Ekstraklasa. Za błędy sędziów Arka zapłaci spadkiem?

- To już nie jest śmieszne, że w drugim meczu z rzędu dyktowany jest przeciw nam karny z kapelusza - grzmiał po remisie ze Śląskiem Wrocław trener Arki Dariusz Pasieka.
Ekstraklasa.tv: Czy Śląskowi należał się karny? »

Szkoleniowiec Arki w wywiadzie dla telewizji klubowej nawiązał w ten sposób do poprzedniego meczu w Warszawie, gdzie gdynianie przegrali 0:3. Wówczas japoński arbiter Masaaki Toma podyktował rzut karny, gdy Marciano Bruma ciągnął za spodenki Miroslava Radovicia, wcześniej nie zauważając ewidentnego faulu Serba na Holendrze, któremu pokazał jednocześnie czwartą żółtą kartkę w sezonie (komisja ligi ją anulowała). Kolejne bramki padły już po błędach Norberta Witkowskiego, ale nawet trener słabo grających gospodarzy Maciej Skorża był zdziwiony rozmiarami zwycięstwa.

W sobotę do Gdyni przyjechał rozpędzony Śląsk (cztery zwycięstwa z rzędu). Przed meczem piłkarze Oresta Lenczyka zapowiadali, że przerwą passę Arki bez porażki u siebie i byli tego bliscy, bo w 28. minucie Szymon Marciniak podyktował wątpliwy rzut karny. Dziesięć minut później Arka zdołała wyrównać, a chwilę później nawet wyjść na prowadzenie (również po rzucie karnym, gdy w polu karnym ręką piłkę przyjmował Amir Spahić), ale drugi gol Przemysława Kaźmierczaka dał gościom cenny punkt.

- Brakuje nam stabilności - mówił po meczu rozczarowany Pasieka. - Przy prowadzeniu 2:1 powinniśmy spuścić z tonu, ale czasem tak bywa, że jak drużyna jest rozpędzona, to chce się to wykorzystać i strzelić kolejną bramkę. Gdyby udało nam się to prowadzenie do przerwy utrzymać, Śląsk musiałby się odkryć, co dałoby nam okazję do kontry.

Goście mogli wygrać, ale doskonałej okazji do strzelenia trzeciej bramki w sytuacji sam na sam z Witkowskim nie wykorzystał Tadeusz Socha. Za tydzień Arka podejmie Wisłę Kraków. Jeśli nie wygra, przerwę zimową może spędzić w strefie spadkowej.

Wisła pokonała Polonię  »