Michał Spychała po wygranej z Legią: Wykorzystaliśmy odpowiednie sytuacje

- Decydowały szczegóły - Adam Linowski mógł nie trafić wolnych, Rafał Holnicki-Szulc mógł trafić. Czarek mógł nie zebrać piłki, którą prawie mieliśmy, ale zebrał i dobił. To były pojedyncze akcje. Reagowaliśmy na to, co dzieje się na boisku, ale najważniejsze były skuteczność graczy w ataku i ich determinacja w obronie - mówił trener Znicza Basket Pruszków Michał Spychała po zwycięstwie 72:69 z Legią.


Mecz drugiej kolejki pierwszej ligi był bardzo emocjonujący - Znicz prowadził na początku 2:0, ale potem przez 32 minuty więcej punktów miała Legia. Pruszkowianie wyprzedzili rywali dopiero w końcówce czwartej kwarty [RELACJA Z MECZU].

Czym, zdaniem Spychały, Znicz pokonał Legię? - Decydowały szczegóły - Adam Linowski mógł nie trafić wolnych, Rafał Holnicki-Szulc mógł trafić. Czarek mógł nie zebrać piłki, którą prawie mieliśmy, ale zebrał i dobił. To były pojedyncze akcje - mówił trener Znicza.

Co jednak w tych pojedynczych akcjach było kluczowe - koncentracja, doświadczenie, szczęście, praca trenera? - Po prostu wykorzystaliśmy odpowiednie sytuacje. I reagowaliśmy na to, co dzieje się na boisku - jak trzeba było walczyć o zbiórkę, grali wysocy. Jak nacisnąć na rozgrywających - grali niscy - tłumaczył Spychała. - Miałem jeszcze przerwę na żądanie, byłem przygotowany na taką końcówkę. W takich sytuacjach trzeba reagować szybko, burza mózgów jest błyskawiczna. Czy nasze decyzje były trafne? Wygraliśmy, więc chyba tak. Ale najważniejsze były skuteczność graczy w ataku i ich determinacja w obronie.

Najlepszym graczem Znicza był Damian Tokarski, który nie dość, że zdobył 18 punktów, to jeszcze ograniczył strzelca gości Mateusza Bierwagena. - Wiem jedno - Damian ma wielki potencjał w grze ofensywnej. Gra nieszablonowo, czasem nawet do tego stopnia, że zdarza mu się zaburzać ruchy zespołu, bo on chce być wszędzie. Moja drużyna ma grać według zasady, że jak jeden gracz coś robi, to reszta ma reagować. A na to, co robi Damian, czasem zareagować ciężko. Ale daje nam w ataku bardzo dużo. Natomiast w obronie Damian ma spore braki i pracujemy nad tym, by się nie gubił, nie głupiał po prostu - mówił Spychała.

W czwartek Tokarski w obronie zrobił jednak więcej dobrego niż złego. Bierwagen, który w pierwszej połowie zdobył dla Legii aż 19 punktów (9/9 z gry!), po przerwie dorzucił ledwie jeden. - Nie było specjalnych pomysłów, po prostu zaczęliśmy lepiej bronić, choć kluczowe było to, że Bierwagenem zaczął się zajmować Damian Tokarski - przyznał Spychała. - Ale generalnie w drugiej połowie nasza obrona była mocniejsza, skuteczniejsza. Zaczęliśmy mecz, przegrywając pojedynki jeden na jednego, potem spróbowaliśmy strefy, ale legioniści, Bierwagen, zbyt łatwo wchodzili pod kosz. W drugiej połowie ta obrona jeden na jednego była już lepsza, zawodnicy zagrali z większą werwą.

Zniczowi nie przeszkodził fakt, że najlepszy z podkoszowych Marcin Kowalewski, który zdobył 13 punktów, już na początku drugiej połowy zakończył mecz z pięcioma przewinieniami. - Marcin Kowalewski chciał pokazać, że jest faulowany, moim zdaniem był, ale walką o pozycję sprowokował faul obustronny. Był zbyt ekspresyjny. Brak Kowalewskiego wzbudził w drużynie agresję - zespół zobaczył, że może bez niego grać, zdobywać punkty. Inni gracze go zastąpili - mówił Spychała.

- Na pewno poprawiliśmy obronę, nawet te trójki, które Legii wpadły, były oddawane pod naciskiem, a skończyły się wejścia rywali pod kosz - opisywał trener Znicza drugą połowę. - Pod obręczą też bardzo nie przegraliśmy, Czarek Trybański wielkiej krzywdy nam nie zrobił. Miał cztery bloki, ale to dobrze, że Łukasz Jaśkiewicz czy Kamil Czosnowski grali do obręczy - o taką odważną grę mi chodzi.

Po dwóch kolejkach Znicz ma bilans 2-0. W trzeciej kolejce pruszkowianie zagrają w sobotę 11 października na wyjeździe z Sokołem Łańcut.