Ariel Borysiuk: Bliżej Brugii niż Kaiserslautern

- Chciałbym spróbować innych warunków, rywalizacji w drużynie z innymi piłkarzami. Po to się wyjeżdża na Zachód. Wielu piłkarzy, którzy z tym czekali bardzo długo, potem miało problemy - mówi pomocnik Legii Ariel Borysiuk, o którego walczą niemieckie Kaiserslautern i belgijski Club Brugge.
Borysiuk to podstawowy defensywny pomocnik Legii. 20-letni zawodnik tej jesieni był jednym z najczęściej grających piłkarzy warszawskiej drużyny. Debiutował w niej jako 16-latek i do tej pory zagrał 90 meczów w lidze. Piłkarza chce pozyskać Club Brugge i Kaiserslautern. W czwartek wieczorem przedstawiciele niemieckiego klubu długo negocjowali z piłkarzem, ale bez efektu. Czasu mają mało, bo z końcem stycznia zamyka się w większości europejskich krajów okno transferowe.

Również dla Legii negocjacje mają istotne znaczenie. Do 1 lutego warszawski klub może zgłosić ewentualnych nowych piłkarzy do rozgrywek Ligi Europejskiej. Jeśli Borysiuk odejdzie, Legia nie wzmocni się już na tej pozycji i w meczach 1/16 finału ze Sportingiem będzie musiała sobie radzić osłabiona.



Kuba Dybalski: Jesteś rozchwytywany. Niemcy, Belgowie...

Ariel Borysiuk: Chciałbym, żeby to wszystko rozstrzygnęło się szybciej. Na pewno nie chcę z Legii odchodzić na siłę. Mamy z Mariuszem [Piekarskim, agentem Borysiuka] pewne warunki, które chcemy, żeby zostały spełnione. Jeśli one będą zrealizowane, to będziemy blisko. Na razie jestem w Legii, a mój agent jest pod telefonem.

Porozumiałeś się z Kaiserslautern w sprawie indywidualnego kontraktu?

- Niemcy przedstawili ofertę, która dla mnie nie była satysfakcjonująca. Sama nazwa Bundesliga nie wystarczy. Liczę na to, że to będzie również dobra oferta dla mnie. Zostały cztery dni do zamknięcia okna transferowego, zobaczymy, co się wydarzy. Na pewno nie mam Bóg wie jakich wymagań. Jednak wydaje się, że bliżej jest teraz Brugia niż Kaiserslautern.

Jednym z warunków musi być dobra oferta dla klubu?

- Nie wiem, co Kaiserslautern zaproponowało Legii, ale wydaje mi się, że kluby były blisko porozumienia. Dlatego do ustalenia jest raczej indywidualny kontrakt.

Zainteresowanie Trabzonsporu to plotka?

- Z Trabzonu nie ma oferty.

Club Brugge to lepsza oferta?

- To jest drużyna, która co roku gra w europejskich pucharach, teraz są w pierwszej trójce ligi belgijskiej. Mają tyle samo punktów co zespół zajmujący drugie miejsce. To wystarczy za rekomendację. Belgowie przedstawili mi warunki, ale dalej negocjujemy.

Dlaczego jesteś gotów zamienić Legię walczącą w pucharach i o mistrzostwo na trzecią od końca drużynę Bundesligi? W Kaiserslautern za pół roku mógłbyś zostać drugoligowcem.

- Na pewno w Legii niczego mi nie brakuje. Tylko żeby dalej się rozwijać, trzeba spróbować czegoś innego. Jestem w takim wieku, że jeszcze czekają mnie ze trzy lata, a potem już pewnie niewiele się w piłce nauczę. Chciałbym spróbować innych warunków, rywalizacji w drużynie z innymi piłkarzami. Po to się wyjeżdża na Zachód. Wielu piłkarzy, którzy z tym czekali bardzo długo, potem miało problemy. Paweł Brożek trafił do Turcji i ma kłopoty z regularną grą. Myślę, że jestem w takim wieku, że jestem gotowy na takie wyzwanie. Z drugiej strony nie jest mi łatwo myśleć o tym, że już nie zagram w Legii. To klub, który mnie wychował.

Czy jeśli nie uda się w ciągu czterech najbliższych dni, to spodziewasz się, że z ofertami przyjadą Rosjanie? Tam okno jest otwarte dłużej.

- Trzeba będzie rozważyć wszystkie za i przeciw. Wiadomo, czym liga rosyjska kusi. Zarobki byłyby tam nieporównywalnie większe do tych w Legii. Ale nie chcę wyjeżdżać, żeby zarabiać pieniądze. Bundesliga i liga belgijska są silniejsze od rosyjskiej, gdzie żeby zagrać mecz, trzeba pojechać do Tomska czy Nowosybirska. Dlatego na razie mam mętlik w głowie.

Rozmawiałeś z Kubą Świerczokiem o Kaiserslautern?

- Nie, ale w czwartek długo rozmawialiśmy z przedstawicielami niemieckiego klubu. Mocno mnie przekonywali, wszystkie atuty wyłożyli na tacy. Na pewno to, że przyjechały tu aż trzy osoby - szef skautów, dyrektor sportowy i asystent trenera - świadczy o powadze sprawy. Tak jak powiedział Artur Płatek, zacząłbym grę od pierwszego składu. Ale mamy swoje stanowisko, którego się trzymamy.

Niezależnie od tego, czy to będzie Brugia, Kaiserslautern czy inny klub, jakie stawiasz sobie cele na pierwsze pół roku za granicą?

- Tak jak powiedziałem, Niemcy mówili o grze w pierwszym składzie. Nie przychodziłbym jako 15. piłkarz w kadrze, tylko zacząłbym jako ważny piłkarz pierwszej drużyny. Oni nie sprowadzają często piłkarzy za takie pieniądze, zwłaszcza młodych. Ale Kaiserslautern jest na miejscu barażowym, grozi mu spadek, dlatego się waham. Kuba Świerczok miał inną sytuację. Trafił do Kaiserslautern z drugoligowej Polonii Bytom, oferta spadła mu z nieba. Ja gram w Legii, co też miało wpływ na to, że na razie się nie porozumieliśmy.

Niedawno zostałeś ojcem, rodzina jest gotowa na przeprowadzkę za granicę?

- Rodzinę mam już sporą (śmiech). Wszystkie decyzje należą do mnie. Jestem już dorosłym człowiekiem, który decyduje o swoim życiu. Rodzina jest uzależniona od tego, co zdecyduję.