Sport.pl

Londyn 2012. Sylwia Gruchała: Chcę zdobyć złoto

- Za cztery lata na igrzyska do Rio nie pojadę, będę już wtedy miała 35 lat. Londyn to moje czwarte i ostatnie igrzyska. Ale mam już medale, dlatego nie czuję presji. Mam w sobie luz. Sama dla siebie jestem największym przeciwnikiem. Jeśli wygram ze swoimi emocjami, to osiągnę dobry wynik. Chcę zdobyć złoto, bo brakuje mi go do kolekcji - zapowiada Sylwia Gruchała.
Gruchała jako pierwsza może zdobyć olimpijski medal w Londynie. W sobotę rozpocznie się turniej indywidualny florecistek, a Polka jest w ścisłym gronie faworytek.

- Cieszę się, że dotrwałam do igrzysk bez żadnych kontuzji. Czuję się bardzo dobrze. Dla mnie to coś niesamowitego, że mogę po raz czwarty startować w igrzyskach olimpijskich i walczyć z najlepszymi zawodniczkami na świecie. To sukces, że udało mi się dotrwać. Jeszcze kilka lat temu bywało z tym różnie. Miałam momenty załamania, a jednak udało mi się podnieść. To dla mnie najważniejsze - mówi Gruchała.

Srebrny medalista z Pekinu, Radosław Zawrotniak widzi koleżankę z reprezentacji na olimpijskim podium. - Jest niesamowita. Jeśli tylko nikt jej nie zdenerwuje, nie wyprowadzi z równowagi, to znów może góry przenosić. Jest w stanie wygrać z każdym, bezapelacyjnie. Może przywieźć medal, nawet złoty - mówił niedawno "Gazecie".

- To bardzo miłe, że ktoś kto zna się na szermierce potrafi coś dobrego powiedzieć. Dobrze życzyć bez żadnej zazdrości - podkreśla Gruchała.

Do kolekcji brakuje jej tylko olimpijskiego złota. W Sydney z koleżankami wywalczyła srebro. W Atenach indywidualnie cieszyła się z brązu. W poprzednim roku zmieniła klub. Z Gdańska przeniosła się do AZS AWF Warszawa. W stolicy trenuje pod okiem Piotra Majewskiego i chwali sobie współpracę.

- Mam poczucie, że nie mam sobie nic do zarzucenia. Postawiłam wszystko na jedną kartę. Bardzo dobrze pracowało mi się z nowym trenerem. Atmosfera była doskonała. Zrobiliśmy kawał dobrej roboty. Mam nadzieję, że ona zaowocuje - mówi florecistka.

Apetyty rozbudziła ostatnio zwycięstwem w silnie obsadzonym Pucharze Świata w Seulu, gdzie sięgnęła po dwunasty triumf w karierze. Pozytywnego obrazu nie zaciera kiepski występ na mistrzostwach Europy. - Zmęczenie musiało mnie w końcu dopaść - tłumaczy. Cieszę się, że w tym roku wyjątkowo udało mi się trzymać stabilną formę. Dobrze mi się walczyło w Pucharze Świata. Pod koniec byłam już zmęczona podróżami. W przeciągu dwóch tygodni byłam w Azji i to odczułam. Mistrzostwa Europy były ważne, ale zawaliłam. Zdążyłam już odpocząć i przygotować się. Jestem teraz głodna walki - zapewnia.

W ramach przygotowań Gruchała zaczęła nawet walczyć z mężczyznami. - Inaczej się walczy z nimi. Walka z florecistą odbywa się w przyspieszonym tempie. Są na świecie florecistki, które walczą męskim stylem, np. francuskie zawodniczki, dlatego takie doświadczenie przydało się - mówi. - Na pewno poprawiłam pracę nóg, która jest istotna. W szermierce bazuje się na odległości, dlatego potrzebne są mocne nogi, aby nie dać się zaskoczyć przeciwnikowi, tylko jego - dodaje.

Gruchała nie bez kozery wymieniła francuskie florecistki, które będą rywalkami Polek w pierwszym starciu na igrzyskach w turnieju drużynowym. Stawką będzie awans do półfinału, ale nie będzie łatwo. To wybitnie niewygodny rywal. Nasze florecistki wygrały z nimi ostatnio trzy lata temu na mistrzostwach Europy.

- W tym roku nie startowałyśmy zbyt często, dlatego nasz występ jest niewiadomą. Francuski nam nie leżą, ale łatwo się nie poddamy. Od początku do końca będziemy z nimi walczyć ze wszystkich sił. Od strony taktycznej mamy je rozpracowane. Dwa ostatnie obozy spędziliśmy na analizie wideo - mówi Gruchała.

- Wierzę, że damy radę, bo wiem jak ciężką drogę przeszłyśmy. Właśnie o to chodzi, żeby radzić sobie w trudnych momentach. Przez ostatnie lata było ciężko. Zmagałyśmy się z różnymi trudnościami. Mimo to myślę, że udało nam się dobrze przygotować, a jak będzie to zobaczymy - dodaje.

Przy nazwisku Gruchały widnieje numer osiem w rozstawieniu. To oznacza, że w walce do upragnionej strefy medalowej stanie naprzeciw Valentiny Vezzali. Włoszka to pięciokrotna mistrzyni olimpijska (trzy razy indywidualnie i dwa razy w drużynie). Będzie broniła złota z Pekinu i największą faworytką w Londynie.

- Igrzyska rządzą się własnymi prawami, ale wolałbym mieć wyższe rozstawienie, żeby później spotkać się z najlepszymi zawodniczkami - nie ukrywa Gruchała. - Ale to nie znaczy, że boję się walczyć z Vezzali wcześniej. Wielokrotnie z nią przegrywałam, dlatego chciałabym zwyciężyć właśnie na igrzyskach. Dzisiaj mogę powiedzieć, że jestem gotowa z nią wygrać - zapowiada.

Wraca pamięcią do walki z Włoszką sprzed dwóch lat. - Walczyłam z nią wtedy o wejście do najlepszej czwórki mistrzostw świata. Prowadziłam, ale czułam do niej wielki respekt i nie dawałam sobie prawa, że mogę z nią wygrać. Wychodziłam z założenia, że jest lepsza ode mnie. Mimo mojej waleczności i chęci zwycięstwa to ona w końcówce zadała decydujące trafienie. Uważam, że wtedy zadecydowała głównie sfera psychiczna. Teraz chcę ją dopaść - kończy.

Więcej o:
Kto ma rację w wymianie zadań między Włoszczowską i Szurkowskim?
Włoszczowska
Szurkowski
Ile medali zdobędzie Polska?
Londyn 2012 czy Euro 2012?
igrzyska
piłka