NBA. Clippers przejmują panowanie w "Lob City"

Showtime - fantazyjny styl gry Lakers - teraz domeną Clippers. Słabeusz z Los Angeles przyćmiewa sławnych rywali, bilety na ich mecze wyprzedano.
W sparingu przed sezonem NBA Clippers w efektownym stylu pokonali Lakers 114:95. "Z jednej strony wynik i przebieg meczu o niczym nie świadczą, ale z drugiej - mówią wszystko" - napisał o poniedziałkowym starciu "Los Angeles Times". Obecny od lat 80. i czasów Magica Johnsona showtime, czyli fantazyjny styl gry Lakers, jest teraz domeną Clippers.

Nigdy nie mieli gwiazd, sezon z dodatnim bilansem w ich wykonaniu był tak rzadkim zjawiskiem jak śnieg w Los Angeles. W 2000 r. "Sports Illustrated" dał na okładce trzech fanów Clippers z papierowymi torbami na głowach i podpisem: "Najgorszy klub w historii". Bilety na ich mecze rozdawano dzieciom, żeby trybuny nie świeciły pustkami.

Lakers? Ikona NBA. 16 mistrzowskich tytułów, z czego pięć w ostatnich 12 sezonach. Grali w nich człowiek z logo NBA - Jerry West, zdobywca 100 punktów w jednym meczu Wilt Chamberlain, najskuteczniejszy strzelec w historii ligi Kareem Abdul-Jabbar, Magic Johnson, Shaquille O'Neal. Dziś liderem drużyny jest Kobe Bryant.

Na meczach Lakers uwielbiają się pokazywać celebryci z Hollywood - ich największym fanem jest Jack Nicholson, obok siadają Denzel Washington, Leonardo DiCaprio, David Beckham czy muzycy Red Hot Chili Peppers.

- Ale Los Angeles jest wybredne - dzisiaj jesteś na pierwszych stronach gazet, jutro nikt o tobie nie pamięta - mówi Laura Lane, dziennikarka ESPN. - Będą cię kochać, jeśli będziesz wygrywał. Jak zaczniesz przegrywać, pójdą gdzie indziej.

Los Angeles poszło na Clippers. Przed rozpoczynającym się 25 grudnia sezonem dotychczasowy słabeusz szybciej wyprzedał bilety niż mocarz, a na ESPN napisano, że jeśli Święty Mikołaj guzdra się w tym roku z prezentami, to jest tak dlatego, że zarzucono go prośbami o wejściówki na Clippers.

Powody? Chris Paul, czołowy rozgrywający NBA, który właśnie przyszedł z New Orleans Hornets, stworzył najbardziej efektowne trio NBA z młodymi latającymi nad obręczami Blakiem Griffinem i DeAndre Jordanem. Na Los Angeles już mówi się "Lob City", bo najczęstszym zagraniem Clippers mają być podania nad obręcz i wsady z powietrza. Lakers przekonali się o tym w poniedziałek.

Clippers ściągnęli też doświadczonych - Chaunceya Billupsa i Carona Butlera - i zupełnie poważnie wymienia się ich w gronie kandydatów do gry w finale NBA.

Lakers, etatowy kandydat do mistrzostwa, na ich tle wyglądają mało atrakcyjnie. Poprzedni sezon Bryant i spółka zakończyli klęską 0-4 w II rundzie play-off z Dallas Mavericks. Z klubu odszedł wielki trener Phil Jackson, kilka dni temu o transfer poprosił ważny gracz Lamar Odom, a Bryant i Pau Gasol są coraz starsi i wolniejsi.

Bryant, który zdobył pięć tytułów, a szóstym chce dogonić Michaela Jordana, w symbolicznej akcji sparingu został zablokowany przez DeAndre Jordana, a upadając na boisko uraził nadgarstek rzucającej ręki. Gwiazdor Lakers ma ostatnio kiepską passę - jego żona Vanessa po dziesięciu latach małżeństwa wystąpiła o rozwód, a że para nie podpisała intercyzy, to należy jej się połowa fortuny koszykarza o wartości szacowanej na 150 mln dol.

W Los Angeles żartuje się, że w postępowaniu rozwodowym Vanessa chce także karnet na mecze Clippers.