Czy się przebudzą?

- Każdy punkt zdobyty z mistrzem Polski, z zespołem, który ma szansę wyjść z Ligi Europejskiej, jest cenny - mówi przed meczem z Lechem Poznań trener Polonii Paweł Janas.
Na mecz do stolicy Wielkopolski piłkarze "Czarnych Koszul" wyjechali tuż po spotkaniu z Józefem Wojciechowskim. Właściciel i prezes klubu wezwał ich, reagując na dwie ostatnie porażki - z Jagiellonią Białystok i Lechią Gdańsk i wcześniejszą serię nieudanych meczów. Nie postawił żadnego ultimatum, zmotywował drużynę, wymagając od niej większego zaangażowania w grę. Co będzie, jeśli Polonia przegra w Poznaniu? - Nie będzie tragedii, bo to w sporcie jest przecież normalne. Jeżeli przegramy jeden z pięciu czekających nas do końca rundy spotkań, nic się nie stanie, gorzej, gdy przegramy wszystkie pięć meczów - powiedział prezes Polonii.

Dzisiejszy, zaległy mecz ze wszystkich pozostałych do końca rundy (z Ruchem, Bełchatowem, Wisłą, Górnikiem) jest zdecydowanie dla polonistów najtrudniejszy. Lech to mistrz Polski, drużyna, która pokonała w ubiegłym tygodniu Manchester City. Ale to też zespół niespodziewanie zajmujący miejsce w strefie spadkowej ekstraklasy, z sześcioma porażkami na koncie, ostatnią poniesioną w niedzielę z Ruchem Chorzów. - Na razie to my mamy więcej punktów, ale trzeba powiedzieć nie tyle, ile powinniśmy mieć - stwierdził Janas.

Polonia zdobyła pięć punktów więcej niż Lech, z czego 10 z 16 poprzednik Janasa José Mari Bakero, dziś trener mistrzów Polski. W warszawskim klubie trwa poszukiwanie przyczyn słabszej postawy.

Właściciel wytyka zawodnikom brak zaangażowania, trener wskazuje również na inne niuanse. - Mamy kłopot w obronie. Tracimy zbyt łatwo bramki, najczęściej po podaniach ze skrzydła. Dlatego próbujemy coś zmienić w tej formacji, ale nie jest łatwo, bo na to był czas w sparingach przed sezonem. Ten zespół dopiero się buduje, przyszło kilku nowych zawodników, pojedynczo to są fajni piłkarze, ale w piłkę gra zespół, a nie indywidualności - tłumaczy Janas.

Przyczyn ostatnich wpadek dociekali też piłkarze. W poniedziałek, po treningu długo dyskutowali ze sobą. - Zastanawiamy się, dlaczego nie możemy grać tak samo jak dwa miesiące temu. Rozmawiamy, analizujemy, robimy to po to, żeby były pozytywne skutki. Mam nadzieję, że doczekamy się ich już w meczu z Lechem, nawet dobrze, że gramy tak szybko po tej nieszczęśliwej porażce z Lechią. Pozwoli to nam szybko o niej zapomnieć. Nie boimy się Lecha, skoro wygrał z nim Górnik i Ruch, to dlaczego nie my? - opowiada kapitan zespołu Adrian Mierzejewski.

Do zespołu wrócił Euzebiusz Smolarek, ostatnio kontuzjowany. Miejsce w szerokiej kadrze stracił więc 19-letni Łukasz Teodorczyk mający za sobą dopiero dwa występy w ekstraklasie. Nie wiadomo, czy w Poznaniu będzie mógł zagrać Sebastian Przyrowski. Bramkarz Polonii na wczorajszym treningu zderzył się z Danielem Gołębiewskim, do autokaru wszedł kulejąc, ma stłuczone udo.

W porównaniu z meczem z Lechią do zmian w zespole dojdzie, na pewno w defensywie. - Jak coś nie idzie, to trzeba to zmieniać - mówi Janas. Na środek obrony powinien więc wrócić powołany ponownie do reprezentacji Polski Tomasz Jodłowiec. Wariant z grą na prawej stronie defensywy tego piłkarza nie zdał egzaminu.

Polonia nie ma jednak wielu możliwości, by zaskoczyć swojego byłego trenera. - Ale my też wiemy dużo o nim i jego metodach pracy - dodaje Mierzejewski. W Poznaniu warszawski zespół może jednak wygrać mecz nie przez zaskoczenie, ale przebudzenie drużyny, która ostatnio niespodziewanie popadła w jesienną depresję.