Maciej Rybus: W Groznym będzie bezpiecznie

- Piotra Polczaka przede wszystkim pytałem się o bezpieczeństwo. Mówił, że nie ma się czego bać. Wbrew temu czego można by się było spodziewać nie ma żadnego niebezpieczeństwa. Mieszkają 400 km od Groznego, jeżdżą tam tylko na mecze. Tam grają nie tylko piłkarze z Rosji, ale z całego świata i jakoś ich do przyjazdu przekonano - mówi portalowi Warszawa.Sport.pl lewoskrzydłowy Legii Maciej Rybus, który tej zimy podpisał kontrakt z Terekiem Grozny.
Kuba Dybalski: Długo zastanawiałeś się nad przeprowadzką do Groznego?

Maciej Rybus: Temat transferu pojawił się na początku przygotowań. Kiedy pojechaliśmy na Cypr byłem cały czas w kontakcie z menedżerem. Potem w Turcji spotkaliśmy się z trenerem, ale wydawało się, że sprawa upadła. Ale oglądali mnie jeszcze raz w ostatnim sparingu w Antalyi [Legia wygrała z RNK Split 4:2, Rybus strzelił gola i miał dwie asysty i wywalczył rzut karny - red.]. Wcześniej z tego co wiem kluby się nie porozumiały, ale po meczu najwidoczniej się dogadały. Ja warunki kontraktu miałem ustalone już wcześniej. Podpisaliśmy kontrakt i zobaczymy co będzie.

Co cię przekonało?

- Chcę spróbować czegoś nowego. Nie ma co ukrywać, że dostałem też bardzo atrakcyjną ofertę finansową. Na pewno też fajna będzie możliwość mierzenia się z lepszymi zespołami.

Jeszcze nie teraz, bo Terek przez pół roku będzie grał w grupie spadkowej tamtej ligi.

- Do Euro. Jeszcze przez dwa i pół miesiąca będą grali w ten sposób. Potem nowy sezon wystartuje normalnym systemem. To nie jest tak, ze chcę grać w Tereku do końca kariery. Być może po roku uda się przejść do jeszcze lepszego klubu. To mój cel. Teraz jednak Terek złożył konkretną ofertę, jedyną dla mnie tej zimy.

Rozmawiałeś z Piotrem Polczakiem o tym jak wygląda gra w Tereku?

- Jasne. Pytałem się jakie tam panują warunki, gdzie mieszkają, jaką mają bazę. Wypowiadała się o klubie dobrze, mimo tego, że za często nie gra. Przede wszystkim pytałem się o bezpieczeństwo. Mówił, że nie ma się czego bać. Wbrew temu czego można by się było spodziewać nie ma żadnego niebezpieczeństwa. Mieszkają 400 km od Groznego, jeżdżą tam tylko na mecze. Tam grają nie tylko piłkarze z Rosji, ale z całego świata i jakoś ich do przyjazdu przekonano.

Nie będzie ci brakowało europejskich pucharów? Na półtora roku możesz o nich zapomnieć.

- To prawda. Z Legią to była fajna przygoda i mam nadzieję, że dla chłopaków będzie jeszcze trwała. Dużo fajnych rzeczy mi się w nich przytrafiło. Ale zmieniam klub i teraz chcę jak najlepiej grać dla Tereka. Na pewno długo będę pamiętał te chwile spędzone z Legią i przede wszystkim właśnie europejskie puchary.

Wiedziałeś negocjując z Rosjanami, że starają się o Komorowskiego?

- Dopiero później się o tym dowiedziałem, choć nieco wcześniej niż media. Ale w Turcji był trener Tereka, oglądał nasze mecze i widać Marcin Komorowski wpadł mu w oko.

Rozmawiałeś z trenerem Smudą o transferze? Czy może przeszkodzić ci w zagraniu na Euro?

- Być może trochę trudniej będzie mu mnie obserwować. Ale jeśli będę dobrze grał to nie widzę problemu. Na pewno porozmawiam z trenerem teraz na zgrupowaniu przed meczem z Portugalią. Zresztą te trzy dni trzeba wykorzystać, by pokazać, że jestem w dobrej formie i transfer do innego klubu tego nie zmieni.

Ostatnio w Rosji polskim piłkarzom nie szło najlepiej. Obawiasz się tej przeprowadzki?

- Będę pierwszym, któremu wyjdzie.

Jaki wpływ na zespół ma to, że odchodzi trzech piłkarzy?

- Po meczu w Zabrzu można sądzić że negatywny, ale to był tylko jedno spotkanie. Poczekałbym z ocenami na następne. Nie grałem w tym meczu i nie chcę mówić za kolegów. Może ich trochę tłumaczyć to, że w czwartek ze Sportingiem zagraliśmy na bardzo trudnym, grząskim boisku i mecz kosztował nas wiele sił. Ale z takimi przeciwnikami musimy wygrywać. Tym bardziej, że mieliśmy okazje, by strzelić gola.

Jak oceniasz nowego legionistę Nacho Novo?

- Pierwszy raz z nim trenowałem. Nie muszę go oceniać. Wszyscy wiemy w jakich grał klubach i jakie ma statystyki. Mam nadzieję, że to się przełoży na ligę.

Jak się czujesz? W pierwszym meczu ze Sportingiem, kopnięto cię w kostkę i piszczel.

- Dużo lepiej niż przez ostatnie trzy dni. Nie ma żadnego zagrożenia, że nie będę mógł grać ze Sportingiem w czwartek.

Do Rosji jedziesz po tym meczu?

- Po zgrupowaniu reprezentacji.

Mariusz Walter » na treningu Legii