Legia Warszawa - Lech Poznań 2:1. Co dalej z Legią Skorży?

Po emocjonującym, ale słabym meczu piłkarze Legii przerwali serię trzech porażek. Wygrana z Lechem nie oznacza wcale, że zespół Macieja Skorży najgorsze ma już za sobą. Słabe punkty wciąż widać gołym okiem
W piątek piłkarze pokazali wreszcie, że bardzo zależy im na wygrywaniu dla Legii. Skorża bardzo ich chwalił za ambicję, ale wciąż nie widać drużyny, która wie, jak ma grać, i stara się to robić. Trzy punkty wydarli Lechowi niespotykaną dotąd determinacją, ale gdyby po 30 minutach bezradni jak dzieci warszawianie przegrywali 0:3, nikt nie mógłby mieć pretensji. Dopiero kiedy jeszcze przed przerwą za głupi faul został wyrzucony Rybus, a tuż po przerwie sędzia odesłał na trybuny szkoleniowca, Legia wzięła się w garść. Czy zwycięstwo da stłamszonej ostatnio porażkami drużynie mentalnego kopniaka? Trener musi jej w tym pomóc.

Jeden przełomowy moment Skorża przegapił - to porażka 0:3 z Polonią Warszawa po bardzo słabej grze na Konwiktorskiej. Potem przyszły jednak dwa wymęczone i fartowne zwycięstwa, które przysłoniły ponurą rzeczywistość.

Zwycięski gol z Cracovią padł w doliczonym czasie po problematycznym rzucie wolnym. Wcześniej goście prowadzili 1:0 i nie wykorzystali kilku fantastycznych okazji na kolejną bramkę. We Wrocławiu warszawianie oddali jeden celny strzał, ale to wystarczyło, by mieć trzy punkty, choć piłkarze Śląska obijali piłką poprzeczkę i słupek legijnej bramki.

Trzy kolejne porażki pokazały dobitnie, że Legia pogrąża się w chaosie. Z Bełchatowem i Ruchem degrengolada sięgnęła dna.

Skorża zareagował spóźnioną rewolucją. Dziś widać, że decyzje o odsunięciu trzech zawodników do Młodej Ekstraklasy oraz karach dla pięciu innych graczy były podjęte za późno. Przed sezonem Skorża dostał wolną rękę w doborze zawodników, mógł wyczyścić szatnię do ostatniej czarnej owcy. Zapłacił jednak za naiwną wiarę w to, że Polacy potulnie zaakceptują sprowadzenie do jedenastki aż sześciu obcokrajowców i jeszcze powierzenie jednemu z nich opaski kapitana.

Trener się pomylił, ale w końcu zesłał do Młodej Ekstraklasy Macieja Iwańskiego, Piotra Gizę i Jakuba Wawrzyniaka. Powrót wymienionej trójki do pierwszej drużyny wydaje się mało prawdopodobny. W czerwcu wszystkim kończą się kontrakty, cień nadziei na jego przedłużenie może mieć tylko 27-letni Wawrzyniak. Giza z Iwańskim już mogą szykować się do wyprowadzki ze stolicy.

Skorża poprawił atmosferę w szatni, ale wciąż nie ogarnia zespołu. W Lubinie Legia przegrała ze słabym Zagłębiem, w Szczecinie w meczu PP wydarła Pogoni awans w ostatnich minutach, nie będąc wcześniej drużyną dużo lepszą od I-ligowca.

Mecz z Lechem miał niemal identyczną historię jak wygrana z Cracovią. Zaczęło się od fatalnych błędów w defensywie, straconego gola i nieskuteczności rywala. Skończyło na zwycięskim golu w końcówce po stałym fragmencie.

Genialna gra Ivicy Vrdoljaka, który z lechitami walczył sam na całej długości i szerokości boiska, świetne wejście na boisko Miroslava Radovicia, który biegał wreszcie z sensem, mijał rywali i celnie podawał, dobre interwencje Antolovicia albo heroiczne boje innego mentalnego przywódcy drużyny Inakiego Astiza, który w końcówce wyprowadzał kontry, nie mogą przesłonić tego, co Skorża musi naprawić natychmiast.

Legia ma problemy w każdej formacji - bramkarze są młodzi i niestabilni. W obronie jej niedawny filar Dickson Choto popełnił w czterech meczach tego sezonu więcej błędów niż w całym zeszłym. W piątek zerwał ścięgno Achillesa i do końca rozgrywek już nie wystąpi.

Zatrważająca jest forma młodych zawodników. 19-letni Ariel Borysiuk i o dwa lata starszy Maciej Rybus byli wielką nadzieją już trzy lata temu. Od dwóch nie zrobili postępów. Czy Skorża ma pomysł na to, jak ich zmobilizować do pracy i oduczyć złych nawyków? Na razie tego nie widać. Borysiuk wyróżniał się podczas letnich sparingów, ale w lidze gra słabo. Odbiór piłki to nie wszystko, środkowy pomocnik musi jeszcze umieć celnie podać do przodu. Zatrważające są liczba jego strat i boiskowe niechlujstwo. Żałośnie wyglądają próby strzałów z 30 m - piłka nawet nie zbliża się w okolice bramki. Rzut wolny wykonał tak, że piłka nie doleciała do pola karnego.

Rybusa częściej widać w tabloidach z papierosem i butelką desperados w ręku niż w dobrych meczach. Marnuje swój talent, nie pierwszy zresztą i nie ostatni zawodnik z Łazienkowskiej.

W takiej sytuacji, jak Borysiuk i Rybus byli trzy lata temu, jest teraz 19-letni Michał Kucharczyk, który przebojem wdarł się do ataku Legii. Zaczynał sezon jako napastnik numer trzy, dziś nikt już nie podważy jego miejsca w jedenastce. Strzelił bramkę Pogoni w PP i Lechowi w lidze. Konkurenci, czyli Bruno Mezenga i Takesure Chinyama, są słabi - w piątek, dopóki piłkarz z Zimbabwe był na boisku, Legia grała w dziesiątkę, a po wywaleniu Rybusa - w dziewiątkę. Były król strzelców wyglądał na boisku tak, jakby pierwszy raz w życiu grał w piłkę. Wystawienie go od pierwszej minuty było kolejną złą decyzją Skorży, który porażkami, słabą grą i kontuzjami jest zmuszony zmieniać jedenastkę na każdy mecz.

Do dziś nie wiadomo, jaki ma ostateczny pomysł na drużynę. W piątek pomógł mu los i zadziwiająco słaby Lech - pora, by trener zaczął szczęściu pomagać. Styl piątkowego zwycięstwa z "Kolejorzem" nie spowodował, że Legia będzie faworytem sobotniego spotkania z Lechią.

O wszystkich meczach Ekstraklasy - czytaj na Sport.pl »