszej kwarcie Whyte przechwycił jedno z podań Bartosza Dziedzica.

Kolejny mecz Eagles rozegrają 14 czerwca, gdy na własnym boisku podejmą Kozły Poznań. Przed Panterami trzytygodniowa pauza. 22 czerwca wrocławianie będą gospodarzami szlagieru. Do stolicy Dolnego Śląska przyjedzie lider z Gdyni.

Więcej o: