Kadrowicze z Legii, czyli im strzelać nie kazano

Marek Saganowski i Jakub Wawrzyniak od razu po poniedziałkowym spotkaniu Legii z Podbeskidziem wsiedli w rejsowy samolot do Gdańska i udali się na zgrupowanie kadry. Żaden z nich nie zdobył bramki w meczu z "Góralami", ale obaj zaliczyli po asyście. - Strzelanie bramek zostawiam na mecze z Czarnogórą i Mołdawią - rzucił po meczu do dziennikarzy Wawrzyniak.
Po trzech kolejkach ligowych Legia ma na swoim koncie komplet punktów. W poniedziałek wygrała 3:1 z Podbeskidziem Bielsko-Biała. Przez cały mecz grała ofensywnie, ale pokonać Richarda Zajaca nie mogła bardzo długo.

Kadrowicze zdali egzamin

Zarówno Wawrzyniak jak i Saganowski zagrali dobre spotkanie. Obaj asystowali przy dwóch bramkach. Wawrzyniak przy uderzeniu Michała Żyry, a Saganowski przy strzale Dominika Furmana. Lewy obrońca Legii przez całe spotkanie był szczególnie widoczny w ataku, a przy straconej bramce nie miał udziału (akcja poszła drugą stroną). Dobrze współpracował z grającym na lewej pomocy Żyro, zamieniając się z nim często pozycjami.

- Wiecie, że nie rozmawiam z dziennikarzami. Poza tym spieszę się na samolot - wykręcał się obrońca Legii powołany na wrześniowe mecze eliminacyjne do MŚ 2014. - Ale przecież zagrałeś dobry mecz, asystowałeś? - No właśnie to tylko asysta. Strzelanie bramek zostawiam na mecze z Czarnogórą i Mołdawią - uśmiechnął się i poszedł do szatni.

Drugi z kadrowiczów, który zaraz po spotkaniu również pędził na Okęcie, przyzwyczaił już wszystkich, że gra do końca i nigdy nie odpuszcza. Tak też było i tym razem. Mimo, że "Sagan" gola z Podbeskidziem nie strzelił, cały czas był aktywny. A jak Legia miała stałe fragmenty gry, to 34-letniego napastnika potrafiło pilnować aż trzech rywali.

Saganowski popisał się ładnym podaniem w tempo do 14 lat młodszego Dominika Furmana, który zdobył swoją pierwszą bramkę dla Legii. - Jeśli się nie uda strzelić, to chociaż asysty cieszą. Szkoda tylko, że dzisiaj musieliśmy się tak namęczyć, żeby coś wpadło do siatki - powiedział po meczu.

Długie czekanie na gola

Oceniając piłkarzy z Podbeskidzia, nie grali z Legią jak równy z równym. Umiejętnie się bronili, co przez dłuższy czas przynosiło pożądany efekt. A przy tym frustrację i tak cichych w tym dniu kibiców oraz samych zawodników Legii.

Bielszczanie strzelili gola w 12. minucie. Autorem bramki był Robert Demjan. Słowak popisał się piekielnie mocnym strzałem, a piłka zanim wpadła do siatki odbiła się jeszcze od poprzeczki. Później podopieczni Roberta Kasperczyka zastosowali taktykę na tzw. autobus. Czyli bronimy 1:0 wszelkimi sposobami do końcowego gwizdka.

Z perspektywy całego spotkania, poza strzałem Demjana i jedną groźną kontrą pod koniec pierwszej połowy, nie mieli zbyt wielu okazji na podwyższenie rezultatu. Nawet klubowy kamerzysta ekipy z Bielska, który filmował mecz do celów szkoleniowych, po marnowanych na potęgę sytuacjach przez Legię krzyczał: "To niemożliwe, że oni jeszcze nie strzelili".

Legioniści nastawili celowniki dopiero w końcówce, a celnie strzelali Michał Żyro, Dominik Furman i Miroslav Radović.

Ci co wyszli - niech żałują

Worek z bramkami rozwiązał się dopiero pod koniec spotkania (82. minuta). Do tego czasu wielu zrezygnowanych kibiców, miało w głowach scenariusz z poprzedniego sezonu, kiedy Legia przegrała na własnym stadionie z "Góralami" 1:2.

To był jednak zupełnie inny mecz i inny trener. Maciej Skorża grał z Legią bardziej zachowawczo. Z kolei odkąd stery ponownie przejął Jan Urban, Legia gra z większym polotem (przynajmniej na krajowym podwórku). Na potwierdzenie tej tezy choćby niech świadczy fakt, że legioniści w poprzednim sezonie oddali w meczu z Podbeskidziem 12 strzałów, a teraz 34.

- W takich meczach traci się mistrzostwo Polski - dało się słyszeć wielokrotnie na trybunach. Część kibiców nawet przed czasem zaczęło już opuszczać stadion przy Łazienkowskiej. Nawet sam trener nie do końca wierzył w optymistyczne zakończenie. - Miałem chwilę zwątpienia, bo bywają dni i mecze, w których piłka nie chce wpadać do siatki - mówił po spotkaniu. - Na całe szczęście nasz nieustanny pościg za rywalem przyniósł efekt - cieszył się Urban.

Fornalik zły, Urban doradza

Trener reprezentacji Polski Waldemar Fornalik miał pretensję do władz Ekstraklasy SA o to, że powołani piłkarze Legii grają z Podbeskidziem w czasie zgrupowania kadry. - To dla mnie dziwna sytuacja. W głowie mi się nie mieści, że ktoś z kadrowiczów nie będzie mógł trenować z narodową drużyną tylko dlatego, że ma ligowy mecz - grzmiał kilka dni temu selekcjoner.

- Nie uważam żeby trener Fornalik miał do nas pretensje. Nam tak wyznaczyli termin spotkania, a nie zapominajmy, że to jest nasza praca - powiedział Saganowski. - W przyszłości powołując piłkarzy Legii, niekoniecznie mnie, ktoś odpowiadający za terminarz rozgrywek ligowych, mam nadzieję, że weźmie to pod uwagę i nie będzie takiej kolizji jak teraz - dodał piłkarz.

Wszystko byłoby w porządku gdyby Legia zagrała z Podbeskidziem w niedzielę. Nie mogła jednak tego zrobić, ponieważ na Pepsi Arenie odbywał się mecz Politycy kontra Gwiazdy TVN. Niezadowolenie Fornalika skomentował trener Legii. - Waldek, zamiast narzekać, niech kupi z 10 biletów na ten niedzielny mecz, bo to impreza charytatywna - doradzał mu.

Wawrzyniak i Saganowski są już w Gdańsku. Z całą pewnością odlecieli z Warszawy w dobrych nastrojach. Czy Fornalik na nich postawi i pomogą Polsce zdobyć pierwsze punkty w eliminacjach do MŚ? Zobaczymy w najbliższym czasie. Spotkanie z Czarnogórą 7 września w Podgoricy. Z Mołdawią cztery dni później we Wrocławiu.