Vuković: Legia pod każdym względem najlepsza w Polsce

Jako kapitan żyłem Legią 24 godziny na dobę. Spędziłem w niej siedem fantastycznych lat, z formą bywało różnie, ale na boisku zawsze zapieprzałem na całego. Tak będzie w sobotę - mówi Aleksandar Vuković.
W sobotę o godz. 16 Legia gra na Łazienkowskiej z Koroną Kielce. W tym sezonie w barwach kieleckiego klubu występuje dwóch zawodników, którzy jeszcze niedawno występowali w Warszawie: Brazylijczyk Edson i Serb Aleksandar Vuković, wieloletni kapitan Legii.

Robert Błoński: W sobotę czeka cię szczególny mecz?

Aleksandar Vuković: Nigdy nie byłem w takiej sytuacji. To będzie coś wyjątkowego. Klub, przeciwko któremu zagram, jest najważniejszy w mojej dotychczasowej przygodzie z piłką. Nadzwyczajny mecz dla mnie. Tak czuję. Nigdy nie grałem przeciwko Legii, a do tego na Łazienkowskiej. Zżyłem się z tym klubem przez lata spędzone w Warszawie. Nigdy nie będzie mi obojętny.

Korona przyjedzie do Warszawy...

- ...po fatalnym, przegranym 1:2 meczu z Arką w Kielcach. Tamto spotkanie powinniśmy wygrać. Teraz musimy odrobić punkty na trudniejszym terenie.

Wiesz, jaki bilans ma Korona z Legią w stolicy?

- Nie zdobyła punktu.

Ani bramki.

- Korona, do ubiegłej soboty, nie przegrała nigdy w Kielcach z Arką. To tylko statystyki. Zobaczymy, co będzie po meczu.

Kiedy w sierpniu dołączył pan do Korony, spojrzał od razu w terminarz, kiedy jest mecz z Legią?

- Nie zdążyłem, dziennikarze od razu mi powiedzieli, kiedy gramy na Łazienkowskiej.

Odszedłeś z Legii pół roku temu. Interesowałeś się jej wynikami?

- Tak będzie już na zawsze. Śledzę, co dzieje się w Partizanie, i to samo jest z Legią. Ale bardziej zajmuję się problemami, które mamy w Koronie.

Ostatnio mówi się, że Legii brakuje kogoś takiego jak Vuković, piłkarza z charakterem. - To dla mnie pozytywne, szczególnie gdy mówią to koledzy z Legii. Ale z drugiej strony to szukanie dziury w całym. Legia, jakakolwiek by była, ma skład, by spokojnie walczyć o mistrzostwo.

Tyle że po dziesięciu kolejkach ma aż siedem punktów straty do Wisły.

- Nie wiem dlaczego. Ale nie zgodzę się ze stwierdzeniem, że ma słabszych piłkarzy od Wisły, że kogoś jej brakuje. W każdej linii ma zawodników najlepszych w lidze. Nie zawojuje nimi Ligi Mistrzów. Polską ligę - tak. Wszyscy zachwycają się teraz Małeckim, a ja pytam: gdzie on był rok temu?

Zrobił niebywałe postępy u trenera Macieja Skorży. O którym pilkarzu Legii można powiedzieć to samo?

- W porównaniu z Lechem i Wisłą ma na pewno nie gorszy skład czy potencjał. Świadczą o tym mecze z tymi drużynami. Więcej z nimi ich wygrywała niż przegrywała.

W Krakowie nie wygrała od 1997 r. Legia Urbana nie wygrywa na wyjazdach. Kiedy traci gola, najczęściej traci też głowę i punkty.

- Wisła umie wygrywać ze słabszymi, ale to nie znaczy, że Legia ma od niej słabszy skład. Nie znaczy to, że trener nie potrafi wyegzekwować od zawodników tego, co najlepsze. O trenerze Urbanie mam dobre zdanie. Choć nie rozumiem, dlaczego w meczu z Jagiellonią wystawił w pomocy Rybusa, Radovicia, Smolińskiego i Iwańskiego. Przecież od razu wiadomo, że oni nie będą grali wślizgami, tylko piłką. I będzie miała problem, jeśli techniką nie zdominuje rywala. Ich trudno się czepiać, że są mało agresywni. Skład jest dobrany tak, by Legia grała szybko i technicznie. Jak rywal nie pozwoli kontrolować jej sytuacji, to ma problem.

Na wyjazdach nie umie kontrolować meczu tak, jak to robi u siebie. Może to kwestia tego, że na swoich stadionach rywale są odważniejsi. A może to Legia na obcym boisku traci swój styl? Nie umie odpowiadać agresją, kopać się z przeciwnikiem. Stąd tłumaczenie porażek tym, że przeciwnik kopał, a boisko było grząskie. Najlepiej, jakby wtedy nic nie mówili.

