Liga Europejska. Marcin Komorowski: Zwycięstwo nas nie uśpiło

- Wygrany będę się czuł na koniec sezonu. Pod warunkiem że wywalczymy mistrzostwo, Puchar Polski i osiągniemy coś w pucharach - mówi obrońca Legii. Jego zespół w czwartek o 19. zagra rewanżowy mecz III rundy eliminacji LE z Gaziantepsporem.
Robert Błoński: Z jakim nastawieniem podchodzicie do rewanżowego meczu z Gaziantepsporem. Nie taki turecki klub straszny, jak go malowali?

Marcin Komorowski: Bez przesady. To nie będzie taki łatwy mecz, jak niektórym się wydaje. Może być nawet trudniej niż w Gaziantep. Obie drużyny poznały się na boisku, każdy wie, na co stać przeciwnika. Wcześniej znaliśmy się tylko z przedmeczowych odpraw, jechaliśmy w nieznane. Teraz jesteśmy po pierwszym meczu. Wygraliśmy i fajnie by było, gdybyśmy w rewanżu grali przynajmniej tak samo konsekwentnie w obronie i skutecznie w ataku jak tam. Trzeba strzelić gola, a jeśli się nie uda - to nie stracić.

Jakie wrażenie zrobiła na panu turecka drużyna?

- Niezły zespół, dobrze grający w ataku pozycyjnym, wyszkolony technicznie i żywiołowy, ale nie ma co przed nimi pękać. Byliśmy i będziemy przygotowani na ich styl. W Turcji ich powstrzymaliśmy, choć nie ustrzegliśmy się błędów. W czwartek trzeba popełnić ich mniej albo wcale.

Przed pierwszym meczem nawet trener Maciej Skorża mówił, że to Gaziantepspor jest faworytem. Teraz role się odwróciły.

- Nie znaczy to, że już jesteśmy w czwartej rundzie. Nie przesadzajmy z tym optymizmem, choć wiadomo, że wygrana do zera w Turcji dała nam przewagę. Wolałbym jednak, żeby to Gaziantepspor wciąż był faworytem. Łatwiej by nam się grało. Ale nie chcę narzekać, zdaję sobie tylko sprawę, że czeka nas ciężkie 90 minut.

Presja w rewanżu będzie większa niż przed pierwszym meczem?

- Po wygranej w Turcji każdy wymaga od nas awansu. My od siebie również tego wymagamy, bardzo chcemy awansować i pokażemy na boisku determinację. Ale dziś presja jest większa niż tydzień temu. To może być trudniejszy mecz niż w Turcji.

To, że w niedzielę Legia nie zagrała z Zagłębiem, pomoże wam w czwartek?

- Gra w kałużach nie miała sensu, ale czy przełożenie było korzystne w kontekście rewanżu z Turkami, odpowiem dopiero po meczu z nimi.

O panu mówi się, że jest jednym z największych wygranych letniego okresu przygotowawczego. Mimo konkurencji ze strony Inakiego Astiza i Dicksona Choto wywalczył pan sobie miejsce w jedenastce.

- Wygrany poczuję się po sezonie, jeśli zdobędziemy mistrzostwo, Puchar Polski i osiągniemy sukces w europejskich pucharach. Na razie to dopiero początek i nie ma sensu mówić, że ktoś coś wygrał. Trochę szczęśliwie, trochę przypadkowo, trochę z powodu kontuzji kolegów, zostałem przesunięty z lewej obrony na środek. Szansę wykorzystałem i z tego się cieszę. Długo to wszystko trwało i miałem do siebie pretensje o słaby początek w Legii. Nie było przerwy między rozgrywkami, kiedy nie mówiłoby się o tym, że mogę odejść. Nie dziwiłem się, ale dobrze, że udało się to zmienić. Ustabilizowałem formę, zacząłem grać regularnie i tego lata takich spekulacji już nie było. Widocznie potrzebowałem dużo czasu na aklimatyzację w Warszawie. Fajnie, że wciąż mogę grać w takim klubie jak Legia.

Michał Żewłakow pomaga na środku obrony?

- Bardzo dużo podpowiada. To doświadczony piłkarz, lubi tłumaczyć, co i jak trzeba robić, żebyśmy tracili mało goli.

Wyeliminujecie Turków?

- Mam taką nadzieję i wierzę w to. Wygrana w Gaziantep nas nie uśpiła, tylko zmobilizowała. Liczę, że będziemy skoncentrowani na 120 proc. Szansa jest duża.

Trener Gaziantepsporu: Legia » gra złą piłkę


Czy Legia awansuje do kolejnej rundy?