Legia Ballena, dzień 9. Król Ljuboja, zagubiony Radović i po kogo przyjechał Piekarski? Pięć uwag po meczu z Krasnodarem

Dziewiątego dnia obozu w Hiszpanii legioniści zremisowali w Jerez 1:1 w sparingu z FK Krasnodar. Mecz obserwował menedżer Mariusz Piekarski. Czy przyjechał po Artura Jędrzejczyka? Spostrzeżeniami dzieli się obserwujący obóz Legii Bartek Kubiak z Warszawa.sport.pl.
Król "Ljubo"

Rozmawiałem z Danijelem Ljuboją chwilę po porannym treningu. Powiedział, że będzie grał i obiecał, że coś strzeli. Z Krasnodarem bramki nie zdobył, ale po raz kolejny (który?) udowodnił, że Legia ma w jego osobie kawał piłkarza. Nawet kosztem tych spalonych, na które jest ciągle łapany, Ljuboja daje Legii bardzo dużo.

W pierwszej połowie zagrał za Markiem Saganowskim. W drugiej, po zejściu "Sagana" w 70. minucie, był wysuniętym napastnikiem. - Dobrze czuje się na obu pozycjach. To jest dla mnie komfort - mówił Jan Urban o Ljuboi po meczu z FK.

Rano na treningu legioniści ćwiczyli rzuty wolne. Ljuboja nie uderzał na bramkę, ale w meczu do stojącej piłki podchodził najczęściej. Po jego soczystym uderzeniu piłka do bramki nie wpadła, ale dobił ją Inaki Astiz i zrobiło się 1:1.

Taktyka? Teoria a praktyka

W pierwszej połowie Legia nie grała tego, co zakładała sobie na przedmeczowych treningach. "Panowie, nie biegajcie teraz. Nabiegacie się po południu" - mówił rano Urban. Legioniści, owszem, biegali, ale często bez piłki - goniąc za rywalem.

Założenia były takie, aby grać na dwa kontakty i szybką grą rozmontowywać Rosjan, a po stracie szybkim pressingiem doskakiwać do rywala. Dopiero po przerwie zaczęło to wyglądać zdecydowanie lepiej. Ale w meczu z Krasnodarem najlepiej zaprezentowała się defensywa.

Mimo błędu z pierwszych minut, po którym padł gol (palce maczali środkowi obrońcy i bramkarz), to ta formacja wyglądała najsolidniej. Nie ma co się jednak zachwycać, bo taki jeden głupi błąd w lidze zazwyczaj skutkuje tym, że drużyna przeciwna zaczyna grać bez napastnika i parkuje we własnym polu karnym.

Zagubiony Radović

Kilka dni temu na prawej flance zagrał bardzo dobry mecz z Rapidem Bukareszt. Po spotkaniu z Krasnodarem widać, że "Rado" już chyba na dobre przyrósł do prawej strony. On sam podkreśla, że mu to nie przeszkadza, ale jak przypominam sobie mecze Radovicia na prawej stronie sprzed kilku lat, kiedy Legią również dowodził Urban, to nie jestem optymistą.

We wtorek to był właśnie taki mecz. Radović gubił się, niemiłe wspomnienia odżyły. Jeszcze na początku meczu z FK próbował schodzić do środka. Ale z każdą minutą meczu robił to coraz rzadziej. Bardziej angażował się w grę defensywną i zapominał o ofensywie, czyli swoim największym atucie.

W lidze większość drużyn przeciwko Legii gra z kontry, a Serb w takich chwilach będzie musiał bardzo pilnować prawej strony i dużo pracować w defensywie. Oby nie zabrakło mu sił na atak...

Bereszyński obrońca

Trener Urban najczęściej podkreśla, że cały czas nie wie jeszcze, gdzie będzie grał Bartosz Bereszyński. Ale w meczu z ekipą z Krasnodaru "Bereś" znowu wystąpił na prawej obronie. Fakt, podyktowane to było drobną kontuzją Artura Jędrzejczyka, ale chyba warto się do takiego widoku przyzwyczaić.

Z rozmów z trenerem - tych oficjalnych i mniej oficjalnych - wynika, że Bereszyński naprawdę podoba mu się jako obrońca. A dochodzi do tego jeszcze kolejne moje spostrzeżenie, bo...

... po kogo przyjechał Mariusz Piekarski?

No właśnie. Wydaje się, że mógł przyjechać tylko po Jędrzejczyka. Czy "Jędza" odejdzie z Legii? Jeśli tak, to zapewne na Wschód. Piekarski, agent Jędrzejczyka, nie od dziś znany jest z tego, że kontakty z Rosjanami ma dobre (patrz Rybus, Komorowski i poprzednia zima).

Kontuzjowany jest Jakub Rzeźniczak, więc trenerzy - zakładając, że liczą się z odejściem Jędrzejczyka - szykują sobie pole manewru. Na prawej flance grywa wspomniany Bereszyński, a przecież z Concordią Chiajna z nową dla siebie pozycją oswajał się też Michał Kucharczyk.

Ale to poszlaki. Twardych dowodów na razie brak.