Sumita z warszawskiego UKS Marysin: To nie jest tylko sport dla grubasów

- Pierwsze pytanie, które zwykle słyszę, jest takie: czy nie jestem za chudy i za lekki? Też nie uważam, że jestem gruby, ale kiedy mówię, że ważę 97 kg, to niektórzy się dziwią. Na pewno będę jeszcze rósł, więc będę w przyszłości walczył w kategorii do 110 kg - mówi 17-letni Jakub Krysiak z UKS Marysin, mistrz Europy kadetów w sumo sportowym w kategorii do 95 kilogramów z 2011 roku.
Niewiele osób o tym wie, że jesteśmy światową potęgą w sumo sportowym, ustępujemy pod tym względem tylko Japończykom, a równać się z nami mogą jedynie Rosjanie czy Ukraińcy. W Warszawie sumo sportowe trenuje kilkadziesiąt osób. Wśród nich jest Jakub Krysiak.

Michał Szaflarski: Sumoka czy sumita?

Jakub Krysiak: Obydwie nazwy w języku polskim są poprawne: i sumoka, i sumita. Jest jeszcze japońskie określenie sumotori, ale wolę raczej sumita.

Jak zaczęła się twoja przygoda z sumo?

- Moje młodsze rodzeństwo, brat i siostra, trenuje zapasy w klubie UKS Marysin. To oni zachęcili mnie, żebym przyszedł na trening i spodobało mi się. Trenowałem zapasy rok, ale jak miałem 14 lat dowiedziałem się, że jestem już za stary, żeby myśleć na poważnie o tej dyscyplinie. Wtedy pojechałem na obóz sportowy, gdzie był trener kadry narodowej sumo, który mi pokazał tę dyscyplinę od ciekawszej strony. Że to nie jest tylko "sport dla grubasów" - najcięższa osoba na tym obozie ważyła 110 kg. To tylko o 10 kg więcej niż ja.

A ile ważysz?

- 97 kg i mam 191 cm wzrostu. Spodobały mi się te zajęcia na obozie i przeniosłem się do sekcji sumo. Byłem wtedy w drugiej klasie gimnazjum. Trenuję od trzech lat, teraz mam 17 lat i chodzę do drugiej klasy liceum.

A na sumo nie jesteś za stary? Nie zacząłeś za późno?

- Nie, w sumo wiek nie ma aż tak dużego znaczenia jak na przykład w zapasach. Zdarza się, że osoby, które mają ponad 40 lat walczą z dwudziestolatkami.

Skoro jesteśmy przy wieku - ile lat ma ten sport?

- Mówi się, że to najstarszy sport świata, istniał jeszcze przed zapasami.

Na czym polega sumo?

- Najprościej mówiąc: wygrana w sumo polega na wypchnięciu zawodnika poza tawarę, czyli okrąg maty albo poprzez sprowadzenie przeciwnika do parteru. Jeśli rywal dotknie maty inną częścią ciała niż stopa, może to być nawet tylko kolano, to przegrywa. Inny sposób polega na wyniesieniu zawodnika poza matę. Jeśli ktoś jest silniejszy od rywala, to może stosować taką technikę. Sam często tak robię.

Czy reguły w sumo są skomplikowane?

- Nie, to takie same zasady jak w sumo japońskim. Różnica polega jedynie na tym, że w wersji sportowej, którą my uprawiamy, jest podział na kategorie wagowe, a w Japonii jest tylko jedna - kategoria open, czyli na przykład zawodnik, który waży 60 kg może się zmierzyć z sumitą o wadze 300 kg.

Czy stosujecie taki sam ceremoniał przed walką jak w Japonii? Jak on wygląda?

- Właściwie tak, ale nie jest on tak bardzo rozbudowany. Przed walką zawodnicy stają naprzeciw siebie przed tawarą, sędzia zaprasza ich do środka, następnie wykonują ukłon, tzw. rei i przystępują do kolejnego ceremoniału. Wykonują gesty czyszczenia rąk, uderzają w dłonie, a później wyciągają ręce w bok pokazując wszystkim, że nie mają ukrytej żadnej broni. Taki rytuał ma pokazać, że walka będzie czysta.

