Jak Tomasz Majewski nie został trójskoczkiem

Tomasz Majewski unikał lekcji wychowania fizycznego, a sił w sporcie próbował w trójskoku i rzucie dyskiem. Trenerzy szybko zrozumieli, że jest skazany na pchnięcie kulą. W Londynie został pierwszym od 1956 roku kulomiotem, który obronił olimpijskie złoto.
Majewski pochodzi z małej wioski Słończewo koło Ciechanowa. Do Ciechanowa przeniósł się, aby podjąć naukę w miejscowym liceum. Tam zaczął przygodę z lekkoatletyką. Brat stryjeczny był trenerem biegów i skoków, dlatego obaj postawili najpierw na trójskok. Szybko okazało się, że ta dyscyplina nie była pisana przyszłemu mistrzowi olimpijskiemu.

- Z nim w ogóle były poważne problemy. Ze wszystkim. Koordynacyjne, z bieganiem. Tragedia była. Więc Zbyszek zaczął z nim ogólnorozwojówkę, żeby doprowadzić go do kultury, a ja delikatnie zacząłem go przysposabiać do rzutu dyskiem. Potem rozmawiałem z nauczycielem ze szkoły podstawowej na wsi. Powiedziała mi, że Tomek w ogóle nie uczestniczył w lekcjach WF-u. Unikał ich, bo tam grali tylko w nogę, albo skakali w dal, a on sobie z tym nie radził - wspominał w "Gazecie" pierwszy trener Witold Suski.

Postawiono zatem na rzut dyskiem, ale problem pozostał. Koordynacja.

- No, bo to była wielka tyczka, chuda. Wydawało mi się, że będzie za chudy do kuli. Więc najpierw próbowaliśmy tylko dysku. Potem okazało się że nic z tego nie będzie. Chodziło o to, że Tomek nie miał sprawnych stóp. W dysku potrzeba chwytnych stóp. A on ma stopę nr 15,5. To nie jest stopka, która będzie łapać grunt. Kiedy to się wszystko kupy nie trzymało, powiedziałem: Tomciu, przynieś kulkę, zobaczymy co z tego wyjdzie. Tomciu przyniósł kulki, stanął w rozkroku, w najprostszej pozycji i skrobnął tak, że powiedziałem: Tomciu, odnieś kochany dyski, znaleźliśmy dla ciebie konkurencję! - mówił Suski.

Majewski w końcu odnalazł przeznaczenie, ale Suski nie pozbył się wątpliwości.

- Bo przede wszystkim trzeba było pracować nad jego ogólną sprawnością. Krzepę miał, ale nie umiał jej użyć. Dwóch ludzi nad nim pracowało. Pojechaliśmy na mistrzostwa Polski juniorów młodszych. Tomek był ostatni. Co prawda dopiero pół roku pchał kulą, no, ale jednak... Rok później też źle. 14 metrów kulą sześciokilogramową - wspominał trener, który odkrył Majewskiego.

- Panie, ja 40 lat jestem w sporcie. Nie tak łatwo mnie zniechęcić. Potrafię poznać, co siedzi w człowieku. Wiedziałem, że u niego potrzebny jest czas, tak jak u każdego dużego chłopaka. Mniejsi są sprawniejsi, szybciej łapią technikę i na początku dzięki temu wygrywają. Duzi długo łapią, ale jak już złapią, to mali znikają. Dwa lata i już ich nie ma. Dlatego byłem cierpliwy - mówił Suski. Majewski dzisiaj mierzy 204 cm i waży około 140 kg.

Suski prowadził Majewskiego do jesieni 2001 roku. W trakcie współpracy kulomiot przekroczył granicę 18 m. Później zaopiekował się nim Henryk Olszewski, z którym Majewski pracuje do dziś. Pod jego okiem rozwinął skrzydła. W 2003 roku na zawodach Pucharu Europy złamał barierę 20 m. Po raz pierwszy w karierze.

Przeniósł się do Warszawy. Majewski codziennie dojeżdżał ze swojego mieszkania na Ursynowie do AWF metrem. A w metrze czytał książki. Uwielbia fantasy. W dzieciństwie marzył, żeby zostać pisarzem.

Jest magistrem politologii warszawskiego Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego, ale ma większe ambicje. - Muszę iść na drugie studia. Odkąd nie robię nic poza sportem - głupieję. Szukam jakiegoś kierunku, na którym mogę zrobić studia podyplomowe - mówi Majewski.

W tym roku został ojcem, co pomogło mu w stabilizacji. Teraz większość wolnego czasu spędza z dzieckiem i żoną Anią.

W Londynie ponownie oszukał rywali. Stoczył pasjonujący pojedynek z mistrzem świata Davidem Storlem. Pokonał Niemca o trzy centymetry i został pierwszym od 1956 roku kulomiotem, który obronił olimpijskie złoto. W Pekinie nie był faworytem. Marzył po cichu o brązowym medalu, ale wbrew wszystkich zaszokował świat. Wtedy w finale najpierw uzyskał 21,21 m, by w czwartek próbie wykonać "złoty rzut" - 21,51 m.

- Tam jechałem walczyć, w dodatku nie za wiele oczekując. Teraz jadę bronić tamtego triumfu - mówił przed igrzyskami. Słowa dotrzymał, ale musiał pchnąć już dalej, bo 21,89 m. Tylko o sześć centymetrów mniej od rekordu życiowego.

- Wiedziałem, że ponad 50 lat temu Parry O'Brien obronił złoto olimpijskie. On był legendą. Jestem dumny, że udało mi się to samo - mówił po zwycięstwie Majewski. - Cieszę się, że się ogarnąłem po tym dalekim rzucie Davida. Czuję wielką radość, bardzo rozbawiło mnie to, że znowu mi się udało, że znowu w pewien sposób ich oszukałem, mimo że są lepsi, w najważniejszym konkursie - dodawał o rywalach śmiejąc się.

Majewski oprócz dwóch tytułów mistrza olimpijskiego ma na swoim koncie srebro mistrzostw świata wywalczone w Berlinie w 2009 roku. Rok później w Barcelonie został wicemistrzem Europy.

W historii polskiego sportu zapisał się jako siódmy olimpijczyk, który dwa razy z rzędu triumfował na igrzyskach. Dołączył do panteonu wielkich nazwisk, m.in. Jerzego Kuleja, Roberta Korzeniowskiego czy Tomasza Kucharskiego i Roberta Sycza.

Jest też czwartym Polakiem, który posłał kulę na odległość ponad 21 m. Przed nim byli: mistrz świata z Helsinek 1983 Edward Sarul, Helmut Krieger i Władysław Komar, który na olimpiadzie w Monachium zdobył złoto. Majewski w tym gronie jest najlepszy, ale za chwilę może być pierwszym Polakiem, który złamie magiczną granicę 22 m.



Kto ma rację w wymianie zadań między Włoszczowską i Szurkowskim?
Włoszczowska
Szurkowski
Ile medali zdobędzie Polska?
Londyn 2012 czy Euro 2012?
igrzyska
piłka