Sport.pl

Londyn 2012. Do trzech razy sztuka Aleksandry Sochy

Koleżanki z reprezentacji widzą Aleksandrę Sochę na olimpijskim podium. Dla niej będą to już trzecie igrzyska w karierze. Do trzech razy sztuka?
To będą już trzecie igrzyska Sochy. W Atenach i Pekinie kończyła rywalizację poza pierwszą dziesiątką. - Jadę z optymistycznym nastawieniem. Harowałam na to całe cztery lata. Ostatnie dwa to była szczególnie ciężka praca. To zaowocowało srebrnym medalem na mistrzostwach Europy w poprzednim roku i kwalifikacją olimpijską - mówi Socha.

Przed chwilą wywalczyła kolejny krążek mistrzostw Europy. We włoskim Legnano dołożyła brąz. - Medal może nie dodał pewności siebie, ale utwierdził mnie w przekonaniu, że ciężka praca idzie w dobrym kierunku i wszystko idzie zgodnie z planem - mówi zawodniczka AZS AWF Warszawa.

W karierze tylko raz była najlepsza w Europie. Tytuł wywalczyła w 2004 roku w Kopenhadze. Raz stawała na podium mistrzostw świata. W Hawanie zdobyła brązowy medal (2003).

Ryzyko kosztuje

Socha każdego roku spędza w Stanach Zjednoczonych po trzy lub cztery miesiące. Tam od trzech lat trenuje z trenerem amerykańskiej kadry szablistek Edwardem Korfantym, który doprowadził jej najgroźniejszą rywalkę Mariel Zagunis do tytułu mistrzyni olimpijskiej i świata.

Niedawno wróciła z kolejnej eskapady. W ośrodku prowadzonym przez Korfantego w Portland szlifowała olimpijską formę. - Cieszę się, że mam możliwość współpracy z panem Korfantym - podkreśla Socha. - Wiadomo, że każdy trener ma inne spojrzenie na szermierkę. Spojrzenie pana Korfantego mi odpowiada. Staram się od każdego szkoleniowca wychwycić to, co jest mi najbardziej potrzebne - dodaje.

Ostatnim etapem przygotowań było zgrupowanie w Spale. Tam ponownie spotkała się z Korfantym, który ze swoimi podopiecznymi aklimatyzuje się już w Europie.

Socha nie została objęta programem "Klub Polska" Londyn 2012, który skupia najlepszych i spełnia praktycznie wszystkie zachcianki sportowców w olimpijskich przygotowaniach. Na pomoc finansową od Polskiego Związku Szermierczego trudno liczyć, dlatego koszt wyjazdu do Stanów spadł na jej barki.

- Pomimo, że jestem medalistką mistrzostw Europy zostałam objęta tzw. "ścieżką indywidualną" (związek przygotuje strategię przygotowań do IO 2012 - przyp. red.), ale tak naprawdę nie wiem co ona mi daje. De facto nie mogę organizować obozów zagranicznych i tym to się różni. Polski Związek Szermierczy może mi tylko opłacać treningi u pana Korfantego - wyjaśnia.

- Zaryzykowałam - nie ukrywa Socha. - Trzeba też inwestować w siebie. Nie mam do nikogo pretensji - podkreśla.

Ryzyko kosztuje. Przez trzy lata koszt przygotowań zza Oceanem wyniósł ponad dziesięć tysięcy dolarów. - Szczerze mówiąc nie liczyłam. Wiedziałam, że nikt mi za to nie zwróci - tłumaczy Socha.

Dogonić igrzyska

Początek roku był dla Sochy pechowy. W styczniu dopadły ją problemy z kręgosłupem. Na nieszczęście wypadł jeszcze dysk w odcinku lędźwiowym. Przerwa trwała dwa miesiące, dlatego występ w Londynie stał pod dużym znakiem zapytania. Czas uciekał, a ona musiała jeszcze wywalczyć kwalifikację. - Wszystkie walki w lutym i marcu przegrywałam w pierwszych rundach. Jeśli człowiek nie może trenować i nawet chodzenie sprawia kłopoty to nie można mówić o profesjonalnym uprawianiu sportu - mówi.

Po kontuzji nie ma już śladu dzięki pracy Mateusza Potocznego z klinki Rehasport Clinic i Dariusza Straszewskiego z Carolina Medical Center. - Trafiłam na uzdrowicieli. Rehabilitacją sprawili, że normalnie funkcjonuję i mogę w stu procentach, a nawet więcej trenować. Wszystko wróciło do formy, ale czasem zdarzają się dni, że kręgosłup daje o sobie znać - mówi Socha, która nie zaprzestała rehabilitacji. Pojawia się na niej dwa razy w tygodniu.

W Londynie Socha będzie jedną z faworytek do przywiezienia medalu. Głośno o tym mówią koleżanki z reprezentacji, która w szermierce ma osiem szans medalowych. - Szermierka to sport nieprzewidywalny. Każdy może wygrać albo przegrać - studzi nastroje.

Najgroźniejsze rywalki to przede wszystkim Amerykanka Mariel Zagunis, z którą Socha trenowała w Portland. Zagunis to dwukrotna mistrzyni olimpijska i świata. W Londynie będzie broniła złota. Obawiać się należy mistrzyni świata z 2011 roku Zofii Wielikiej z Rosji i Ukrainki Olgi Charłan. - Nie bez przyczyny zajmują pierwsze trzy miejsca na liście światowej. Praktycznie na każdych zawodach Pucharu Świata nie schodzą z podium - mówi Socha. - Ale mam z nimi równy bilans - dodaje.

Socha marzy o olimpijskim medalu, którego brakuje w bogatej kolekcji. W Londynie zatem do trzech razy sztuka? - Tak wszyscy mówią. Dla mnie celem jest wygranie pierwszej walki, a już kolejna będzie dla mnie pierwszą. Z takim nastawieniem podchodzę do każdego turnieju. Nie chcę nakładać na siebie dodatkowej presji. Sama ranga imprezy już przyprawia o większe emocje - mówi Socha.

Igrzyska będą dla niej szczególne, bowiem pierwszy raz będzie mogła uczestniczyć w ceremonii otwarcia. Startuje później niż koleżanki, które widowisko obejrzą w telewizji. - To coś wspaniałego znaleźć się wtedy na stadionie. Zawsze oglądałam ceremonię otwarcia w telewizji. Jestem strasznie podekscytowana, że będę mogła wziąć w tym udział - cieszy się Socha.

Więcej o:
Kto ma rację w wymianie zadań między Włoszczowską i Szurkowskim?
Włoszczowska
Szurkowski
Ile medali zdobędzie Polska?
Londyn 2012 czy Euro 2012?
igrzyska
piłka