Remis w Kopenhadze, bo Legia miała Muchę

Wynik lepszy niż gra - tak można podsumować występ Legii w Kopenhadze. Zespół Jana Urbana zremisował 1:1 i jest faworytem do awansu do IV rundy eliminacyjnej Ligi Europejskiej.
Zła wiadomość jest taka, że kilka minut przed końcem kontuzji doznał Inaki Astiz. Trzy dni przed pierwszym meczem w Ekstraklasie Legia została bez dwóch najlepszych środkowych obrońców - w Gruzji urazu mięśnia doznał Dickson Choto, na boisko wróci za kilka tygodni. Nie wiadomo, jak poważny jest uraz Astiza. Wiadomo, że w tej chwili para stoperów Legii to Wojciech Szala i Artur Jędrzejczyk. Ten drugi ma 21 lat i za sobą... jeden występ w ekstraklasie (2006 rok). Ostatnio był wypożyczony do Dolcana Ząbki, wcześniej występował w GKS Jastrzębie. Do Legii wrócił po dwóch latach.

W kontekście tego, co działo się w Kopenhadze, strata Astiza może mieć kluczowe znaczenie w rewanżu. We czwartek bohaterem Legii był bezsprzecznie Jan Mucha. Słowacki bramkarz obronił przynajmniej dziesięć strzałów rywali. Odbijał piłki w sytuacjach sam na sam, łapał strzały z dystansu. A kiedy trzeba było - np. w 80. min - pomagało mu szczęście. Odbita przez niego piłka wylądowała na poprzeczce.

Legia była zdecydowanie słabsza przede wszystkim w pierwszej połowie. Miała dużo strat w środku boiska, grała nerwowo, nieprzemyślanie i nie radziła sobie z agresywnym pressingiem Duńczyków. Popełniała błędy, które naprawiał Mucha. Akurat w Danii nie sprawdziła się koncepcja z trzema środkowymi pomocnikami (Iwański, Giza i Roger) - wyraźnie brakowało kogoś do odbierania piłek, przerywania akcji rywali i agresywniejszej gry. We wczorajszym meczu Urban po raz pierwszy zestawił skład Legii w taki sposób. Posadził na ławce Macieja Rybusa, a Sebastiana Szałachowskiego przesunął ze środka na lewe skrzydło - wszystko po to, by znaleźć miejsce dla wracającego do formy i gry w pucharach po dyskwalifikacji za czerwoną kartkę sprzed roku Rogera. Rybus wypadł kosztem Miroslava Radovicia, a miejsce Adriana Paluchowskiego zajął w ataku Marcin Mięciel. Trener postawił na doświadczenie tak potrzebne w pucharach.

Wszystko mogło potoczyć się inaczej, gdyby w piątej minucie Mięciel wykorzystał dośrodkowanie z prawej strony. Ale źle trafił w piłkę, stojąc pięć metrów przed bramką. Legia przetrwała, głównie dzięki słowackiemu bramkarzowi, kolejne pół godziny i niedługo potem strzeliła gola. Sebastian Szałachowski został sfaulowany w polu karnym, a z 11 metrów nie pomylił się Iwański. Wszyscy z Legii mogli odetchnąć.

W drugiej połowie mecz był bardziej wyrównany, choć wciąż lepsi byli Duńczycy. Ale nie mieli już tak nieprawdopodobnych okazji jak przed przerwą. Karnego spowodował na niewiele ponad kwadrans przed końcem Jakub Rzeźniczak, a Mucha raz jeden dał się pokonać.

Legia zagrała w Danii zbyt bojaźliwie, jakby niepewna formy i dyspozycji z początku sezonu. Wynik jest lepszy niż gra, zespół Urbana wciąż jest niepokonany w tym sezonie. Wyeliminowanie Duńczyków, tak jak mówili trenerzy i piłkarze Legii przed spotkaniem, jest w ich zasięgu. Za tydzień trzeba tylko zagrać lepiej niż w Kopenhadze i uniezależnić się od formy Muchy.

Broendby Kopenhaga - Legia Warszawa 1:1 (0:1): Farnerud (73. karny) - Iwański (41. karny)

Broendby: Stephan Andersen - Jon Jonsson (60. Morten Rasmussen), Max von Schlebrugge, Mikkel Bischoff (33. Anders Randrup), Thomas Rasmussen - Mikael Nillson, Samuel Holmen, Mike Jensen, Michael Krohn - Dehli (81. Jan Kristiansen) - Osuman Jatta, Alexander Farnerud

Legia: Jan Mucha - Jakub Rzeźniczak Ż, Wojciech Szala, Inaki Astiz (83. Artur Jedrzejczyk), Tomasz Kiełbowicz - Miroslav Radović (68. Maciej Rybus), Roger, Piotr Giza (76. Ariel Borysiuk), Maciej Iwański , Sebastian Szałachowski - Marcin Mięciel