Maciej Skorża zostaje. Legia nie zmienia trenera!

Maciej Skorża zdobył z Legią Puchar Polski, trzecie miejsce i 49 pkt. Jan Urban, także w pierwszym sezonie pracy, PP, wicemistrzostwo i 63 punkty. Trzy lata temu był to sukces. Dziś osiągnięcie Legii to porażka
To największe wyzwanie w mojej karierze i zarazem spełnienie dziecięcych marzeń. Moim celem jest pierwsze miejsce i walka w europejskich pucharach - mówił niemal dokładnie rok temu Maciej Skorża. Pierwszego czerwca w świetle kamer został przedstawiony przy Łazienkowskiej jako nowy trener Legii. - Co trzeba zrobić, aby osiągnąć te cele? Stworzyć zespół, zjednoczyć piłkarzy i obudzić możliwości, jakie w nich drzemią. Bo w Legii są zawodnicy dobrzy, mogący grać znacznie lepiej niż ostatnio. Będę chciał zmienić sposób gry i dobrać do niego odpowiednich wykonawców - mówił.

Na zapowiedziach się skończyło.

Wydawało się, że niedzielny mecz z Polonią Bytom będzie jego ostatnim w roli szkoleniowca Legii. - Maciej Skorża poprowadzi zespół w następnym sezonie - oznajmił na konferencji prasowej dyrektor generalny klubu Leszek Miklas.

Jeszcze miesiąc temu, po ligowej porażce z Lechią w Gdańsku - 11. w sezonie - los trenera wydawał się być przesądzony. Miał go zastąpić Słowak Vladimir Weiss, który niedawno był w Warszawie i z właścicielem klubu Mariuszem Walterem negocjował kontrakt. Do Legii nie przyjdzie, bo nie zgodził się zrezygnować z pracy z kadrą.

Skorży miał nie uratować nawet Puchar Polski, choć w finale ograł po rzutach karnych Lecha, a w drodze po trofeum pokonał m.in. Lechię i Ruch (który w dwóch poprzednich edycjach eliminował Legię). Z tymi samymi klubami w ekstraklasie nie wywalczył nawet jednego punktu w czterech meczach!

Trener miał odejść, bo nie stworzył drużyny godnej nowego, efektownego stadionu. Nie potrafił wyegzekwować od piłkarzy ich potencjału - zbyt dużo meczów w wykonaniu Legii było słabych lub bardzo słabych. Szkoleniowiec wydawał się pogodzony z losem - w piątek powiedział "wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że mecz z Polonią będzie moim ostatnim w roli trenera Legii". O tym, że jednak zostaje dowiedział się w niedzielę wieczorem.

Wyniki Legii przypominają te z sezonu 2007/08, gdy po raz pierwszy warszawski zespół prowadził Jan Urban. Były trener rezerw Osasuny Pampeluna doprowadził drużynę do wicemistrzostwa i zdobył PP, grał też w finale Pucharu Ligi. Wynik Urbana był uznany za sukces, dzisiejszy wynik Skorży to jego porażka.

Trzy lata temu Wisły - prowadzonej zresztą przez Skorżę - dogonić się nie dało, bo już po rundzie jesiennej miała dziesięć punktów przewagi. Rozgrywała sezon bliski ideału. Zdobyła 77 punktów, co było najlepszym wynikiem od 1997 r. (Widzew wywalczył 81 punktów - grało wtedy 18 drużyn). Jedyną porażkę krakowianie ponieśli w meczu ze zdziesiątkowaną kontuzjami Legią już po zapewnieniu sobie mistrzostwa.

Legii Urbana zdarzały się też wpadki (np. porażka ze spadającym z ligi Zagłębiem Sosnowiec 1:2), ale trenera obroniły efekty pracy w trudnych warunkach. Ani w pierwszym sezonie, ani później nie mógł się doprosić od działaczy napastnika i solidnego defensywnego pomocnika. Skorży z kolei do drużyny sprowadzono wartego 1 mln euro Ivicę Vrdoljaka. Zimą trener zażyczył sobie napastnika, obrońcy i skrzydłowego - i dostał ich, lub wręcz sam wybrał (Ogbuke).

Urban przejął zespół bez bramkarza (Fabiański), kapitana (Surma) i najlepszego strzelca z poprzedniego sezonu (Włodarczyk). Stworzył najlepiej broniący zespół w lidze (w 30 meczach Legia straciła 17 bramek) i wprowadził do drużyny utalentowanych nastolatków Macieja Rybusa i Ariela Borysiuka. Legia, często z jednym zdrowym napastnikiem, potrafiła grać efektownie. Na Rybusa - 18-latka strzelającego gole Wiśle - patrzyło się z przyjemnością.

W dzisiejszej Legii nie ma piłkarza, którego można by nazwać gwiazdą ekstraklasy - na miarę Jana Muchy czy Takesure Chinyamy sprzed trzech lat. Utalentowany Michał Kucharczyk na razie ma tylko zadatki, najlepszy asystent w zespole Tomasz Kiełbowicz w tym roku skończył 35 lat. Najskuteczniejszy od lat Miroslav Radović (10 goli, 7 asyst) dobre mecze przeplata słabymi - podobnie jak Ivica Vrdoljak, jedyny legionista w gronie nominowanych do tytułu najlepszego piłkarza sezonu w plebiscycie Ekstraklasy SA i Canal+.

Legia Skorży nie grała efektownie. W tym sezonie, poza środowym zwycięstwem z Arką (5:2), rewanżowym półfinałem Pucharu Polski z Lechią (4:0) i jesienną wygraną w Kielcach z Koroną (4:1) oraz spadającą z ligi Polonią B. (4:0) fajerwerków nie było. Kilka razy legioniści pokazali charakter, wygrywając w ostatnich minutach (jesienne mecze z Cracovią i Górnikiem), i waleczność (jesienna wygrana z Lechem w dziesiątkę czy remis z Jagiellonią w Białymstoku w dziewiątkę). Szefowie klubu i kibice, spragnieni sukcesów w europejskich pucharach, zbyt często oglądali zespół doznający porażek z przeciętniakami. W lidze przegrali 11 razy, co jest jednym z najgorszych wyników w historii.

W PP Skorża z rozmysłem stawiał na defensywę, byle tylko nie tracić goli, bo w lidze obrona Legii była dziurawa jak sito (dopiero po wygranej w Gdyni warszawianie po raz drugi w sezonie mieli korzystny bilans bramkowy).

Skorża przepracował z zespołem dwa pełne okresy przygotowawcze, zimą był na dwóch zagranicznych zgrupowaniach. Ale na początku rundy wiosennej zaliczył serię sześciu meczów, w których zdobył tylko jeden punkt. Drużyna obudziła się w maju, kiedy nie przegrała siedmiu spotkań i zdobyła w nich aż 17 pkt. Starczyło do trzeciego miejsca. I, jak się okazało, do zachowania posady. Celem minimum był awans do pucharów i poprawa lokaty z poprzedniego sezonu, kiedy Legia była czwarta.

Mistrzostwo Polski przegrała na własne życzenie. Po rundzie jesiennej miała tyle samo punktów co Wisła. Ostatecznie straciła do niej siedem punktów. Trzy sezony temu Urban zdobył z Legią 63 punkty. Skorży taki wynik dałby mistrzostwo.