Sport.pl

Legia - Wisła 2:0. Efektowne zwycięstwo gospodarzy

Aż 25125 kibiców obejrzało zasłużone i efektowne zwycięstwo Legii z bezradną jak rzadko kiedy w starciach z warszawskim zespołem Wisłą. Na 31-tysięcznym obiekcie przy Łazienkowskiej padł rekord frekwencji.
Bohaterem spotkania był Maciej Rybus, który miał asysty przy trafieniach Danijela Ljuboji i Janusza Gola . 22-letni skrzydłowy ostatnio wreszcie zaczął grać na miarę swojego talentu - zaliczył asystę w czwartkowym meczu z Hapoelem w Lidze Europejskiej oraz podawał przy dwóch trafieniach ligowych w Bełchatowie. Był moment, że powoływany przez Franciszka Smudę reprezentant Polski zatracał się, dając się fotografować w nocnych klubach z papierosem i piwem w ręku. Nie można tego stwierdzić z całą pewnością, ale ostatnio zaczął grać dojrzale i na boisku stwarzać kolegom okazje do zdobywania bramek. Schodząc z boiska dostał owację na stojąco.

Przeciwko wiślakom Rybus pokazał klasę szczególnie przy drugiej bramce kapitalnie dogrywając do Gola. Sam też mógł zdobyć gola, bo wiślacy - jak w całym sezonie - zagrali bardzo słabo w defensywie i pozwolili na wiele. Ich trener Robert Maaskant wystawił w podstawowym składzie aż siedmiu obrońców - kontuzje Maora Melikosona i Patryka Małeckiego czyli ofensywnych dyrygentów mistrza Polski sprawiły, że holenderskiego szkoleniowca ucieszyłby w Warszawie remis. Ilość nie przeszła w jakość. Pierwsza bramka padła po koszmarnym błędzie stopera Kewa Jaliensa, który wybił piłkę pod nogi Miroslava Radovicia, a ten podał do Rybusa.

Krakowianie już się nie podnieśli, bo nie mieli żadnych atutów w ofensywie. Na całej linii zawiedli krakowscy skrzydłowi - Andraż Kirm oraz Ivica Iliew. Napastnik Dudu Biton, który zdobył siedem z dziewięciu ligowych bramek dla krakowian, ledwie raz zagroził warszawskiej bramce. Legia miała słabszy moment tylko na początku drugiej połowy nie mogła wyjść z własnej połowy. Przetrwała dzięki fantastycznym interwencjom słowackiego bramkarza Duszana Kuciaka, a potem dobiła rywala. Grała ofensywnie i z dużym rozmachem.

Oba zespoły rozegrały we czwartek spotkanie w Lidze Europejskiej. Zdecydowanie bardziej zmęczeni byli wiślacy wśród których trener wymienił trzech zawodników. W Legii zagrało dwóch nowych graczy w tym - po raz drugi w sezonie od początku - 19-letni skrzydłowy Michał Żyro, który bardzo słabo zaczął spotkanie. Ale kiedy trema minęła i zobaczył, że wiślacy nie są tacy straszni, potrafił minąć dwóch przeciwników na niewielkiej przestrzeni. Niewiele brakowało, by zdobył gola, ale w niedzielę przy Łazienkowskiej szanse miało wielu legionistów, bo pozwalali na to bardzo niepewni rywale. Swoją szansę wykorzystał również Janusz Gol, który zastępował odsuniętego za kartki Ariela Borysiuka. Znakomicie odbierał piłkę, przerwał wiele akcji rywali, świetnie grał wślizgiem i prawie nie miał niecelnych zagrań.

Zespół Skorży zagrał najlepszy ligowy mecz w sezonie. Zdominował mistrza Polski, grał z ogromnym zaangażowaniem i poświęceniem. Nikt nie odpuszczał w bezpośrednich starciach. Jeden walczył za drugiego. Legia była drużyną. Kartki sypały się jak z rogu obfitości, ale niemal wszystkie były efektem twardych starć, a nie dyskusji z sędzią.

Rok temu Legia trenera Skorży została upokorzona w Krakowie. Bezdyskusyjnie przegrała 0:4 - w XXI wieku tak zdominowanym przez te zespoły w lidze, nigdy nie poległa różnicą aż czterech bramek.

W niedzielę to Wisła przegrała w stylu rzadko oglądanym w starciu z Legią. Zdarzały jej się wysokie przegrane, ale rzadko kiedy różnica na boisku między zespołami była tak duża jak w niedzielę. Wiosną warszawska drużyna też zwyciężyła w stolicy 2:0, ale wtedy krakowianie byli kilka dni po zdobyciu mistrzostwa Polski i nie w głowie im było podejmowanie rękawicy w najbardziej prestiżowym meczu naszej ligi w XXI w.

W niedzielę chcieli, ale nie mieli argumentów. Mylili się w obronie, a bardzo osłabieni w ataku nie byli w stanie strzelić gola Legii. W lidze, oprócz krakowian, nie udało się to jeszcze tylko 15. w tabeli Bełchatowowi.

Mecz na szczycie środka tabeli - tak relacjonowaliśmy Z Czuba i na żywo »


Więcej o: