Po zwycięstwie Legii: Paradoks pogania paradoks

Najlepszym piłkarzem Legii w meczu z Arką był Wojciech Skaba, który sezon rozpoczął na trybunach, bo był bramkarzem numer trzy
Paradoksem trenerm Maciej Skorża nazwał piatkowe zwycięstwo nad Arką - najwyższe w tym sezonie przy Łazienkowskiej, z drużyną, która do piątku straciła najmniej goli w lidze. Paradoksów jest więcej, bo coraz gorzej grająca drużyna Skorży utrzymuje się na podium, choć ma ujemny bilans bramkowy, a w porównaniu z poprzednim sezonem o cztery punkty mniej i o cztery porażki więcej. Legia Skorży przegrywała aż sześć razy!


- To nie był nasz najlepszy mecz w tej rundzie - wymijająco powiedział po dłuższym zastanowieniu trener Legii. Potem musiał się porządnie natrudzić, by nie skrytykować zespołu, który wygrał 3:0. Legia na krytykę zasłużyła, bo choć wygrała wysoko, to szczęśliwie. - Było słabo. Mam nadzieję, że nie będzie już meczów z taką grą - przyznał w rozmowie z legia.com pomocnik Miroslav Radović.

Serb był jednym z kilku piłkarzy, którzy jeszcze miesiąc temu zbierali brawa i prowadzili zespół do czterech kolejnych zwycięstw w lidze. Wtedy Legię chwalono za waleczność, umiejętność zdominowania rywala w środku pola i zabójczą skuteczność przy rzutach wolnych i rożnych. Od meczu z Wisłą (przegranego 0:4) atutem Legii pozostały wyłącznie stałe fragmenty, ale w piątek nie pomogłyby nawet one, gdyby nie katastrofalna forma japońskiego sędziego i bramkarza Arki. Rzutu karnego dla warszawian być nie powinno. Później bramkarz Norbert Witkowski zawalił dwa kolejne gole. - Nie pomógł nam dzisiaj. Drugi i trzeci gol to nie były strzały nie do obrony - powiedział po meczu trener Arki Dariusz Pasieka.

Legia jest jedynym zespołem z czołówki, który ma ujemny bilans bramkowy. Gole traci seriami, jak z Wisłą, Lechią (trzy) i Polonią (trzy). Ma ogromny problem z konstruowaniem akcji, po których może paść gol. Z 18 bramek strzelonych w tym sezonie aż 12 padło po stałych fragmentach. Najlepszym strzelcem zespołu jest defensywny pomocnik Ivica Vrdoljak. Strzelił cztery gole z czego trzy z rzutów karnych. Przeciwko Zagłębiu i Koronie strzelał pewnie, mocno w prawy róg bramki rywala. W piątek kopnął lekko, niechlujnie i niemal w środek bramki. Piłka przeleciała Witkowskiemu pod brzuchem.

Chorwacki kapitan po raz kolejny zagrał słabo. W niczym nie przypominał ambitnego, walczącego do upadłego zawodnika z meczów przeciwko Lechowi czy Koronie. Takich, jak on było w piątek w Legii więcej, mimo że w porównaniu ze spotkaniem z Wisłą trener Skorża dokonał czterech zmian w składzie. Nic nie dały. Trzy gole plus niegroźny, lekki strzał Mezengi w 29. minucie to komplet celnych uderzeń Legii w całym meczu.

Najlepszym, obok Radovicia, zawodnikiem Legii w meczu z Arką był bramkarz Wojciech Skaba, który przy stanie 0:0 wybronił sytuację sam na sam z Marcinem Budzińskim. Był to jego pierwszy mecz w sezonie. Zaczynał jako trzeci bramkarz, ale dwaj pozostali po słabych występach usiedli na ławce.

Na ławce (a nawet w Młodej Ekstraklasie) był też długo Maciej Iwański. W meczu z Arką Skorża od pierwszej minuty ustawił rozgrywającego na lewym skrzydle, co okazało się totalną pomyłką. - Manewr się nie udał. Drużyna źle się w tym ustawieniu czuła - tłumaczył po meczu. W efekcie Radović, o którym kilka tygodni temu trener Skorża mówił, że w środku gra wspaniale, dla ratowania sytuacji został przesunięty na skrzydło.

- Przeciwnicy w lidze zaczęli nas neutralizować. Środek był naszą domeną. Teraz Radović jest indywidualnie pilnowany. Przeciwko Arielowi Borysiukowi i Vrdoljakowi rywale grają bardzo agresywnie i gra się nam trudniej niż kilka kolejek temu - tłumaczy trener Legii. - Trzeba będzie coś wymyślić na dwa ostatnie jesienne mecze - dodaje. W piątek Legia gra w Bytomiu z Polonią Jana Urbana, tydzień później, też na wyjeździe, z Cracovią.

Jeśli uda jej się utrzymać, albo zmniejszyć, tylko pięć punktów straty do lidera z Białegostoku, będzie to największym paradoksem ligowej jesieni. Cała nadzieja w Tomaszu Kiełbowiczu. Mimo letnich transferów za ponad 2 mln euro, to największy atut Legii w ofensywnie. Kiełbowicz to lewy obrońca, ma 34-lata i po sezonie kończy mu się kontrakt