Być liderem, przywódcą Legii. Na czym to polegało w twoim przypadku?

- Moja robota w Legii w ostatnim czasie, kiedy byłem jednym ze starszych zawodników, polegała na tym, że żyłem drużyną 24 godziny dobę. Nowym czy młodym zawodnikom zawsze chciałem pomóc, wprowadzić ich, ustawić. Ułatwiałem im granie w takim klubie jak Legia. Na boisku nie byłem pitbullem, jakiego Legia szuka. Byłem i jestem zadziorny, nie odpuszczałem, i tym też można drużynie pomóc.

Widzisz teraz w Legii takich zawodników, którzy dadzą się za zespół pokroić?

- Patrzę na siebie teraz i wiem, że po dwóch miesiącach - z dnia na dzień - nie będę w Koronie takim człowiekiem, jakim byłem w Legii. To trzeba czuć. Nie wszyscy mają takie predyspozycje, nie czują potrzeby, by oprócz siebie motywować innych. Ale to nie znaczy, że nie mają charakteru. Są w Legii piłkarze, którym strasznie na niej zależy. Warszawiacy czy młodzi chłopcy, którzy dostali od niej szansę. Problem tkwi gdzieś indziej, nie rozumiem, dlaczego ma tak mało punktów. Po prawie trzech latach budowania drużyny znowu się mówi, że jakiegoś zawodnika brakuje? To tak, jakby trener Skorża mówił, że nie wypaliły mu transfery Małeckiego, Marcelo, Kirma czy innych graczy sprowadzonych do Krakowa w ostatnich latach. Chcę powiedzieć, że to nie jest kwestia składu i nigdy się nie zgodzę, że Legia jest słabsza od Wisły na wszystkich pozycjach. To dla mnie nieporozumienie.

Czym się różni Korona od Legii?

- Jest beniaminkiem, który ma aspiracje, by kiedyś być drużyną, która - jak Legia - co roku ma się liczyć w walce o mistrzostwo Polski. Na pewno te zespoły mają różne cele. Dla mnie Legia pod każdym względem jest najlepsza w Polsce. Korona też do tego dąży.

Kiedy pojawiła się kwestia powrotu do Polski, Legia była opcją?

- Mój menedżer Czarek Kucharski informował mnie o tym, skąd są oferty. O Legii nie wspomniał, a mnie nawet do głowy nie przyszło pytać się o powrót. Samego odejścia z Legii nie żałuję. Powiem dwie wykluczające się kwestie: chciałem tu zostać i zrobiłem wszystko, żeby podpisać kontrakt. Nie dogadaliśmy się, więc postanowiłem odejść bez względu na wszystko. Rozstaliśmy się po ludzku, w zgodzie. Pozwolono mi odejść za darmo pół roku przed końcem umowy. Decyzji o odejściu nie będę żałował do końca życia, nawet jeśli miałbym grać w II albo III lidze. Tą decyzją zawsze poprawiam sobie samopoczucie. Postąpiłem bardzo honorowo. Chciałem w niej grać do dziś, skończyć tu karierę, ale po tym jak mnie potraktowano [Vuković nie dostał podwyżki, poszło podobno o kilkanaście tysięcy euro rocznie], nawet gdybym został na warunkach Legii, grałbym tu do dziś. Ale dla samego siebie byłbym nikim. Straciłbym do siebie szacunek.

Jeśli strzelisz Legii gola...

- ...nie wiem, naprawdę. Jak się zdarzy, zobaczymy. Grałem w Legii siedem lat, z formą różnie bywało. Ale zawsze zapieprzałem i to samo będzie w sobotę.

Wrócisz kiedyś na Łazienkowską?

- Mam już skończone 30 lat, to mało realna opcja.

Najprzyjemniejszy moment w Legii?

- Puchar Polski zdobyty w Bełchatowie w maju 2008 r. To najważniejsze trofeum. Legia odzyskała je po 13 latach! Nie pomagali nam kibice, atmosfera wokół klubu była okropna. Okoliczności nie sprzyjały, ale byliśmy lepsi od Wisły.

Emocjonujesz się przyjazdem do Warszawy?

- Będzie ciekawie. W korytarzu będę musiał pamiętać, żeby iść w lewo, a nie w prawo, do szatni Legii. Jestem dumny, że spędziłem w niej siedem lat. Z Edsonem spróbujemy ze wszystkich sił pomóc Koronie zdobyć jakieś punkty. W Warszawie bywam często, wciąż mam tu przyjaciół. Nie tylko z boiska.