T-Mobile Ekstraklasa. Skorża: mam nadzieję, że już zawsze będziemy u góry tabeli

Wciąż nie jesteśmy na pierwszym miejscu, choć mam nadzieję, że już zawsze będziemy u góry tabeli. Ale pamiętamy o poprzednim sezonie - Jagiellonia była pierwsza, a potem wiosną straciła przewagę. Nie odbierałbym szans Wiśle i Lechowi - powiedział po zwycięstwie Legii nad Zagłębiem (3:0) trener Maciej Skorża.
Maciej Skorża, trener Legii

Dla Maćka Rybusa rzeczywiście na początku sezonu był taki moment decydujący być może o dalszej karierze. Nawet w rozmowach wewnątrz sztabu trenerskiego zastanawialiśmy się co z nim będzie i czy wejdzie na właściwą drogę, bo w poprzednich sezonach, nie ma co ukrywać, często zawodził. Tym bardziej się teraz cieszę z jego formy.

Cieszą kolejne punkty i następny mecz z dużą liczbą strzelonych bramek i bez żadnej straconej. Ale spokojniej graliśmy dopiero od momentu strzelenia gola. Cieszy mnie też efektowna akcja przy pierwszej bramce - zespołowa z ładną asystą Danijela Ljuboji. W drugiej połowie zagłębie miało mniej sił, choć w końcówce meczu trochę nonszalancko się zachowywaliśmy. Żartujemy, że drugiego gola strzeliliśmy po stałym fragmencie gry, ale dla Zagłębia.

Dziś drużyna jest trochę poobijana, kilku piłkarzy zgłosiło urazy.

Wciąż nie jesteśmy na pierwszym miejscu, choć mam nadzieję, że już zawsze będziemy u góry tabeli. Ale pamiętamy o poprzednim sezonie - Jagiellonia była pierwsza, a potem wiosną straciła przewagę. Nie odbierałbym szans Wiśle i Lechowi. W Wiśle niedługo wrócą do gry najmocniejsi piłkarze.

Pavol Hapal, trener Zagłębia

Przez sześćdziesiąt minut graliśmy dobrze, straciliśmy bramką ale nie wyglądało to źle. Potem po kontrataku straciliśmy drugiego gola i było po meczu. Legia była lepsza, a ostatnie 30 minut w naszym wykonaniu było słabe.

Zagraliśmy dobrze, mieliśmy sytuacje, ale nie możemy sobie pozwolić na stratę piłki na 16. metrze od bramki Legii. Potem kontratak i nie zdążyliśmy wrócić. Na Legii nie można tak grać. To jedna z najlepszych drużyn w Polsce.

32 tysiące fanów. Plus jeden? Profil Sport.pl na Facebooku »