Sport.pl

Ekstraklasa. Legia już po wakacjach. Żewłakow walczy o numer 14

- Negocjacje z Kubą Wawrzyniakiem w sprawie numeru 14 są trudniejsze niż negocjacje z szefami Legii. Ale myślę, że go przekonam - mówi Michał Żewłakow. Obrońca spotkał się wczoraj z kolegami na pierwszym treningu po wakacjach.
W poniedziałek w samo południe legioniści wyszli na pierwszy trening przed nowym sezonem i mimo deszczu pozostali na boisku ponad półtorej godziny. Zabrakło Michała Hubnika, Michała Kucharczyka i Jakuba Wawrzyniaka. Całą trójka dostała jeszcze tydzień wolnego, bo gdy koledzy mieli wakacje, oni grali w reprezentacjach. Nie trenował też nowy napastnik Legii Serb Danijel Ljuboja, który pojawi się przy Łazienkowskiej dopiero za kilka dni, bo załatwia formalności związane z przeprowadzką do Warszawy. Do drużyny dołączy prawdopodobnie w przyszłym tygodniu, na pewno przed wyjazdem Legii na zgrupowanie do Austrii 3 lipca.

Z kolegami trenował za to Michał Żewłakow. 35-letni stoper podpisał z drużyną z Łazienkowskiej roczny kontrakt. Ma wzmocnić rywalizację w zespole i wnieść do drużyny doświadczenie potrzebne przed meczami w eliminacjach Ligi Europejskiej. Wczoraj pokrzykiwał na kolegów, wskazywał, jak mają się ustawiać podczas gry treningowej. - To pierwsza gra wygrana przez moją drużynę, potraktujmy to jako dobrą wróżbę - powiedział po treningu.

Już 15 lipca Legia pozna rywala w trzeciej rundzie eliminacji LE. Zmierzy się z nim 28 lipca i 4 sierpnia.

Kuba Dybalski: Długo się pan zastanawiał przed podpisaniem kontraktu z Legią i czy bardziej klub chciał pana, czy pan do Legii?

Michał Żewłakow: Obie strony były zainteresowane. Fakt, że negocjacje trwały trochę dłużej niż każdy oczekiwał, ale skończyły się sukcesem pokazują, że obu stronom na tym zależało. Wiadomo, że każdy dba o swój interes najlepiej jak potrafi, ale cieszę się, że ostatecznie jestem w Legii.

W pewnym momencie wydawało się, że negocjacje się załamały. Brał pan pod uwagę grę w innym klubie?

- Zawsze jest taka możliwość, szczególnie gdy negocjacje nie idą tak jak każdy by sobie wymarzył. W tym wypadku chyba też kwestia trenera wpłynęła na rozstrzygnięcie. Nie wiadomo było kto nim będzie w nowym sezonie. Ale skończyło się tak, że mogę trenować w koszulce Legii.

Dla pana to powrót do Warszawy po 13 latach za granicą. ale nie do Polonii a do Legii.

- Dostałem propozycję z Legii i skrzętnie z niej skorzystałem. Patrząc na kluby w których grałem to Anderlecht ze stołecznej Brukseli, Olympiakos ze stołecznych Aten, ostatnio Ankaragucu ze stołecznej Ankary, więc wypadało znów trafić do klubu ze stolicy.

Koledzy już odczuli, ze przychodzi pan kierować zespołem?

- Mam taki charakter. Nie zmienię się i jeśli mogę drużynie pomóc to to robię.

Do niedawna próżno było szukać w Legii piłkarzy mających ponad 30 lat. Teraz do Tomasza Kiełbowicza dołączył pan, a dołączy też Danijel Ljuboja.

- Jest sporo nowych twarzy. Mam nadzieję, że niektórzy koledzy nie pomylili mnie z trenerami. Ale wielu chłopaków znam czy to z reprezentacji, czy z meczów ligowych. Mam nadzieję, że nasz przyjaźń będzie się pogłębiać, z korzyścią dla zespołu.

Do niedawna był pan kapitanem reprezentacji, w Legii kapitanem jest Ivica Vrdoljak. Przejmie pan opaskę?

- Rzeczywiście jest taki temat. Nie wiem jak będzie. Zespół ma kapitana, który w dodatku wywiązywał się ze swoich obowiązków w poprzednim sezonie, niełatwym dla Legii, doskonale. Nie żądam opaski kapitańskiej i dostosuję się do sytuacji.

A co z numerem "14"? Ostatnio i w klubach i w kadrze należał do pana. W Legii gra z nim Kuba Wawrzyniak.

- No właśnie w tej sprawie trwają negocjacje i nie ukrywam, że są dużo trudniejsze niż te z dyrekcją Legii w sprawie kontraktu. Ale postaram się znaleźć jakiś argument, który przekona Kubę, by mi ten numer oddał.

Skąd się wzięło przywiązanie do tego numeru?

- To nie jest jakaś specjalna historia. Kiedy mój brat przestał grać w kadrze z "14" to pomyślałem sobie, że żeby ten numer cały czas żył z nazwiskiem "Żewłakow", to powinienem go nosić. Założyłem koszulkę z tym numerem w którymś z meczów i tak już zostało. Tym bardziej, że w tym samym czasie koszulkę z "czwórką" sprzątnął mi sprzed nosa Marcin Baszczyński. Stąd się wzięła "czternastka" w kadrze, potem w Olympiakosie i Ankaragucu. Jeśli się uda to też w Legii.

Przychodzi pan do zespołu, który poprzedni sezon skończył na trzecim miejscu w lidze. Jaki wynik w tym sezonie pana zadowoli?

- Grając w Legii zawsze gra się o mistrzostwo. Tu nie ma taryfy ulgowej. Liczy się tytuł. Dobrze byłoby awansować do Ligi Europejskiej, a w rozgrywkach grupowych wypaść nie gorzej niż Lech Poznań. Przyzwyczaił już kibiców do tego, ze wychodzi z grupy, więc poprzeczka jest postawiona wysoko, ale mam nadzieję, że nie tak wysoko, by jej trochę nie podbić.

Więcej o: