Ultimatum Leszka Miklasa? "Legia musi wygrać wszystko"

- Na razie ten trener i ci piłkarze nie dają Legii tego, co trzeba i co powinni. Decyzje zapadną po ostatnim tegorocznym meczu, czyli po 17. kolejce - mówi Leszek Miklas, prezes Legii Warszawa w wywiadzie dla "Gazety Wyborczej" i Sport.pl.
Zobacz jak Legia grała w ostatnim meczu - Ekstraklasa.tv »

Legioniści w sobotę nie zdołali pokonać Piasta Gliwice, dwa tygodnie wcześniej przegrali w Białymstoku z Jagiellonią. Po dziesięciu kolejkach tego sezonu wicemistrzowie Polski są na czwartym miejscu w tabeli, mają siedem punktów straty do Wisły. Z liderem ekstraklasy zagrają 6 listopada w Sosnowcu.

Robert Błoński: W dwóch ostatnich meczach wyjazdowych Legia zdobyła punkt i strzeliła jednego gola. Czy prezes zastanawia się, dlaczego drużyna Jana Urbana na wyjazdach gra tak słabo od dwóch lat?

Leszek Miklas: Po każdym meczu rozmawiamy o tym, co było. Ale - tak jak powiedziałem - jakiekolwiek decyzje podejmiemy po zakończeniu rundy wiosennej, czyli po 17 meczach.

W porównaniu z poprzednim sezonem Legia ma o trzy punkty mniej i aż siedem straty do Wisły. Wtedy miała punkt przewagi, była współliderem po dziesięciu kolejkach.

- I to jest bolesne. Organizm, jakim jest Legia, niczego się nie uczy. Jak traciliśmy punkty na wyjazdach, tak tracimy. Wymagamy tego, by zespół wyciągał wnioski, nie powielał błędów.

A postęp w grze drużyny pan widzi?

- Nie, skąd. Wystarczy spojrzeć na tabelę, wystarczy spojrzeć na styl. Potrafimy zagrać mecze bardzo dobre, dobre i bardzo słabe.

Te bardzo dobre?

- Z Broenby w Warszawie i Lechem Poznań. Reszta nie zachwyciła. Co ciekawe, to były spotkania z dobrymi zespołami, lepszymi od tych, z którymi punkty traciliśmy. I to jest niepokojące. Umiejętności ta drużyna ma, ale nie zawsze z nich korzysta. Kiedy trzeba zagrać z zespołem słabszym, remisujemy albo przegrywamy. Jesteśmy bezradni, jeśli chodzi o skuteczność. W każdym meczu szwankuje coś innego. Raz nie umiemy strzelić bramki, kiedy indziej zawalczyć o swoje, czasem walczymy, ale za krótko. I dlatego nie mamy tylu punktów, ile powinniśmy.

Czy Jan Urban ma postawiony cel, ile punktów musi zdobyć w siedmiu pozostałych spotkaniach jesieni, żeby zachować posadę?

- Nie ma i nie będzie żadnego ultimatum. Nie określimy straty punktowej. Trener wie, jakie są oczekiwania zarządu. Po 17. kolejce nie możemy mieć straty, która teoretycznie i praktycznie wyeliminuje nas z walki o mistrzostwo.

Siedem punktów jest taką stratą?

- Trudno powiedzieć. Zobaczymy, ile punktów będzie miał lider. Zakładam, że do tytułu potrzeba około 70 punktów. Wisła na razie zdobyła ich 25. Zobaczymy, czy do końca roku wygramy wszystkie mecze. Jeśli tak, będziemy mieć do krakowian maksymalnie cztery punkty straty. To będzie do odrobienia. Niewiele już mamy punktów do stracenia.

Czyli jednak jest ultimatum dla trenera? Albo wygra wszystko do końca roku, albo straci pracę?

- Jeśli nie wszystkie mecze, to prawie wszystkie.

A jeśli nie wygra?

- To się zastanowimy, co zrobić.

Jak pan zareagował, kiedy dwa tygodnie temu otworzył poniedziałkowy "Fakt" i zobaczył zdjęcia balangujących do rana w centrum Warszawy piłkarzy Legii?

- Ręce mi opadły. Na wszystko jest czas i miejsce. To młodzi ludzie, ale muszą mieć trochę wyczucia. Owszem, zaczynała się dwutygodniowa przerwa w rozgrywkach, ale po porażce w Białymstoku w słabym stylu wypadałoby podkulić ogon. A już podjechanie na imprezę klubowym autokarem to absolutny brak wyobraźni.

Za rok o tej porze Legia będzie już grała na nowym, pięknym stadionie. Sądzi pan, że kibice wypełnią go w komplecie, jeśli poziom będzie taki jak teraz?

- My nie mamy wyboru. Musimy grać lepiej. I zrobimy wszystko, żeby tak było. Żeby poprawić jakość.

To znowu brzmi jak ultimatum dla trenera. Zespół ma natychmiast grać lepiej.

- Dużo czasu nie mamy, to prawda.

Tak trener kraje, jakich ma zawodników. A ci nie gwarantują jakości.

- Oczywiście, że winna całej sytuacji nie jest tylko jedna osoba. Ale ten trener i ci piłkarze nie dają Legii tego, co trzeba. Kiedy oglądam niektóre mecze, brakuje mi silnego przekonania, że dla zawodników wygrana jest wszystkim na boisku. Zdarza się, że paru ma jakieś przebłyski, ale to jest sporadyczne. A już te wszystkie narzekania na zbyt ciężką piłkę, mokrą piłkę albo grząskie boisko czy płakanie, że przeciwnik kopał po nogach, to przedszkole.

Czy prezes czuje się odpowiedzialny za to, że trzeci z kolei sezon nie tylko może być bez tytułu, ale że również nie ma poprawy jakości gry Legii?

- Jestem prezesem zarządu spółki i jestem odpowiedzialny również, a może przede wszystkim, za to, jak wygląda zespół. Czy można było zrobić coś lepiej, więcej? Gdybym wcześniej miał wiedzę, że tak - zrobiłbym to. Do tej pory wydawało nam się, że w warunkach, w jakich przyszło nam działać, zrobiliśmy wszystko, co trzeba. Będzie ogromny żal, jeśli drużyna nie będzie pasowała stylem do stadionu. Ale jest jeszcze chwila, żeby to wszystko spróbować naprawić.

Dlaczego Jan Urban powinien zostać w Legii? »