Liga Europejska. Legia pokonała Rapid i jest w 1/16!

Ponad 30 tysięcy ludzi na stadionie! Bramka w doliczonym czasie! Dziewięć żółtych kartek, dwie czerwone i na koniec eksplozja radości! Legia pokonała Rapid 3:1 i jest w 1/16 finału Ligi Europejskiej
My też mamy zdanie! Dzielimy się nim na Facebook/Sportpl »

Do końca fazy grupowej dwie kolejki, ale pewni awansu są już legioniści oraz PSV Eindhoven, które trzy minuty przed końcem strzeliło gola na 3:3 w spotkaniu z Hapoelem Tel Awiw. Legia wygrała trzecie spotkanie z rzędu w Europie. Dostarczyła niesamowitych emocji, wreszcie pozytywnych - znakomita postawa w LE, kiedy w żadnym z meczu nie była faworytem, a przegrała tylko raz w połączeniu z drugą pozycją w naszej lidze - wynagradzają katastrofalne mecze w poprzednim sezonie, kiedy przegrywała dziesięć razy.

Trener Maciej Skorża triumfuje. Tak jak Legia ery ITI, tak i on, odniósł największy sukces w klubowej karierze. Dotąd wygrywał tylko w Polsce, teraz wprowadził Legię do Europy. I to z przytupem. Czwartkowy mecz kosztował jego i zespół mnóstwo nerwów. W 54. min rekordowe 30 786 kibiców na Pepsi Arena po raz pierwszy poderwało się z miejsc z wielkim okrzykiem radości. Po strzale Artura Jędrzejczyka piłka odbiła się od słupka i spadła pod nogi Miroslawa Radovicia. Serb wpakował ją do siatki - to jego szóste trafienie w siódmym występie tej edycji Ligi Europejskiej.

Siódme zdobył w 69. min, kiedy dobił piłkę po dośrodkowaniu znakomicie grającego w tym spotkaniu Macieja Rybusa. - W polskiej lidze mógłbym strzelić i 20 goli, a powołania do serbskiej reprezentacji pewnie bym się nie doczekał. Mecze w Europie oglądają w mojej ojczyźnie - mówił 27-letni skrzydłowy, który ma szansę zadebiutować w listopadowych sparingach Serbów z Hondurasem albo Meksykiem. Liga Europejska to znakomita promocja dla zespołu Skorży, który z ośmiu meczów tej edycji wygrał aż pięć. Czwartkowe zwycięstwo z Rapidem przyszło po zaciętej walce i emocjach trzymających do ostatniej chwili. To właśnie wtedy, w ostatniej akcji spotkania, Rafał Wolski podał do innego rezerwowego Michała Kucharczyka i tak padła ostatnia bramka tego spotkania.

Być może nie byłoby tej fety, tej wygranej Legii, tej radości, rajdów i goli legionistów, gdyby nie sytuacja z 26. min. To wtedy defensywny pomocnik Rapidu Dan Alxa uderzył łokciem Michała Żyrę i szwedzki sędzia Michael Lerjeus wyrzucił rumuńskiego piłkarza z boiska. Pokazał mu drugą żółtą kartkę - dziesięć minut wcześniej Aleksa dostał pierwsze upomnienie za faul w środku boiska na Radoviciu. Na wypełnionej niemal po brzegi Pepsi Arenie można było usłyszeć było ogromne westchnienie ulgi.

Do tej chwili drużynie Macieja Skorży szło jak po grudzie. Tak jak w niedzielę w Poznaniu przeciwko Lechowi, tak i w potyczce z Rapidem, pozwolili rywalom zepchnąć się do obrony i w polu karnym co chwilę dochodziło do niesamowitych spięć. Do 26. min rumuńscy piłkarze aż osiem razy kopali piłkę z rzut rożnego - warszawianie nawet nie zbliżyli się pod bramkę rezerwowego Draghii. Mieli problemy z wyprowadzeniem piłki, najpierw z własnej połowy, a potem już nawet z pola karnego. Nie radzili sobie z presingiem rywali, którzy w niczym nie przypominali rozkojarzonego przeciwnika z meczu w Bukareszcie. Tam Legia wygrała nieoczekiwanie, ale zasłużenie 1:0. I miała wielką szansę już we czwartek zapewnić sobie awans do lutowych meczów 1/16 finału LE. Do momentu wyrzucenia Aleksa niewiele jednak wskazywało, że Legia znowu wygra z Rapidem. Rumuni niby nie oddawali strzałów na bramkę Duszana Kuciaka, ale atakowali zacięcie i piłka raz po raz fruwała nad polem bramkowym słowackiego bramkarza.

Kiedy na boisku zostało ich dziesięciu, po stracie piłki, nie zostawali już na połowie Legii, tylko cofnęli się za linię środkową i czekali, co zrobią niesieni dopingiem zdobywcy Pucharu Polski . Ci ruszyli po przerwie. Wręcz wgnietli Rumunów we własne pole bramkowe i po trzech minutach powinno być 1:0, ale dziesięć metrów przed bramką skiksowali najpierw Vrdoljak, a zaraz po nim Radović. Po bramce dla Legii, warszawianom wydało się, że przetrwają do końca. Znowu nie docenili rywali, choć goście stwarzali coraz groźniejsze okazje pod bramką Kuciaka. Ostatnim ostrzeżeniem, przed wyrównaniem, był strzał w poprzeczkę. W 65. min Teixeira pokonał Kuciaka, ale radość rywali trwała tylko cztery minuty.

Znowu trafił Radović, choć wcześniej kilka razy podniósł ciśnienie złym przyjęciem piłki albo niecelnym podaniem. Ale dla Legii jest niezastąpiony. Rumuni jakby zwątpili, słabli z każdą minutą. Wigor odzyskali dziesięć minut przed końcem, kiedy z boiska wyleciał wprowadzony po przerwie Janusz Gol. Bezmyślnie pomógł sobie ręką i dostał drugą żółtą kartkę. Pierwszą sędzia pokazał mu za faul. Ale goście nie byli w stanie wyszarpać Legii zwycięstwa. I, jak się okazało, awansu. Do tej pory Lech Poznań raz wyszedł z grupy Pucharu UEFA i raz z grupy Ligi Europejskiej. Nigdy jednak tak wcześnie jak Legia, którą 30 listopada czeka rewanż z PSV na Łazienkowskiej, a 15 grudnia zagrają w Tel Awiwie.

Już spokojni i pewni gry w lutowej fazie pucharowej.

.dmpb
1.PSV4108-4
2.Legia497-4
3.Rapid433-7
4.Hapoel415-8