El. MŚ 2014. Polska - Anglia 1:1. Występ Wszołka jak pierwszy dzień w nowej szkole

Spotkanie z Anglią - pierwsze o punkty w kadrze - nieco przerosło pomocnika Polonii Pawła Wszołka. Nie był tym samym zawodnikiem co w lidze - przebojowym, stwarzającym zagrożenie, skutecznym.
Wychowanek Wisły Tczew zadebiutował w kadrze w piątek z RPA, prawie dwa lata po swoim pierwszym występie w ekstraklasie w spotkaniu z Ruchem Chorzów. Wówczas zmienił Euzebiusza Smolarka, jednego z bohaterów reprezentacji Polski XXI wieku, najlepszego strzelca eliminacji mistrzostw Europy w 2008 roku. Kilka miesięcy później został wystawiony pierwszy raz do pierwszego składu Polonii za odsuniętego do drużyny Młodej Ekstraklasy Smolarka. Dziś można uznać to za pewien symbol zmiany pokoleniowej.

Ale w klubie. W kadrze Wszołka czeka długa droga do osiągnięcia podobnego statusu co starszy o 11 lat były napastnik reprezentacji. O ile w meczu z RPA pokazał, że nowe zawodowe wyzwanie, to nic takiego, że nie boi się niczego, tak z Anglią wyglądał na chłopaka, który spędził pierwszy dzień w nowej szkole - przestraszonego, niepewnego własnych umiejętności.

W środę na Stadionie Narodowym piłkarz Polonii pierwszy raz był przy piłce w piątej minucie spotkania. Szybko ją oddał. I tak wyglądało to niemal przez cały mecz Wszołka z Anglią, a szczególnie w pierwszej połowie - przyjęcie i za chwilę natychmiastowe pozbycie się piłki, jakby ta go parzyła.



Ci, co oglądają go na co dzień mogli poczuć się trochę rozczarowani. W tym sezonie kreuje akcje Polonii, wygrywa mnóstwo pojedynków jeden na jeden, celnie dośrodkowuje. A tymczasem - w całym meczu - nie miał żadnego udanego dryblingu, żadnego celnego dośrodkowania na pięć prób. Jeśli podawał piłkę, to raczej do tyłu. Nie miał więc 20-letni pomocnik żadnej okazji bramkowej (w lidze strzelił już cztery gole, zaliczył cztery asysty), choć raz przy odrobinie szczęścia mógł wykorzystać błąd Phila Jagielki, ale uprzedził go Glen Johnson wybijając piłkę na rzut rożny.

Wszołek zagrał na lewej stronie boiska. Anglicy większość akcji przeprowadzali właśnie na jego skrzydle wyczuwając asekuracyjną postawę młodego Polaka w defensywie. Nie był w stanie grać pressingiem, naciskać rywali, zaliczył tylko dwa przechwyty.

Piłkarz Polonii pograł z Anglikami ponad godzinę. Na boisko wszedł za niego Adrian Mierzejewski. To też pewien symbol. Latem 2011 roku 26-letni pomocnik został sprzedany za 5,25 miliona euro z Polonii do Trabzonsporu. Wydawało się wtedy, że czeka go wielka kariera, również w reprezentacji.

Ale dziś Mierzejewski jest cieniem piłkarza sprzed roku, dwóch bez którego do niedawna trudno było sobie wyobrazić Polonię. Wszołek dopiero od kilku tygodni zajmuje w drużynie "Czarnych Koszul" miejsce po zawodniku Trabzonsporu, jest jego godnym następcą. A to, że wyszedł z Anglikami w wyjściowej jedenastce, a nie Mierzejewski, dobrze świadczy o awansie w piłkarskiej hierarchii młodego pomocnika, nawet jeśli środowy mecz mu zwyczajnie nie wyszedł.