Ekstraklasa. Legio, gdzie masz bramkarza?

Pół minuty przed końcem doliczonego czasu bramkarz Wojciech Skaba popełnił katastrofalny błąd, piłka odbiła się od jego klatki piersiowej i Daniel Sikorski strzelił gola dla Górnika. Mecz w Zabrzu skończył się remisem 1:1. I zamiast pierwszy raz w sezonie być wiceliderem, Legia jest czwarta
Legia znowu nie wygrała wiosną ligowego pojedynku na wyjeździe. Nigdy nie była tak blisko jak we wtorek, ale w bramce miała Skabę, który już na początku spotkania w Zabrzu źle się ustawił przy strzale z rzutu wolnego Mariusza Magiery i tylko szczęście (poprzeczka) uratowały warszawian od straty bramki. Później nie miał nic do roboty, bo - przez prawie półtorej godziny, do ostatniej minuty doliczonego czasu - to był mecz jednej drużyny. Legii, która zagrała najlepszy mecz w rundzie.

Trener Maciej Skorża po raz kolejny - odkąd jego zespół gra co trzy dni - zmienił wyjściowy skład. Piątkowy mecz z Jagiellonią będzie ósmym występem Legii w ostatnich 28 dniach, dlatego - w porównaniu z ostatnim ligowym spotkaniem przeciwko Koronie - w Zabrzu do pierwszej jedenastki wrócili Jakub Wawrzyniak, Miroslav Radović i czeski napastnik Michal Hubnik. Szkoleniowiec Legii wymienił po jednym graczu w każdej formacji - tym razem odpoczywali Maciej Rybus, Tomasz Kiełbowicz i Michał Kucharczyk. Nie zmienił tylko bramkarza, bo zmiennik Skaby - Chorwat Marijan Antolović - jest jeszcze słabszy. Zagrał w wiosennym meczu z Ruchem, w którym warszawianie prowadzili już 2:0, by przegrać 2:3. Od tamtej pory między słupki wrócił 27-letni Skaba, który sezon rozpoczynał jako numer trzy i zimą miał odejść, ale Antolović i Kostiantyn Machnowskij bronili na tyle słabo, że wywalczył sobie pozycję numer jeden. Zimą dostał nowy kontrakt, a latem...wygląda, że Legia będzie szukać bramkarza.

W Zabrzu Skorża zaskoczył zespół Adama Nawałki ofensywnym ustawieniem z dwoma napastnikami: Hubnikiem i Michałem Żyro (w poprzednim spotkaniu, niespełna 19-letni maturzysta pierwszy raz zagrał w Legii od początku) w jedenastce. Z tym, że w trakcie spotkania jeden z napastników na zmianę zawsze cofał się po piłkę do pomocników albo pokazywał się na skrzydle.

Z prawej na lewą stronę i z powrotem hasali Radović z Manu siejąc sporo zamętu w drużynie Adama Nawałki, której trzej środkowi pomocnicy nie bardzo mieli szansę przejąć piłkę, bo zwykle leciała ona nad ich głowami w okolice pola karnego Górnika. Taktyka Legii była skuteczna.

Przed przerwą Legia oddała pięć celnych strzałów, najbliżej zdobycia gola był Ariel Borysiuk, który z 30 m strzelił z wolnego tak, że piłka omsknęła się po palcach bramkarza Adama Stachowiaka i wylądowała na poprzeczce. Po rzucie rożnym gospodarzy znowu ratował od utraty gola Stachowiak, który w potwornym zamieszaniu w swoim polu bramkowym nie dał się pokonać Wawrzyniakowi i Radoviciovi.

Chwilę po przerwie bohaterem Górnika znowu był Stachowiak, który obronił mocny strzał Rzeźniczaka - dobitkę po pięknym uderzeniu Hubnika, który trafił w słupek. Warszawianie byli zdecydowanie lepsi, to był jeden z najlepszych występów Legii odkąd pracuje w niej Skorża. A już na pewno w tej rundzie, kiedy drużynie nie udało się wygrać żadnego meczu na wyjeździe.

Legia wreszcie zagrała tak, jak przez długie miesiące porażek i upokorzeń oczekiwał jej 39-letni trener, którego już nic ma nie uratować od utraty posady. Zdominowała rywali. Stłamsiła Górnika - nie pozwalała na nic, oprócz strzału w poprzeczkę Magiery na samym początku, kiedy błąd popełnił Wojciech Skaba. W Legii - przez godzinę - zawodziła wyłącznie skuteczność albo fantastycznie bronił Stachowiak.

Po strzeleniu gola nic się zmieniło - Górnik, jak bezradny był, tak pozostał. Do tego stopnia, że kapitan Banaś próbował kopnąć piłkę do bramki Legii z własnej połowy. Do uderzeń Jeża i Sikorskiego więcej celnych strzałów zespół Nawałki nie oddał. W 80. min po świetnej akcji Manu i podaniu Radovicia z ośmiu metrów do pustej bramki nie trafił Kucharczyk. Gol rozstrzygnąłby spotkanie. Mimo tego Legia dalej kontrolowała spotkanie, trzymała się z dala od bramki Skaby, jej zawodnicy mieli więcej sił i swobody w rozgrywaniu piłki. Oddali aż 22 strzały. Jak się okazało - za mało, by wygrać, bo między słupkami stał Skaba. - Nie zasłużyliśmy nawet na remis - przyznał po spotkaniu Adam Banaś.

Piłkarze Legii schodzili z boiska zszokowani. Jesienią na Łazienkowskiej, w jeszcze większym szoku, byli zabrzanie. Do 87. minuty prowadzili 1:0, by przegrać 1:2 tracąc decydującego gola również w doliczonym czasie.

W piątek zespół Skorży gra w Białymstoku z wiceliderem, Jagiellonią, w następną sobotę na Łazienkowską przyjeżdża lider, Wisła.