A posypywanie solą w celu odstraszenia złych duchów? To coś, co mi się zawsze kojarzyło z walką sumo.

- W Polsce jest tylko jedna prawdziwa tawara z gliny, w Krotoszynie, którą można posypywać solą. Na zawodach rangi mistrzowskiej, w Polsce lub za granicą, zawsze do dyspozycji zawodników jest pojemnik z solą i jeśli chcą, to posypują nią matę. Nie ma obowiązku stosowania tego rytuału i nie jest to zbyt popularne. Na ostatnich mistrzostwach Europy, w których udział wzięło 200 zawodników, widziałem około dziesięciu, którzy to zrobili.

Jak długo trwa taka walka?

- Średnio około minuty, ale jest ustalony limit półtorej minuty. Jeśli w tym czasie nikt nie wygra, to rozpoczyna się walkę jeszcze raz. Moja najkrótsza wygrana walka trwała tylko kilka sekund. Wyglądało to tak, że mój rywal wystartował do mnie, a jak go po prostu zbiłem na ziemię i wygrałem.

Ile osób trenuje w twoim klubie UKS Marysin?

- W sekcji sumo na stale trenuje około dziesięciu osób i mamy spore sukcesy. Nasz klub zdobył w tym roku 11 medali na mistrzostwach Europy. Czasami też trenujemy zapasy, które są bardziej ogólnorozwojowe. Niektórzy zapaśnicy chcąc się sprawdzić trenują również sumo i czasami startują w zawodach zarówno w zapasach, jak i w sumo.

Nie mylą ci się czasem techniki z zapasów i sumo?

- Czasami tak, ale zwykle popełniam takie błędy tylko na treningach. W zapasach walczy się w klamrze zapaśniczej, jedną ręką trzyma się za rękę rywala, a drugą za biodro. Walcząc tak w sumo można łatwo przegrać. W sumo najlepiej trzymać się nisko na nogach i trzeba trzymać cały czas przeciwnika za pas.

Jak często trenujecie i jak wygląda taki trening sumo?

- Trenujemy trzy razy w tygodniu po dwie godziny w gimnazjum w Wawrze. Najpierw jest rozgrzewka, potem chodzenie w przysiadzie i ćwiczenie tzw. shiko, czyli bardzo ważnego w sumo podnoszenia i opuszczania nogi. Później jest nauka techniki, a na koniec walki treningowe.

A jak często sprawdzacie swoją formę na zawodach?

- Bierzemy udział w zawodach średnio raz na miesiąc. Przede wszystkim w cyklu Pucharu Polski. W wakacje i ferie jeździmy na obozy, do tego dochodzi udział w mistrzostwach Polski i Europy, a może kiedyś też w mistrzostwach świata.

Najbliższe są w październiku w Hong-Kongu. Masz szansę tam pojechać?

- To moje marzenie. Ale wyjazd zależy między innymi od tego, czy związek sumo będzie miał pieniądze, żeby nas wysłać. Ale jeśli nie teraz, to może w przyszłości uda się pojechać na mistrzostwa świata.

Które nacje liczą się w sumo?

- Najmocniejsi na świecie są oczywiście Japończycy. Na mistrzostwach świata amatorów w 2010 roku w Warszawie Polska zajęła drugie miejsce za Japończykami, a w tych wyższych kategoriach wagowych nawet z nimi wygrywając. Na podobnym poziomie, co Polacy, są też Rosjanie i Ukraińcy. Wysoki poziom prezentują też zawodnicy z USA, Argentyny, Egiptu i Azerbejdżanu.

Czy chciałbyś po skończeniu liceum iść na studia związane ze sportem?

- W Polsce niestety nie da się zarabiać na sumo, więc po liceum chcę iść na studia. Jeszcze nie wiem jakie. Znajomi namawiają mnie na AWF, ale moim marzeniem jest praca w BOR-rze.

