Piekarski o transferach Legii: Nie rozmontowałem drużyny, tylko przyniosłem do klubu 5,5 miliona euro

- Od grudnia miałem zielone światło na sprzedaż jednego zawodnika. Sytuacja w klubie nie była chyba zbyt kolorowa, ale to już nie moja sprawa. Pierwszy poszedł Ariel, potem Maciek, a na końcu Marcin. Legia też myślała, że sprzeda tylko jednego. Ale oferta za Rybusa była nie do odrzucenia, a tej dla Komorowskiego nie mogła nie przyjąć zgodnie z warunkami kontraktu.- mówi Warszawa.sport.pl Mariusz Piekarski, menedżer sprzedanych ostatnio Ariela Borysiuka, Macieja Rybusa i Marcina Komorowskiego.
Robert Błoński: Dostałeś już prezenty od przedstawicieli Śląska, Polonii, Wisły i Lecha?

Mariusz Piekarski: (śmiech) Nie. I bym ich nie przyjął. Chyba, że gratulacje i wyrazy szacunku za to, co zrobiłem. Wykonałem swoją pracę najlepiej, jak można sobie wyobrazić. Gdyby te transfery przeprowadził Jorge Mendes, portugalski menedżer Cristiano Ronaldo i José Mourinho, wszyscy by klaskali i mówili: "Co za gość". A, że zrobił je Piekarski, to się nie podoba. Sami siebie nie szanujemy i nie doceniamy. Reprezentacja zajmuje 70. miejsce w rankingu FIFA, polska liga jest słaba, a jednak można z niej drogo sprzedać piłkarzy. Z Legią współpracuje mi się znakomicie i bez akceptacji szefostwa żadnego ruchu bym nie wykonał. Od grudnia miałem zielone światło na sprzedaż jednego zawodnika. Sytuacja w klubie nie była chyba zbyt kolorowa, ale to już nie moja sprawa. Pierwszy poszedł Ariel, potem Maciek, a na końcu Marcin. Legia też myślała, że sprzeda tylko jednego. Ale oferta za Rybusa była nie do odrzucenia, a tej dla Komorowskiego nie mogła nie przyjąć zgodnie z warunkami kontraktu.

Rozmontowałeś drużynę, która po pierwszej rundzie zajmowała drugie miejsce. Odeszło z niej trzech kluczowych zawodników.

- Kij ma dwa końce. Kiedyś przyprowadziłem na Łazienkowską Brazylijczyków Rogera i Edsona. Z nimi w składzie drużyna zdobyła mistrzostwo Polski. W transferach Ariela, Maćka i Marcina byłem w nich wyłącznie pośrednikiem, to nie ja ich sprzedałem. Piłkarz musi chcieć zmienić otoczenie, a klub musi zaakceptować propozycję kwoty transferowej. Menedżer jest w tej kolejce ostatni. Tak było w przypadku Ariela i Maćka. Legia zgodziła się ich sprzedać za określone kwoty [Borysiuk kosztował Kaiserslautern dwa miliony euro, Rybus Tereka Grozny - 2,7 mln]. Ja tylko przywoziłem do klubu oferty. Inaczej było z Marcinem Komorowskim. Miał wpisaną kwotę odstępnego i skorzystał z dobrej propozycji Tereka. Raz dostarczam zawodników, raz zabieram, ale krzywdy Legii nie zrobiłem.

Może trzeba było zaproponować zawodników klasy Rogera czy Edsona?

- Nie miałem czasu, zimą byłem zajęty sprzedawaniem (śmiech). Może latem? Poza tym, kiedy Legia szukała piłkarzy, miała ograniczone pole manewru. Opowiedział o tym dyrektor sportowy Marek Jóźwiak. Brakowało pieniędzy na kontrakty nowych zawodników i prowizje menedżerskie. Pieniądze pojawiły się później.

Transferu defensywnego pomocnika Ariela Borysiuka można było się spodziewać. Rok temu przyszedł Janusz Gol, teraz sprowadzono na tę pozycję także Ghańczyka Alberta Bruce'a. W przypadku Rybusa władze klubu skusiła wysoka kwota transferowa?

- To są naprawdę dobre pieniądze. Kiedy w 2007 roku Jakub Błaszczykowski odchodził z Wisły, mistrza Polski, Borussia Dortmund zapłaciła za niego 2,8 mln euro. Zapewniam, że Legia nie zarobi na Rybusie mniej. Nie chcę zdradzać wszystkich szczegółów, ale w kontrakcie są różne zapisy, z których wynika, że warszawski zespół może dostać kolejne pieniądze. Uważam, że gdyby którykolwiek klub polskiej ligi dostał ofertę na swojego zawodnika za prawie trzy miliony euro, poważnie by się zastanowił. Finansowo to bardzo udany transfer.

