Piłka nożna. Jak Niemcy walczą z kibolem

- Gdyby w Niemczech chuligan uderzył piłkarza, nie wszedłby na żaden mecz nawet przez trzy lata, a klub zgłosiłby sprawę do prokuratury - mówi Thomas Dudek, niemiecki dziennikarz
- Nie chcę mówić, że w Niemczech poradzono sobie z chuligaństwem. Rok temu kibole Herthy wpadli na murawę stadionu w Berlinie, a w piątek sędzia liniowy został trafiony kubkiem z piwem przez kiboli St. Pauli i sędzia przerwał mecz. Takiego zdarzenia jak w sobotę w Warszawie sobie jednak nie przypominam i trudno mi je sobie wyobrazić w pierwszej czy drugiej Bundeslidze - mówi Dudek.

W sobotę po meczu z Ruchem herszt kiboli Legii "Staruch" uderzył piłkarza Jakuba Rzeźniczaka i nieniepokojony wyszedł ze stadionu.

- W Niemczech ochrona wyprowadziłaby chuligana i przekazała policji. Zostałby spisany, a jego dane przekazane klubowi i związkowi. U nas w każdym klubie działa rada bezpieczeństwa. To ona decyduje o zakazach stadionowych. Wydaje je także związek i liga, ale nie sąd - opowiada niemiecki dziennikarz.

Legia dwa dni po ataku odwiesiła "Staruchowi" zakaz stadionowy, którym dwa lata temu ukarała go za okrzyk: "Jeszcze jeden!", wzniesiony w dniu śmierci współwłaściciela klubu Jana Wejcherta [drugim jest Mariusz Walter]. Zakaz obowiązuje jednak tylko na meczach u siebie. Kibol ma też sądowy zakaz wstępu na mecze wyjazdowe, ale... obowiązuje on wyłącznie na spotkaniach ekstraklasy. W środę "Staruch" był więc na trybunach w Gdańsku, gdzie Legia grała w Pucharze Polski z Lechią. W warszawskim klubie twierdzą, że musieli sprzedać mu bilet.

- U nas zakaz może obowiązywać od roku do trzech lat. Rzadko kluby zabraniają wchodzić tylko na swój stadion. 90 procent obowiązuje na wszystkich obiektach. Prawdopodobnie za uderzenie piłkarza kibola spotkałaby właśnie taka kara - dodaje Dudek.

Przez ostatnie dwa lata polskie kluby wydały tylko 170 zakazów stadionowych, ale aż 140 Widzew Łódź - Gdy mówiłem o tych statystykach policjantowi, tylko się zaśmiał. W Niemczech w sezonie kluby wydają ok. tysiąc zakazów, a obowiązuje ok. 3 tys. - mówi Dudek. - Gdyby piłkarz został uderzony przez kibola, klub lub zawodnik zgłosiliby też sprawę do prokuratury - dodaje.

Legia sprawy nie zgłosiła, a w poniedziałek na stronie internetowej Stowarzyszenia Kibiców Legii Warszawa, którego frontmanem jest "Staruch", można było znaleźć informację, że chuligan spotkał się z piłkarzem. Według oświadczenia obaj stwierdzili, że "działali w afekcie, jeden za dużo powiedział, drugi zrobił coś, co nie powinno mieć miejsca".

Zareagował za to minister sportu Adam Giersz, który zapowiedział, że zwróci się do prokuratura generalnego o wszczęcie postępowania z urzędu.

- Ukarany zostałby też klub. Trudno spekulować, w jaki sposób, ale po piątkowym skandalu liga może nawet zamknąć stadion St. Pauli - mówi Niemiec. Wczoraj Komisja Ligi ukarała Legię 50 tys. zł grzywny.