Londyn 2012. Problem Fyrstenberga i Matkowskiego

Polscy tenisiści na igrzyskach w Londynie mają szansę na bezprecedensowy sukces, ale na kortach Wimbledonu debliści Mariusz Fyrstenberg i Marcin Matkowski zmagać się będą nie tylko z rywalami. Przede wszystkim z niewygodną nawierzchnią.
Warszawa.sport.pl na Facebooku. Dołącz do nas!

W ostatnich sezonach zadomowili się w światowej czołówce. Tam, gdzie się pojawią są uznawani za jednych z faworytów do zwycięstwa. W największych turniejach nauczyli się już osiągać sukcesy. Rok temu zagrali po raz pierwszy w finale Wielkiego Szlema. Na US Open nie sprostali austriacko-niemieckiej parze Jürgen Melzer i Philipp Petzschner. Kibice z pewnością mają w pamięci skandal z udziałem Niemca, który zamiast rakietą, odbił piłkę ciałem. Zauważyli to wszyscy oprócz arbitra. Na zakończenie szli jak burza w Masters, który skupia osiem najlepszych par na świecie. Ale prestiżowy finał padł łupem pary Maks Mirny/Daniel Nestor.

- W tym roku gramy najlepszy tenis. Czujemy to - mówi po nieudanym Wimbledonie warszawiak Fyrstenberg. Polacy wcześniej wreszcie wygrali poważne zmagania w Barcelonie i Madrycie. Oba na kortach ziemnych.

I właśnie nawierzchnia w Londynie może mieć znaczenie. Na US Open polscy debliści dotarli do finału. W Australian Open otarli się o finał, a na Roland Garros grali w ćwierćfinale. Tylko na Wimbledonie nie wyściubili nosa wyżej niż druga runda.

Turniej olimpijski odbędzie się właśnie na trawiastych kortach Wimbledonu. - Trawa nie jest naszą najmocniejszą stroną, a raczej najsłabszą - nie ukrywa Fyrstenberg. Pochodzący ze Szczecina Matkowski także zdaje sobie sprawę z problemu. - Patrząc na nasze wyniki na trawie, nie jesteśmy faworytami. Nigdy nie czuliśmy się najlepiej na tej nawierzchni - mówi.

W sezonie olimpijskim trzy starty na trawie kończyły się już na pierwszych rundach. - Pewność siebie nie jest na najwyższym poziomie. Desperacko potrzebujemy pierwszego wygranego meczu, aby pokazać się z dobrej strony i uwierzyć w siebie. Na pewno jesteśmy dobrze przygotowaniu fizycznie - zapewnia Fyrstenberg.

Z drugiej strony Polacy jednak potrafią wygrywać na trawie. Udowodnili to w Eastbourne (2009), aby rok później obronić tytuł. Podczas igrzysk będą zameldowani w wiosce olimpijskiej, ale PKOl wynajął im specjalnie dom blisko kortów. Wszystko ze względu na dojazdy, które z wioski mogą potrwać nawet półtorej godziny, dlatego przed meczami będą odpoczywali w wynajętym lokum.

- Znamy swoją wartość, potrafimy wygrywać z najsilniejszymi. To będzie też inny turniej. Zabraknie najlepszych par, które grają na co dzień razem. W igrzyskach mogą grać tylko pary narodowe, my jesteśmy jedną z nich, zgraną już. To zwiększa szansę - zauważa Matkowski.

Przygotowanie fizyczne, o którym mówił Fyrstenberg, to klucz do sukcesu zdaniem trenera Radosława Szymanika. - Formę przygotowujemy specjalnie na igrzyska. To główny cel. Obyło się na szczęście bez większych urazów - mówi szkoleniowiec. - Chcieliśmy dobrze zaprezentować się na Wimbledonie, ale nie udało się. Potrzebujemy troszkę szczęścia, żeby dobrze wejść w turniej. Wtedy wszystko stoi przed nami otworem - dodaje.

- Obaj dobrze serwują i nie mają problemów z grą wolejem. Słabość wynika z dużej nerwowości. Bardzo chcą udowodnić, że potrafią zagrać dobrze na Wimbledonie i nie wychodzi - analizuje Szymanik. - W tym roku największym problem był return, dlatego przegrywali dużo gemów serwisowych rywali - dodaje.

Na swoich pierwszych igrzyskach w Atenach polski debel gładko uległ szwajcarskiemu duetowi Yves Allegro/Roger Federer. W Pekinie do strefy medalowej wystarczył malutki krok, ale ostatecznie wykonali go Szwedzi i to oni później cieszyli się ze srebrnych medali. - Przeżyliśmy to niepowodzenie. Byliśmy tak blisko, ale nie udało się - wspomina dziś Fyrstenberg.

Które pary będą faworytami w Londynie? Na pewno amerykańscy bracia Bryanowie (pałają żądzą rewanżu za Pekin, gdzie wywalczyli tylko brąz) czy Federer z Wawrinką ze Szwajcarii (bronią złotego medalu). Groźny będzie duet Djokovicia z Troickim. Ciekawy zapowiada się współpraca Amerykanów Isnera i Roddicka.

- Skoro osiem lat temu przegraliśmy w pierwszej rundzie, cztery lata później wygraliśmy dwa spotkania więcej. W tym roku może znowu dołożymy kolejne zwycięstwa? - zastanawia się Fyrstenberg, który doskonale wie, że taki postęp może zagwarantować olimpijski krążek.

Kto ma rację w wymianie zadań między Włoszczowską i Szurkowskim?
Włoszczowska
Szurkowski
Ile medali zdobędzie Polska?
Londyn 2012 czy Euro 2012?
igrzyska
piłka