Czy oprócz szkoły i treningów masz czas na jakieś inne sporty, zainteresowania?

- Tak, interesuję się futbolem amerykańskim, jestem wolontariuszem w Warsaw Eagles. Byłem też na przykład wolontariuszem na maratonie warszawskim.

A czy przy swoich warunkach fizycznych nie chciałbyś spróbować sił w futbolu amerykańskim?

- Ja nie, ale mój trener, Bartłomiej Struss, jest zawodnikiem Warsaw Eagles. A przy okazji jednym z lepszych sumitów w Polsce. Jest mistrzem Europy i brązowym medalistą mistrzostw świata.

A jakie są twoje największe osiągnięcia w sumo?

- W ubiegłym roku na mistrzostwach Europy w Warnie w Bułgarii zdobyłem złoty medal indywidualnie i drużynowo w kadetach w kategorii do 95 kg. Startowałem też w wyższej kategorii wiekowej, w juniorach - drużynowo zdobyliśmy brązowy medal. W tym roku w Łucku na Ukrainie zdobyłem dwa brązowe medale: indywidualnie i drużynowo w juniorach.

Jak ludzie reagują na to, że jesteś sumitą?

- Pierwsze pytanie zwykle jest takie: czy nie jestem za chudy i za lekki? Też nie uważam, że jestem gruby, ale kiedy mówię, że ważę 97 kg to niektórzy się dziwią. Na pewno będę jeszcze rósł, więc będę w przyszłości walczył w kategorii do 110 kg.

Patrząc na japońskich mistrzów są zwykle ogromnych rozmiarów. Duża masa ciała pomaga w walce?

- Masa w sumo nie zawsze ma aż takie znaczenie. Jest taki Japończyk, który waży 110 kg, a robi, co chce z sumitami ważącymi po 300 kg, ponieważ jest bardziej sprawny fizycznie. Trener polskiej kadry narodowej Marek Paczków w 1999 roku na mistrzostwach świata w kategorii drużynowej walczył z przeciwnikiem o wadze ponad 300 kg. A sam ważył wtedy 115 kg i walkę wygrał.



Co jest takiego ciekawego w sumo, że warto ten sport uprawiać i oglądać?

- Przede wszystkim to egzotyczny sport, pochodzi z Japonii, a w Polsce jeszcze niestety mało rozreklamowany. Jest ciekawy, między innymi dlatego, że walczymy bez bielizny, w samym pasie, tzw. mawashi. Jeśli ten pas się rozwiąże, to również przegrywa się walkę, więc trzeba go dobrze chronić. Rzadko się to zdarza, ale się zdarza. W czasie walki nie wolno trzymać za węzeł, ale kiedy się szarpie przeciwnika za pas, to jest jakieś prawdopodobieństwo, że pas się rozwiąże.

Rozwiązał ci się kiedyś taki pas?

- Sam nie miałem takiego przypadku, ale mój kolega z klubu miał taką sytuację podczas zawodów. Poczuł, że pas mu się rozwiązał dopiero wtedy, kiedy skończył walkę, więc przez chwilę przebywał na macie jak go Pan Bóg stworzył.

Czy na trybunach były kobiety?

- Tak, bo kobiety również walczą. Tyle, że one ubrane są w czarne trykoty zapaśnicze, więc im się nic nie może rozwiązać.

A w twoim klubie trenują jakieś dziewczyny?

- Tak, mamy jedną zawodniczkę, chodzi do pierwszej klasy gimnazjum, była już nawet na mistrzostwach Europy i dobrze się zaprezentowała, ale nie zdobyła medalu. Oprócz niej w Warszawie mamy mistrzynię świata, Natalię Kołnierzak z klubu FUKS. W 2010 roku podczas mistrzostw świata w Warszawie zdobyła złoty medal w kategorii do 60 kg.

Są inne kluby w Warszawie, gdzie można trenować sumo?

- Tak, są jeszcze dwa: FUKS Falenica i UKS Niedźwiadek. Razem z naszym w Warszawie trenuje sumo około 40-50 osób.