Wszystkich zawodników sprzedawałeś w ostatniej chwili. Odejście Komorowskiego spadło jak grom z jasnego nieba.

- Przy okazji rozmowy o Maćku, trener Tereka Stanisław Czerczesow poprosił mnie o stopera. Zaproponowałem Marcina. Pamiętał go ze sparingów i zaproponował kontrakt. Marcin ma 28 lat, zimą odrzucił propozycję z Szanghaju, z klubu, w którym gra Nicolas Anelka. Nie zdecydował się na wyjazd do katarskiego Al Ahli, który grał w klubowych MŚ. Gdy przyszła trzecia, z Groznego, przemyślał sprawę i postanowił wyjechać.

Czy to prawda, że te 450 tys. euro odstępnego było warunkiem przedłużenia kontraktu z Legią?

- Prawda. W czerwcu Marcinowi kończyła się umowa z Legią, mógł ją teraz podpisać z inną drużyną i za pół roku odejść za darmo. Chciał być fair, ale postawił swoje warunki, czyli niską kwotę odstępnego. Tylko dlatego przedłużył z Legią, bo miał wpisaną kwotę umożliwiającą mu wyjazd zagraniczny. Miesiąc temu miałem dla niego, Rybusa i jeszcze Miro Radovicia ofertę z Monaco. Nie spodziewaliśmy się jednak, że wyjedzie teraz, bardziej nastawialiśmy się na czerwiec. Ale dostał dobrą, inną ofertę.

Podobno pół miliona euro rocznie plus tzw. wyjściówka, czyli dwa i pół tysiąca euro za każdy punkt wywalczony przez Tereka w meczu, w którym zagra.

- Kwoty są zbliżone, oczywiście netto.

Jak skomentujesz słowa trenera Franciszka Smudy, który powiedział: "Na miejscu Rybusa, pół roku przed Euro, nie poszedłbym do 11. drużyny ligi rosyjskiej".

- Kiedyś, również na prośbę trenera Smudy, z wyjazdem za granicę zaczekał Marek Citko. I za chwilę zerwał ścięgno Achillesa. Jeśli Maciek będzie w takiej formie jak ostatnio, za rok czy półtora może trafić do któregoś z wielkich klubów moskiewskich. Na Tereku jego kariera się nie skończy. Rok temu Węgier Dzudzak odszedł z PSV Eindhoven do Anży Machaczkała za 11 mln euro. To dopiero był zwariowany pomysł. Dziś jest już w Dynamie Moskwa, które kupiło go za 15 mln. Dlaczego Rybus ma nie podążyć tą samą drogą? Wszystko zależy od niego. Będzie grał z lepszymi od siebie, w lidze lepszej niż nasza. Uważam, że zrobił krok w przód. O tym, co mogłoby się wydarzyć po Euro, możemy tylko gdybać. Tu była konkretna oferta, a gdy dogadywaliśmy się z Terekiem, pojawiła się propozycja z Kubania Krasnodar. Nie chcieliśmy jednak robić zamieszania. Najważniejsze jest to, że Maciek będzie miał pełne poparcie i zaufanie trenera Czerczesowa. Na pewno będzie grał w podstawowej jedenastce. Tak samo było z Kamilem Grosickim. Gdy odchodził do Sivassporu, wszyscy mi mówili: "Gdzie ty go wysyłasz?". Dziś jest gwiazdą ligi tureckiej, niedługo będzie grał w którymś z klubów wielkiej trójki ze Stambułu. Dlaczego Maciek, który też ma ogromny potencjał, ma nie trafić do Moskwy? W historii Tereka to drugi najwyższy transfer. Pracuję dla piłkarzy, którzy podpisując ze mną umowy, ufają mi że poprawię ich przyszłość. Zawodnicy, którzy przychodzą do Legii, nie od razu mają "elkę" w sercu. Mają godnie zapłacone i dla tego klubu, dla najlepszych fanów w Polsce, zapieprzają z całych sił. Całują "elkę" po strzeleniu bramki z szacunku, ale kiedyś wrócą do swoich domów. Nie ma nic dziwnego w tym, że ktoś odchodzi z klubu i zmienia pracę na lepiej płatną.

Których piłkarzy masz jeszcze w Legii?

- Artura Jędrzejczyka i Damiana Łukasika. Ale już niedługo powinienem podpisać umowę z innymi.